A teraz o inne lojalności chodzi - NIE w nawiązaniu do TAMTEGO wątku
Jest sobie babka, która chce mieć dziecko. Na skutek różnych przebojów okołozdrowotnych wie jeszcze przed ciążą, że:
- z zajściem może być bardzo różnie, może to potrwać chwila moment, a może i rok i dwa, no taka uroda pewnego schorzenia, może nie udać się w ogóle, co wyjdzie w praniu i okaże się dopiero po dłuższym czasie,
- jeśli już się uda, ze względu na to schorzenie, konieczne jest zwolnienie, może niekoniecznie zaraz od dwóch kresek, ale 8-10 tydzień to już na 100% koniec pracy na jakieś 1,5 roku.
Sytuacja w pracy to umowa na czas nieokreślony od ładnych kilku lat, ale firma ostatnio wykonuje dziwne ruchy kadrowe i niby nie ma masowych zwolnień, ale obawa przed zwolnieniem to myśl, która chyba nie dotyka tylko najwyższego szefostwa.
Stanowisko: w miarę samodzielne, ale co kluczowe, praca niemożliwa do wykonywania tylko i wyłącznie z domu. Można pewne rzeczy ogarnąć tak przez kilka tygodni, 2-3 to maks, ale dłużej już nie.
Z najbliższym szefostwem układy dosyć koleżeńskie, ale to nie oni podejmują decyzje, kogo i kiedy zwolnić, to przychodzi z góry i bezpośrednia dyrekcja niewiele ma do gadania.
Co robi ematka? Gada z kolegami/koleżankami, że o ciążę się stara i może być tak, że WTEM! znika za tydzień-dwa i wraca za 1,5 roku? Gada z kolegami/koleżankami, że o ciążę się stara po prostu? Nie gada, stawiając i kolegów i całą firmę w sytuacji, kiedy w bliżej nieokreślonym momencie, ale też w ogóle może nie, zniknie z firmy na dłuższy czas z wyprzedzeniem tydzień - dwa?