nolus
31.05.15, 20:03
Po 10 latach znów przytrafił mi się ten sam wypadek - zwichnięcie rzepki, jednak tym razem nie na nodze prawej tylko lewej, ale za to tak samo jak 10 lat temu, przy tak trudnej i skomplikowanej czynności jak wstawanie z krzesła...Dekadę temu zapakowali mnie w gips od kostki po pachwinę na cały miesiąc, co było straszną uciążliwością, mimo że zaliczałam się wtedy raczej do typu kanapowego leniwca. Dzisiaj jestem osobą bardziej aktywną niż 10 lat temu i pomna tego, jaki ten gips powodował wtedy dyskomfort i że po jego zdjęciu czeka mnie prawie tyle samo czasu rehabilitacji, od razu po przyjeździe na pogotowie i nastawieniu rzepki, prosiłam żeby nie unieruchamiać w ten sposób nogi...Lekarz stwierdził, że dobrym wyjściem jest stabilizator, ale oni na stanie tego nie mają. Muszę z tym poczekać w najlepszym wypadku do jutra (a zapewne dłużej), do wizyty w poradni ortopedycznej. Do tego czasu dałam się jednak zapakować w gips, bo jednak lęk o nogę zwyciężył. No ale... Już po weekendzie wiem, że ja tak nie wyyyyyytrzymam. Wariuję z powodu uziemienia, nie lubię mieć poczucia, że nie jestem w pełni sprawna. Nie wiem czy mam wiotkie stawy, słabe mięśnie, czy rzepkę ze skłonnością do przemieszczania, a może źle wykonuję ćwiczenia ( regularnie ćwiczę), who cares... To wszystko będę wiedzieć jutro, a może jeszcze później. Dzisiaj zasadnicze pytanie brzmi - gips czy stabilizator ?