23.06.15, 16:02
Wracam sobie z kina. Aż tu nagle - gołąb.

Można powiedzieć - no, mieszkam w Krakowie, czego jak czego, ale gołębiów to tu jak mrówków.

Ale ten gołąb był specjalny. Jakiś taki niewyraźny, jakby powiedzieli w reklamie Rutinoscorbinu. Przewracał się, widocznie utykał na jedną nogę. Skrzydła miał w porządku i próbował odlecieć, ale wylądować na drzewie już mu się nie udało.

Stanęłam więc i patrzyłam na gołębia. Męczył się. No to co - telefon do schroniska. Bo selekcja naturalna selekcją naturalną, a gołębie to w krakowskiej nomenklaturze "latające szczury" (tak zresztą jak wszędzie indziej), ale nie pozwolę ptaszkowi się męczyć na moich oczach.

Schronisko odesłało do lecznicy, lecznica daleko i nie robią dojazdów - dobra. Akcja "Gołąb" rozpoczęta.

Wzięłam karton ze sklepu, poszłam do domu znaleźć drogę do lecznicy i wyłożyć karton czymś miękkim, znalazłam rękawiczki - i idę łapać.

Gołębia nie ma. Truchła gołębia też nie ma. Kot sąsiadki dopiero się wybiera na spacerek, więc nie zeżarła.

Ematki, takiemu gołębiowi mogło się tak nagle "ozdrowieć"? Obszukałam kawałek ulicy, ale uznałam, że czego jak czego, ale skrzydlaka to ja nie znajdę... ale martwię się o niego, czy sobie Dolot dał radę sad


(uprzedzając pytania: nie, ja nie żartuję. Naprawdę chciałam brać rower i zawozić obcego gołębia na drugi koniec miasta tylko dlatego, że najwyraźniej coś mu się stało w nóżkę i kulał.)
Obserwuj wątek
    • kk345 Re: Gołąb 23.06.15, 16:15
      Dobry człowiek z Ciebie. A co do gołębia- jeśli się przewracał i nie latał, to nie był problem wyłącznie nóżki...
      • marusia_ogoniok_102 Re: Gołąb 23.06.15, 16:34
        Nie no, latać - latał, tylko nie umiał wylądować - mówię, ewidentnie bolała go nóżka. I był jakiś... oszołomiony.

        No nic, może faktycznie miał jakieś bliskie spotkanie z murem, tak jak ja wczoraj big_grin i, tak jak ja, potrzebował chwili na ogarnięcie.
    • vi_san Re: Gołąb 23.06.15, 16:19
      Dobrze, że nie żartujesz, tacy ludzie są potrzebni naszym "braciom mniejszym". smile
      A ad rem: owszem, mógł. Nie tyle "ozdrowieć", ale po prostu poczuć się lepiej. Być może krótko przed spotkaniem z Tobą miał jakąś bójkę, w której oberwał i kiedy go zobaczyłaś był "świeżo" poturbowany, a nim zorganizowałaś pudełko, drogę itd odsapnął i poleciał w swoich gołębich sprawach?
      Dwa dni temu na mój balkon przyleciała synogarlica. W sumie jej nie zauważyłam, to mój pies ją spostrzegł. Podszedł, trącił nosem. Ptak był "niewyraźny". Odwołałam psa z balkonu, wystawiłam pojemnik z wodą, drugi ze słonecznikiem [nie wiem, czy synogarlice w naturze jedzą słonecznika, ale ta nie pogardziła], zamknęłam balkon, spuściłam żaluzje. Po pół godzinie o wizycie świadczył tylko puściutki pojemniczek po słoneczniku i trochę wody.
      Wierzę, że Twój Dolot da sobie radę. smile
    • rosapulchra-0 Re: Gołąb 23.06.15, 19:05
      Dobra kobieto!
      Niedawno potłukły mi się dwie wrony w ogrodzie. Kocury oszalały dosłownie, bo chciały polować, a wrony się darły i nawalały dziobami, aż pióra leciały. W końcu jedna uciekła, została druga, która prawie nie kojarzyła, co się wokół niej dzieje. Gdyby mnie nie było, to kocurska by z niej miazgę zrobiły, same się między sobą jeszcze o truchło pobiły. Jeden to się nabuzował, że aż na mnie prychał, gdy na werandzie zamykałam. Po jakichś 10 minutach wronisko odleciało pozostawiając po sobie powyrywane pióra i echo ich jazgotu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka