stacie_o
21.07.15, 10:07
Piszę tutaj, bo chcę poznać doświadczenia matek dzieci w różnym wieku. Ad rem czy z beczenia i bycia płaksą się wyrasta? Jak sobie radzić z takim typem człowieka. Moja córka płacze odkąd otworzy oczy, płacze w dzień po zyliard razy, a bo ją przytuliłam, nie przytuliłam, jest głodna, bo jedzenie nie takie, bo już zjadła, b wzięłam jej talerzyk, żeby nałożyć, nie będzie już jadła, nie karmię, wyje, karmię wyje, czuje się jakbym mieszkała z tykającą bombą albo stąpała po polu minowym. Czasami mam dość. Staram się wyprzedzić jej zachcianki czy zażegnać potencjalne powody do płaczu, ale nie zawsze się da. Wczoraj się kąpała, wyciągnęła korek i nie ma wody, wyje że dalej chce się kąpać, dolewam wody, o nie ryk, mam nie dolewać, ma być kąpiel bez dolewania wody. Przedwczoraj wojna o arbuza, ona chce arbuza, ale bez pestek, ale nie wolno wyciągać, one mają zniknąć, wyciągam ryk, daje z pestkami ryk. Dziś miałam rano ważne spotkanie, zwykle ja ją zaprowadzam do żłobka, ale wyjątkowo musiał jej tato i ryk. Ryczała całą drogę, nie dała się zanieść, kopała i gryzła. Musiałam wsiąść w auto odebrać ją od niemęża, zrobić dwa kółka i przyjechać pod żłobek i zaprowadzić. Oszaleję.
Czy ktoś miał z takim dzieckiem do czynienia? Czy z tego się wyrasta? Jakaś nadzieja? Tłumaczenie nic nie daje, mówię nie ma arbuza bez pestek, mogę ci dać z pestkami bądź wybrać, ale to nie działa, córa się nakręca, ryczy, rzuca, sama już dawno zapomina o co płacze, ale płacze, trzeba ją uspokajać. Neurolodzy twierdzą, że może to mieć związek z problemami neurologicznymi, ale wcale nie musi. I co ja mam zrobić. Przynajmniej tu się wyżalę.