hema14
13.08.15, 11:59
Czy znaki postawione przez spółdzielnię na osiedlu mają jakąś moc prawną? Mam na myśli znaki takie jak napisy "zakaz gry w piłkę" naklejone na bloku, albo grafiki pokazujące załatwiającego się psa przekreślone na czerwono jako zakaz, wbite w trawnik pod blokiem. Ostatnio tego typu znaki u nas się pojawiły a ja czuję się osaczona, ubezwłasnowolniona niemal. Każdy dorosły raczej wie (tylko niektórzy o tym na co dzień nie myślą), że jak jego dziecko wyrządzi szkodę to on materialnie za nią odpowiada - dziecko grając w piłkę wybije szybę, rodzic musi odkupić. Ale czemu od razu zakazywać gry jako takiej?! Niemiłe jest też jak dzieci odbijają piłkę o ściany bloku i mieszkający tam ludzie mają hałas, według mnie powinna wystarczyć zwrócona uwaga dzieciom, że mu to przeszkadza i dzieci powinny odejść gdzie indziej, a już w ogóle to rodzic sam powinien nauczyć swoje dzieci, żeby nie odbijały piłki o bloki, o ściany gdzie mieszkają ludzie, bo to zwyczajnie przeszkadza. Ale po ulicy (osiedlowej) już nie mogą sobie pokopać, pokozłować? Gdzie mają się bawić jak na osiedlu nie ma boiska?
Inna sprawa jak zwykle psy. Czy ja naprawdę mam zakaz spacerowania z psem po osiedlowych trawnikach? Dzieci po nich biegają, ja chodzić mogę, bo to nie teren prywatny, to chyba i z psem na smyczy mogę? Chodzi przecież o to, nie żeby pies się nie wy...rał za przeproszeniem, ale o to abym po nim sprzątnęła. Jak inaczej mieliby funkcjonować np. mieszkańcy Krakowa, gdzie jak wyjdą z domu to do rozległego publicznego trawnika mają hen hen daleko, ile ten pies może wstrzymywać? Musi się załatwić na "publiczny" czy osiedlowy teren, byle właściciel po nim sprzątnął, to jest ok, prawda?
Jaki mają zatem sens te tabliczki z zakazami? Dają tylko odwagi starym babom do krzyczenia na porządnych ludzi, którzy tylko z piłką pod pachą przejdą lub z grzecznym psem po trawniku obok nich.
Bardzo mnie denerwuje, że już 2 babki wrzeszczały na mnie z okna, że "gdzie ja chodzę z tym psem, potem wejść na trawnik nie można, prania powiesić" itd. itp. A ja akurat jestem tą, która po psie sprząta. Dziś starsza pani, która na mnie wylewała swoje nerwy miała tak zakodowaną nienawiść do psów, że nawet jak jej wyraźnie odpowiedziałam, że mój pies się już załatwił, sprzątnęłam po nim i jego kupa jest dawno w śmietniku, to ona odpowiedziała "jakby wszyscy właściciele psów byli tacy jak pani to by nigdy czystości nie było!" - z automatu szła, czym mnie bardzo zdenerwowała. I straszyła, że wezwie odpowiednie służby. Chyba za zwykłe spacerowanie nie daliby mi mandatu, nawet jeśli moja osoba przeszkadza tej czy owej sąsiadce?