Oprócz tego, że prawie umarłam ze strachu bardzo niewiele pamiętam. Obejrzałabym jeszcze raz, żeby zobaczyć, czego się tak bałam

Film leciał w kinach, pewnie w latach dziewięćdziesiątych. Horror z satanizmem w tle. Chyba amerykański. Jest sobie facet, w którego życiu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Pamiętam scenę z rysowaniem pentagramu kredą na podłodze. Jest tam też scena, w której główny bohater odsłania nocą okno i po drugiej stronie widzi blade gęby prześladujących go satanistów, jedna nad drugą, jedna obok drugiej, dużo ich. Bałam się potem odsłaniać okno. Zaś w ostatniej scenie okazuje się, że szef (a może najlepszy przyjaciel?) głównego bohatera, któremu ten zwierzał się z nadprzyrodzonych kłopotów, jest szefem tej satanistycznej bandy. Szef/przyjaciel mówi: "kto się tobą zajmie, jak nie ja", unosi rękę i wali głównego bohatera w łeb wielkim kamieniem. I koniec. Pamiętacie coś takiego?