Jakiś czas temu znalazlam fajny bar, specjalizujący sie w zupach.
Zupy przepyszne. Ma to znaczenie dla dalszej części opowieści
Próbowałam przeróżnych , fikuśnych jak krem z pietruszki z gruszka, czy klasycznych jak gulaszowa.
Szczególnie zachwycił mnie krem z dyni z imbirem. Zachwycił pomimo tego, ze dyni nie lubię!
Tak sobie kiedyś zajadamy z szanownym małżonkiem te dyniowa, przyznamy- byliśmy tak głodni ze z pojemników wprost. To istotne.
Az tu nagle on rzecze "o, robal". Przyjrzałem sie swojej i rowniez dostrzegłam nieduże, centymetrowe żyjątko. Glistka taka, znaczy. Na brzegu pojemnika.
Dzwonię do pana od zup i mowię : wylejcie może, bo robale w zupę. Na dowód-przesłałam zdjęcia. Afery żadnej nie miałam zamiaru robić, bo-jak już pisalam- zupy pyszne a lokalu sie przyczepić ńie mogłam. Jakoś tak ten robal nie zrobił na mnie wrażenia, zupę wylalismy i tyle.
Pan osłupiał, przeprosił, pokajał sie.
Tydzień pózniej znów wzięłam u nich obiad, w ramach rekompensaty dostałam za darmo pojemnik dniowej. Z przeprosinami, z opowieścią że to wina pojemników, ze zgłosili itd. Luzik. Ja sie tylko pająków boje, afery robić nie zamierzałam.
W domu otwieram pojemnik...i znowu robal.
Wysłałam zdjęcie, nadal nie robiąc afery. Postanowiłam sobie tylko tej dyni więcej nie brać.
No jakoś tak właściciele (pani i syn) sympatie wzbudzali.
Zadzwoniła pani matka-właścicielka, kajając sie. Acz jakoś tak w trakcie rozmowy (gdzie ja zapewniłam, ze w sumie to uważam ze sie zdarza i afery robić nie będę) jakoś tak sie pani coś wymsknęło. Cos, z czego ja wysnulam wniosek, ze oni chyba uważają ze ten robal to u mnie wlazł... Bo nikt inny nigdy nic nie widział, a oni przez sito (!) przelali nic nie znaleźli. Ale to była tylko taka myśl. A pani sie kajala, a ja zapewniałam, ze afery robić nie zamierzam (bo zupy pyszne mimo wkładki mięsnej, a mnie sie nie chciało z kubkiem zupy do sanepidu jeździć.).
No a dziś (tydzień pózniej) wjechałem tam po zupę (cieżko mnie zrazić...), zupę dostałam ale oni urządzili taki cyrk z komisyjnym zamykaniem pojemników przy mnie, i jakoś te sugestie ze te robale sama tam wsadzam, i jakoś tak jak histeryczkę mnie potraktowali.
I tak oto robale w zupie nie zraziły klienta, uczyniła to za to matka właściciela
I teraz właśnie jak histeryczka stwierdziłam, ze moja noga tam więcej nie postanie ;D
To, taka anegdota przed weekendem....