Dodaj do ulubionych

problem rodzinny

14.10.15, 09:43
Napisze od poczatku.
Jestem po slubie 13 lat. Mamy dziecko 11l.
Od jakiegoś czasu podejrzewam że mąż ma depresję.
Nie układa nam się, ciągle sie kłocimy.
Powodem tych problemów jest praca, kredyt, pieniądze i choroba dziecka.
Mąz ma trudny charakter, nigdy nie okazuje milości, nigdy nie pociesza. Jest zimny. Kiedyś było albo inaczej albo tego nie widziałam. Naprawdę dałabym sobie spokó gdybym wiedziała co teraz przechodzę.
Mąż jest z natury spokojny, pracuje, nie pije, siedzi w domu- domator.
Ale ma ostatnio napady złości.
Nie można nic wymagać od niego, wszystko spadło na mnie.
Maż twierdzi że boi się cokolwiek załatwić, że nie potrafii, że zawsze tak miał. Gdzies go wyślę to robi mi awantury że on nie chciał iśc nic załatwiać. Oczywiście rzadko załatwi.
Straszy mnie że skończy zyciem. Często zamyka się w pokoju i mnie straszy. Albo jedzie samochodem że coś sobie zrobi.
Żyje nerwicą, dziecko to widzi.
Musże byc uległa, nie mogę miec swojego zdania bo to moja wina, bo ja go do tego doprowadzam też.
On nie pójdzie do lekarza. Co ja mam zrobić?
Chciałam odejśc ale nie mogę bo on robi mi awantury że ja sie wyprowadzam, że ciągle sie czepiam, że coś chce.
Ja nawet nie rozmawiam z nim,Bo każda zacżeta rozmowa to mówi ze czepiasz się, ja nie wiem ja nie chce rozmawiać.
Ja sie zapiszę do psychiatry bo nie dam rady bez leków. On do mnei dzowni do rpacy i mi takie rzeczy mówi.
Czy jest jakaś rada na to?
Obserwuj wątek
    • mag1982 Re: problem rodzinny 14.10.15, 09:59
      Albo idzie do lekarza albo Ty odchodzisz. Tylko to Ty musiałabyś tego chcieć.
      • sonniva Re: problem rodzinny 14.10.15, 10:01
        Wszyscy mają jakieś problemy, ale nie spotkałam się z sytuacją, żeby z tego powodu kogoś szantażować samobójstwem. Nie sądzę, ze to depresja. Ja osobiście nie słyszałam o przypadku depresji, w którym osoba chora szantażuje bliską osobę, ze popełni samobójstwo. Takie osoby po prostu to robią, a wszyscy wokół w szoku, bo nic nie wskazywało.
        Wg. mnie facet sobie nie radzi. Nie wiem co z nim nie jest tak, bo go nie znam.
        Co Ty możesz zrobić? Jak on nie będzie chciał, to mu nie pomożesz. Wiec zajmij się sobą i dzieckiem, waszym życiem i sprawami. Powodzenia
        • 2robert1 Re: problem rodzinny 14.10.15, 10:05
          sonniva napisała:

          > Wszyscy mają jakieś problemy, ale nie spotkałam się z sytuacją, żeby z tego pow
          > odu kogoś szantażować samobójstwem. Nie sądzę, ze to depresja. Ja osobiście nie
          > słyszałam o przypadku depresji, w którym osoba chora szantażuje bliską osobę,
          > ze popełni samobójstwo. Takie osoby po prostu to robią, a wszyscy wokół w szoku
          > , bo nic nie wskazywało.
          > Wg. mnie facet sobie nie radzi. Nie wiem co z nim nie jest tak, bo go nie znam.
          > Co Ty możesz zrobić? Jak on nie będzie chciał, to mu nie pomożesz. Wiec zajmij
          > się sobą i dzieckiem, waszym życiem i sprawami. Powodzenia
          ja sie zajmuje sobą, dzieckiem, nie reaguje żeby dziecko coś wyczuwało, chociaż nieraz widzi zachowanie meżą. Mąz własnie za to że nie reaguje często zachowuje się i mówi różne rzeczy. Ja mam dosyć, bo ja sie stresuje i nie moge tak żyć. On nie pójdzie do lekarza, nie zaciągnę go.
          • mag1982 Re: problem rodzinny 14.10.15, 10:07
            To odejdź. Szantażami się nie przejmuj. I nie myśl, że dziecko nie widzi co się dzieje.
          • beataj1 Re: problem rodzinny 14.10.15, 10:12
            Cokolwiek zrobisz, czy odejdziesz od męża czy nie (bo to się łatwo mówi) musisz mieć świadomość że mąż stosuje nad Tobą przemoc psychiczną.
            Funduje Ci całkowicie nieprzewidywalną i chorą sytuację rodziną i to wszystko podlane szantażem samobójstwem.
            Musisz wzmocnić siebie - iść do psychologa, może poprosić o jakieś leki tak byś nauczyła się technik nie odpowiadania na jego zagrywki. Jak nie będzie miał ofiary może mu się znudzi.
            I nie ważne czy jego zachowanie wynika z choroby czy popapranego charakteru - ty musisz nauczyć się w tym funkcjonować. Lub odejść.
            I nie miej złudzeń - dzieci doskonale widzą i uczą się w popapranych relacjach funkcjonować - szkoda im fundować taki bagaż na starcie.

            Zastanów się jak TY możesz SOBIE pomóc- dopiero jak sama zyskasz wewnętrzny spokój zajmij się nim. Przy czym może być tak że warunkiem uzyskania spokoju będzie zakończenie tego małżeństwa.
            • lauren6 Re: problem rodzinny 14.10.15, 10:21
              > Cokolwiek zrobisz, czy odejdziesz od męża czy nie (bo to się łatwo mówi)

              Ja jestem daleka od doradzania komuś rozwodu, bo uważam że większość problemów w związku da się przepracować. Nie doradzałabym nikomu rozwodu z powodu kłótni o porządki czy jednorazowego skoku w bok.

              Tutaj mamy zupełnie inną sytuację. Facet ma konkretnie poprzestawiane w głowie i nie chce się leczyć. Tu nawet nie chodzi o autorkę, ale o dziecko, które imo trzeba natychmiast odseparować od takiego ojca. Co to za wzorzec dla dorastającego dziecka? Kto wie co takiemu niestabilnemu ojcu strzeli do łba? A jak wpadnie na pomysł by popełnić rozszerzone samobójstwo?
              • beataj1 Re: problem rodzinny 14.10.15, 10:28
                Ale ja się zgadzam z Tobą. I też uważam że tak naprawdę powinno to się zakończyć rozstaniem. Ale.
                Jeśłi autorka nie jest gotowa z różnych względów na rozstanie taka rada spowoduje tylko że dalej nie odejdzie i poza tym nic z sytuacją nie zrobi. I będzie latami tkwiła w syfie.
                Mi chodzi o to że jeśli zajmie sie sobą, pójdzie na terapię jakoś zadba o swoje uczucia to w 9 przypadkach na 10 odejdzie i tak. Albo tak ustawi pana że przestanie cudować (choć to traktuje jako najmniej prawdopodobną opcję).
                Tu chodzi o to by nie usiąść z załamanymi rękami bo: nie odejdę a poza tym nic się nie da zrobić.
          • sonniva Re: problem rodzinny 14.10.15, 10:26
            Nie znam Twojego męża i nikt tu nie zna.
            Nikt tu nie postawi diagnozy na 100%, ze to depresja, psychol, czy inny kwiatek.
            Nikt nie wie co się naprawdę między wami dzieje.
            Na mój pierwszy rzut oka, to problem jest z tym, ze facet sobie radzi z czymś co go przerosło. Nie widzi wyjścia. To walka z wiatrakami.Dlatego piszę zajmij się sobą, i przestań się bać.
            Przecież on nie przestanie robić tego czy tamtego, bo Ty tak chcesz. Zadbaj o siebie, a jak on zaczyna się nakręcać i gadać głupoty, zachowaj spokój, odpowiadaj bez zaczepek, atakowania i odbijania piłeczki, spokój i jeszcze raz spokój.
            • sonniva Re: problem rodzinny 14.10.15, 10:27
              " ze facet sobie radzi z czymś co go przerosło"
              ma być: ze facet sobie NIE radzi z czymś co go przerosło
          • nangaparbat3 Re: problem rodzinny 14.10.15, 13:45
            co to znaczy, że Ty nie reagujesz?
            To wcale nie jest dobrze.
            jesli on nie potrafi zalatwic najprostszych rzeczy, to albo ma depresje, albo zaburzenia lękowe, albo inne - nie bede sie mądrzyc, nie jestem psychiatrą, a tu najwyraźniej psychiatry trzeba.
        • una_mujer Re: problem rodzinny 14.10.15, 11:08
          Moja kochana, to właśnie jest depresja. Ja to przeżyłam w dzieciństwie - mój ojciec miał ciężką depresję I pamiętam, ze właśnie leżał całymi dniami a jak z name rozmawiał, to opowiadał, że zamierza popełnić samobójstwo I że to nasza (mamy, moja, siostry) wina, bo go do tego stanu doprowadziłyśmy. We mnie to siedzi do dziś, idź sama do psychologa I pogadaj, choćby dla swojego dziecka
          Psychiatra I leki, tylko to...
          A jeżeli mąż nie chce się leczyć, to obawiam się, że będzie tylko gorzej.
        • massinga Re: problem rodzinny 14.10.15, 13:01
          Niestety ale moze sie tak zdarzyc. Jeden z moich szwagrow uzywal grozby samobojstwa, by kontrolowac zone. 3 razy probowal (ale na tyle nieudanie, by go zawsze odratowano) i jak w koncu sie zdecydowal to za czwartym razem nie zdolano go odratowac. Zostawilo to silny slad na psychice ich dziecka.
          Szwagier mial zdiagnozowana silna depresje.
          • black_halo Re: problem rodzinny 14.10.15, 13:42
            Posiadam na stanie matke, ktora regulania miala sie wieszac, z roznych powodow. Jako juz dorosla osoba sie wkurzylam i powiedzialam dosadnie, zeby wreszcie to zrobila bo nic w tej rodzinie nie mozna zaplanowac. O dziwo, pomoglo, od tamtej pory takich tekstow nie slyszymy.

            To jest szantaz emocjonalny. Osoba, ktora naprawde chce ze soba skonczyc, nie rozpowiada o tym na prawo i lewo. Ci, ktorzy o tym na okraglo gadaja, lubia po prostu byc w centrum uwagi i chca, zeby ktos ich ciagle od tego pomyslu odwodzil i mowil jak to swiat bedzie cierpial po ich odejsciu. Dlatego kubel zimnej wody czesto i gesto pomaga.
            • ghrtth Re: problem rodzinny 14.10.15, 21:00
              A właśnie, że rozpowiada. 80% samobójców daje znać otoczeniu, że ma zamiar popełnić samobójstwo. Mit cichego samobójcy to bardzo szkodliwy mit, który sprawia, że ludzie bagatelizują wołanie o pomoc. Autorce można poradzić tylko jedno - przekonać męża do psychiatry, jeśli nie chce od niego odchodzić.
              • ponis1990 Re: problem rodzinny 15.10.15, 14:11
                Rozpowiada. Mój tata na trzy dni, zanim sie powiesil, wział mnie po pijaku na kolana stwierdzając, że bardzo mnie kocha, ale jest do niczego a tak to przynajmniej będę miała po nim rentę.
    • lauren6 Re: problem rodzinny 14.10.15, 10:18
      Wybacz, ale Twój mąż to psychol.

      Właśnie od takich facetów się odchodzi, a nie z powodu kłótni, że ktoś nie wyniósł śmieci. Nie wyobrażam sobie życia z osobą, która mnie szantażuje popełnieniem samobójstwa. Nagrywaj te rozmowy żeby mieć dowody dla sądu. Rozwód z orzeczeniem o jego winie i koniecznie ograniczenie kontaktów z dzieckiem, żeby psychopata nie zrobił mu jakiejś krzywdy.
      • 2robert1 Re: problem rodzinny 14.10.15, 10:49
        siedze i płacze, nie nadaje sie do pracy, ale niestety musze chodzić.
        Chciałam wielokrotnie odejść ale on mnie szantazuje że to zrobi.
        Są dni gdzie jest ok. Ale wystarczy iskierka np problem w pracy, cos do załatwienia, coś co mu sie nie uda, ale cos o co go proszę zeby zrobił.
        Nie ma opcji żebym porozmawiała i poprosiła żeby coś dla mnie zrobił.
        Potrzebuje jeżdzić na terapię z dzieckiem, żeby mi pomógł, ale nie praca wazniejsza, wolnego nie, zwolnić sie nie. Nic nie. A ja muszę codziennie się zwalniać z pracy, dojezadzac komunikacja z dzieckiem do lekarzy. On wozi się samochodem.
        Do sklepu nie, wszystko nie. Owszem robie awantury własnie ze mi nie pomaga, a on wtedy swoje zaczyna.
        • snakelilith Re: problem rodzinny 14.10.15, 11:05
          2robert1 napisał(a):

          > Chciałam wielokrotnie odejść ale on mnie szantazuje że to zrobi.

          Ok, doczytałam, że rozmawiałaś z nim już o zakończeniu małżeństwa i zareagował groźbami o samobójstwie. Więc nie wiadomo, czego on właściwie chce. Taka ambiwalencja pewnie, nie chce być w małżeństwie, ale z jakiegoś powodu nie chce zmieniać status quo. Weź pod uwagę, że te groźby to może taka tresura, on wie, że działają, więc używa tego, byś zostawiła go w spokoju i pozwoliła mu żyć gdzieś obok, niby razem, ale tak naprawdę osobno. Nie wiem, czemu nie chce byś odeszła. Może boi się finansowych konsekwencji, ale jakiejś innej niewygody? Może mu z tobą jednak wygodnie, bo w życiu w pojedynkę musiałby się więcej wysilić? W każdym razie, twój świat, twoje zmartwienia i twoja osoba, są mu obojętne, on myśli tylko o sobie i o swoich korzyściach.
          • 2robert1 Re: problem rodzinny 14.10.15, 11:09
            W tym tygodniu powiedziałam że się wyprowadzam, to mówi ze od dawna tak mówię i ma tego dosyc, ze jak sie wyprowadze to zobacze.
            • snakelilith Re: problem rodzinny 14.10.15, 11:30
              Ja w takiej sytuacji po prostu bym się wyprowadziła. Zaskoczysz go swoją konsekwencją, zobaczy, że jego groźby przestały na ciebie działać. Jak to się mówi, zdziwko go kopnie, bo do tej pory myślał, że kontroluje sytuację i mamusia pojęczy, ale potem wszystko wróci do wygodnego dla niego stanu. Nawet gdyby miał depresję, to nie musisz obchodzić się z nim jak z surowym jajkiem. Oczywiście, możesz spróbować przed wyprowadzką ostatniej wyjaśniającej rozmowy, możesz zaproponować pomoc, ale musisz mu wyraźnie dać do zrozumienia, że chętnie mu pomożesz, ale masz także swoje granice i wymagasz w tym procesie współpracy.
          • black_halo Re: problem rodzinny 14.10.15, 13:27
            Troche popieram a troche nie.

            Facet jest dorosly, ma rodzine wiec jego zasranym obowiazkiem jest dbac o ta rodzine, zrobic zakupy, zalatwic sprawy urzedowe, wyniesc smieci, umyc naczynia itd. Oczywiscie wygodniej jest jak wszystkim zajmie sie druga strona, bo istnieja tez takie kobiety, ale nalezy walczyc.

            Faceci z reguly sa leniwi, prawie zaden nie zakonczy malzenstwa/zwiazku dopoki nie znajdzie sobie nowej kobiety, ktora napelni jego brzuch jakims sensownym zarciem, upierze gacie i skapety i przyszyje guziki a to dlatego, ze pokolenia facetow zostaly wychowane przez mamusie, ktore robil wokol nich wszystko.

            Wiec moge zrozumiec, ze facet z jednej strony zony juz nie kocha ale z cala pewnoscia nie chce konca zwiazku bo ta zona nadal wszystko robi a jak odpowiednio pokrzyczy, poawanturuje sie to i nawet jego osobiste sprawy zalatwi.

            Nie mialabym litosci tylko postawila sprawe jasno: albo cos robi w kwestii naprawy malzenstwa, pomocy w obowiazkach domowych, bierze sie za ta swoja pseudo depresje czy co tam sobie wydumal jako wymowke dla nicnierobienia albo sie wyprowadza. Nie autorka ma sie wyprowadzic tylko on. On chce skonczyc malzenstwo, on nie chce o nie walczyc wiec to on powinien poniesc konsekwencje takie jak wyprowadzka ze wspolnego lokum i zalatwienie sobie nowego. Dlaczego ona ma znow brac to na siebie? Bo on jest zbyt leniwy?
    • snakelilith Re: problem rodzinny 14.10.15, 10:51
      Możliwe, że jego zachowanie wynika z psychicznych zaburzeń, istnieją jeszcze inne paskudne rzeczy oprócz depresji zatruwające życie choremu i jego najbliższemu otoczeniu. W tym przypadku nie dasz sobie rady sama. Należałoby poprosić o pomoc albo kogoś z rodziny, albo zwrócić się do psychologa, który może podpowiedzieć, co się w takiej sytuacji robi. Fachowiec powie ci też na co zwracać uwagę i które objawy są niepokojące, bo człowiek bez odpowiedniego wykształcenia nie jest czasem w stanie ocenić co jest patologiczne.
      Możliwe jednak i to moim zdaniem jest o wiele bardziej prawdopodobne, że mąż próbuje na swój sposób wypowiedzieć ci małżeństwo. Nie robi tego wprost, nie mówi, że chce rozwodu i chce odejść, ale próbuje obrzydzić ci życie tak, byś sama zrozumiała, że on ma dosyć i byś sobie poszła zostawiając go w spokoju. Ma napady złości, bo jest sfrustrowany, to wszystko wokół niego go męczy, nuży i denerwuje. Nie załatwia nic, bo nie ma ochoty się tym przedsięwzięciem, jakie jest wasza rodzina, zajmować. On jeszcze jest fizycznie z wami, ale mentalnie się wyłączył. Nie chce z tobą rozmawiać, unika cię, bo wie, że chcesz coś naprawiać, zmieniać, chcesz jego powrotu, a to nie jest jego życzeniem. Szantażuje cię, pokazuje swoje wielkie "nieszczęście", by zmusić cię od pierwszego kroku i jak nie wytrzymasz i zaczniesz mówić o rozwodzie, to on prawdopodobnie poczuje ulgę. Sam jest zbyt dużym tchórzem, by podjąć tą decyzję osobiście.
      Ja jestem osobą, która lubi jasne sytuacje. Nie pozwoliłabym sobie, by ktoś mną tak pomiatał i odmawiał komunikacji. Więc bez emocji zebrałabym wszystkie jego zachowania, których nie rozumiem, na przykład spisała sobie na kartce i kiedyś w sytuacji, gdy nie ma dziecka, zapytała co niby mam o tym myśleć i czy to ma oznaczać, że wasze małżeństwo się skończyło. Jeżeli nie da ci odpowiedzi, to podjęłabym decyzję o rozwodzie sama. Może przyciśnięty do muru i postawiony w sytuacji dokonanej zechce jednak tobą rozmawiać. No bo jaką masz alternatywę? Chcesz faszerować się psychotropami i latami znosić czyjeś fochy? Matka Teresa jesteś? Myśl o swoim zdrowiu psychicznym i zdrowiu swojego dziecka.


      "Patriotism is the virtue of the vicious." - Oscar Wilde
      • 2robert1 Re: problem rodzinny 14.10.15, 11:01
        snakelilith to nie jest do konca to że on nie chce ze mną być. Nawet jeśli tak, to z milą chęcia odejde. Wielokrotnie mówiłam dlaczego nei mozemy sie rozstać tylko ciągle mnie szantazujesz.Nie odzywał się. Nie zaczynaj słyszałam.
        Nie ma kontaktu, nie ma rozmowy. Ja nie moge zaczac mówić, bo on mysli ze znów cos chcę.
        Ja chcę tylko : załatwienia jednej sprawy na 50 miesięcznie, pojechania raz, dwa do sklepu w mieisącu samochodem, zrobienia jednej herbaty chociaż.
        Nic dla nie nie robi. Kanapki do pracy wymusza, jak nie mam czasu rzeczywiście zrobić to mówi że jestem złośliwa.
        Każdy mój ruch odbiera ze jestem złośliwa. Ja ulegam ale nie zawsze, kłócę się i wtedy jest awantura.
        Najgorzej jest kiedy np miał egzaminy, czy sprawy które niestety musiał załatwić sam, albo iśc do lekarza ze sobą (miał kontuzję i nie miał wyjścia).
        Wszystkiego unika.
        Od ostatniego razu przemyslalam to i staram sie nie drażnić, ale sa sytuacje że musze coś powiedzieć i wtedy sie zaczyna.
        • triss_merigold6 Re: problem rodzinny 14.10.15, 11:05
          Wywal go. No sorry, masz jedno życie, a twoje dziecko jedno dzieciństwo. Facet jest ciężarem, a nie wsparciem.
        • snakelilith Re: problem rodzinny 14.10.15, 11:22
          Zaczynasz rozmowę od niewłaściwych tematów. Zależy ci, by zrobił coś przynajmniej od czasu do czasu dla rodziny i wychodzisz więc do niego z pierdołami. Z pierdołami z jego punktu widzenia, więc się zżyma, byś nie zaczynała kolejnej jałowej gadki. Reaguje jak nastolatek, któremu upierdliwa matka ciągle ględzi nad uchem o odrabianiu lekcji i sprzątaniu pokoju, kiedy on ma o wiele ważniejsze sprawy na głowie. Daj se spokój z tymi wymaganiami codziennego zaangażowania. Zacznij rozmowę na najważniejszy temat. Nie mów - nie zawiozłeś dziecka, nie pytaj- kiedy mi pomożesz itp, tylko powiedz - widzę, że się wycofujesz, nie rozmawiasz ze mną, nie wiem co się z tobą dzieje, nie wiem co o tym myśleć, nie rozumiem cię, wytłumacz mi proszę, bo sytuacja dla mnie stała się nieznośna i nie potrafię z tym już dłużej tak żyć. Skieruj rozmowę na twoje odczucia (ale bez histerii i wykrzykiwanych emocji) i zapytaj go o jego. Zapytaj jak wyobraża sobie wasze wspólne życie. Jeżeli chcesz wiedzieć, co w nim się dzieje, to musisz też przez chwilkę powstrzymać się z pretensjami, inaczej on znowu się zablokuje. Jeżeli tego nie potrafisz, to poradź się kogoś, kto się na tym zna.
          • 2robert1 Re: problem rodzinny 14.10.15, 11:26
            snakelilith napisała:

            > Zaczynasz rozmowę od niewłaściwych tematów. Zależy ci, by zrobił coś przynajmni
            > ej od czasu do czasu dla rodziny i wychodzisz więc do niego z pierdołami. Z pie
            > rdołami z jego punktu widzenia, więc się zżyma, byś nie zaczynała kolejnej jało
            > wej gadki. Reaguje jak nastolatek, któremu upierdliwa matka ciągle ględzi nad u
            > chem o odrabianiu lekcji i sprzątaniu pokoju, kiedy on ma o wiele ważniejsze s
            > prawy na głowie.


            to prawda zacznę od dziś że nie bede nic chciała od niego zobaczymy co bedzie dalej.
          • jatojagodnik Re: problem rodzinny 14.10.15, 11:26
            Hmmm, mam wrażenie, że mąż wątkodajki, jest na podobnym etapie jak mój - zanim zapadła decyzja o rozwodzie. W trakcie próby spokojnej rozmowy mojego denerwował sposób w jaki trzymałam ręce lub poruszałam głową - nie mógł tego ścierpieć i od razu rozpoczynał awanturę. Irytowało go absolutnie WSZYSTKO co wiązało się ze mną.
            • 2robert1 Re: problem rodzinny 14.10.15, 11:33
              jatojagodnik napisała:

              > Hmmm, mam wrażenie, że mąż wątkodajki, jest na podobnym etapie jak mój - zanim
              > zapadła decyzja o rozwodzie. W trakcie próby spokojnej rozmowy mojego denerwowa
              > ł sposób w jaki trzymałam ręce lub poruszałam głową - nie mógł tego ścierpieć i
              > od razu rozpoczynał awanturę. Irytowało go absolutnie WSZYSTKO co wiązało się
              > ze mną.


              tutaj jest to samo, ale boi sie? , nie chce sie rozstać? nie wiem....Ja mam go dość
              • jatojagodnik Re: problem rodzinny 14.10.15, 11:46
                U nas objawy - czyli zachowanie męża wobec mnie - były identyczne. Powód był raczej inny - czyli kochanka. W końcu odkryłam prawdę, i rozstalismy się. Chociaż też nie potrafił się zdecydować, i teksty o samobójstwie równiez się pojawiały.
                Mi i dzieciom zdecydowanie sie poprawiło. W domu zapanował spokój. On spotykając się teraz z dziećmi poświęca im uwagę i czas dużo bardziej efektywnie niz wcześniej. Do mnie i mojego nowego partnera - poznanego 2 lata po rozstaniu - jest niezmiennie agresywny i oskarża nas o wszystkie swoje niepowodzenia.
              • snakelilith Re: problem rodzinny 14.10.15, 11:46
                2robert1 napisał(a):

                > tutaj jest to samo, ale boi sie? , nie chce sie rozstać? nie wiem....Ja mam go
                > dość

                Każda by miała dosyć. Z tego co piszesz, to przypomina on nastolatka z urażonym ego, który wykrzykuje mamusi, zostaw mnie w pokoju, bo się zabiję. To wkurzające. W końcu wyszłaś za mąż za mężczyznę, a nie otworzyłaś dom dziecka. Z drugiej strony, ja już całkiem z ciekawości, chciałabym wiedzieć why. Nie po to, by mu wybaczyć, dać szansę , albo w inny sposób usprawiedliwić misia, tylko zrozumieć, o co właściwie chodzi. Odejść możesz zawsze, wyjaśniająca rozmowa tej opcji nie wyklucza.
                • 2robert1 Re: problem rodzinny 14.10.15, 11:55
                  Dodam że jest to człowiek któremu mama wiecznie wszystko robiła. Nikt nie wiedział co bedzie za 15-20 lat. W narzeczeństwie było ok, po slubie w sumie też pierwsze kilka lat.
                  Za duzo nauczyłam że robię. On twierdzi że sie stresuje załatwianiem, rozmową z innymi. Musi poznać ludzi żeby się otworzyć, to jest rudny charakter. Kiedyś pytałam go dlaczego nie okazuje uczuc, dlaczego nie mowi komplementów to twierdzi ze się wstydzi.
                  To prawda jest jakiś taki zimny, sztywny, nie rodzinny.
    • 2robert1 Re: problem rodzinny 14.10.15, 11:12
      A może nie powinnam nic wymagać, wtedy jest poskojniejszy. Ale po cholerę mam życ z osoba która robi łaskę że żyje.
      • daisy Re: problem rodzinny 14.10.15, 12:30
        Ale przecież to mąż powinien iść do psychiatry, nie ty.
        Uciekłabym od niego razem z dzieckiem jak najdalej, zamiast rozwalać sobie życie, a dziecku dzieciństwo. Niestety, teraz czas na twoje wzięcie sprawy we własne ręce.
    • zottarella Re: problem rodzinny 14.10.15, 12:43
      Zawsze w tego typu wątkach zastanawia mnie jedno: dlaczego kobiety nie myślą o swoich dzieciach, o tym jaki wzorzec im przekazują, jak ryją psychę poprzez przebywanie z takim ojcem. Czemu zazwyczaj priorytetem jest facet, a nie dziecko?
      • black_halo Re: problem rodzinny 14.10.15, 13:34
        Bo wiekszosc kobiet jest tak wychowana, ze uwaza, ze bez faceta sobie nie poradzi. Ze kobieta samotna, zwlaszcza w pewnym wieku, jest gorsza. Bo nikt jej nie chce, bo maz ja zostawil, nawet jesli ona sama z domu wyrzucila pijaka, boksera, narkomana, lenia czy co tam miala na stanie. Bo przekonanie jest takie, ze nie jest pelnowartosciowa kobieta skoro nie umiala zmienic faceta, chociaz wiemy ze to sie udac nie moze.
        • zottarella Re: problem rodzinny 14.10.15, 15:55
          Szkoda tylko, że odbywa się to kosztem niewinnego dziecka uncertain
          • black_halo Re: problem rodzinny 15.10.15, 10:38
            W glowie takiej kobiety istnieje jednak mysl, ze bez faceta ona nie utrzyma dziecka sama. Dziewczynek sie nie wychowuje na silne, pewne siebie kobiety z dobrym zawodem. Jak szlam na studia to moja rodzina lamntowala, ze po co mi ta cala inzyniera, zostane stara panna jak ciotki po politechnikach, nikt mnie nie zechce. A prawda jest taka, ze poza krotkim epizodem na poczatku, zawsze wiedzialam ze moge sie sama utrzymac, ze dam rade, ze nawet jakby miala dziecka i nagle zostala sama to mam dorby zawod i srodki. Wiele kobiet nie ma tej szansy, nikt ich nie wspiera a sama nie maja wystarczajaco silnej motywacji i twardego charakteru. Moje kolezanki z liceum, po klasie biologiczno-chemicznej szly na pedagogike, psychologie, spora czesc na farmacje, medycyne czy stomatologie oczywiscie ale te ktore sie nie dostaly, wolaly isc na pedagogike zamiast na inzynierie materialowa, na ktorej by sobie swietnie poradzily. Dzisiaj mialyby swietne zarobki zamiast pracowac od umowy do umowy w przedszkolach ...
            • 2robert1 Re: problem rodzinny 15.10.15, 13:42
              black_halo napisała:

              > W glowie takiej kobiety istnieje jednak mysl, ze bez faceta ona nie utrzyma dzi
              > ecka sama.

              Powiem Ci jedno że kiedyś tak myslałam jak nie pracowalam. Owszem bez jego pieniędzy byłoby ciezko, ale z alimentami nawet 300-500 dałabym sobie rade z moja pensją. Tzn jeśli sprzedalibysmy mieszkanie wspólnie wzięte na kredyt, to miałabym z czego wynajmowac, bo by cos zostało ze soprzedaży. Jego dochody nie sa wysokie, więc mi rybka.
    • nangaparbat3 Re: problem rodzinny 14.10.15, 13:58
      To naprawde wygląda na depresję. Gdyby tylko chcial sie wywiklać z malżeństwa, odszedlby albo pozwolil Tobie odejść, nie szantażował.
      W depresji strasznie spada poczucie wartości, a najprostsze zadanie urasta do rangi wejścia na Mt Everest bez tlenu. Ludzie z depresją mówią: czuję, że juz nigdy nie spotka mnie nic dobrego; albo mowią: boje się - czego się boisz? - wszystkiego.
      To straszna choroba, ale często daje sie wyleczyć.
      Nie wiem, czego Ty chcesz - naprawić swój związek czy odejśc. Ale tak czy inaczej, mąż powinien się leczyć, tak jak powinien leczyć się czlowiek z zapaleniem płuc, zawalem czy rakiem.
      Rozejrzalabym się w koło. Czy jest ktos, do kogo mąż ma pelne zaufanie? Bo Ty może jesteś za blisko, żeby go przekonać.
      Tymczasem zajrzyj na tę stronę
      www.stopdepresji.pl/?gclid=CNLSvJ70wcgCFcL2cgodwQkAsA
      • 2robert1 Re: problem rodzinny 14.10.15, 14:05
        nangaparbat3 napisała:

        > www.stopdepresji.pl/?gclid=CNLSvJ70wcgCFcL2cgodwQkAsA
        >
        dzięki to chyba rzeczywiście depresja, wszystko sie zgadza, poczytałam trochę.
        • mozambique Re: problem rodzinny 14.10.15, 14:14
          a statystyki psychoiatrów pokazują ze wiekszosc chorych którzy faktycznie samobójstwo popełnili to nie raz i nie dwa o tym duzo wczesniej mówili /próbowali /jakos uprzedzali ze zblizają sie do krawędzi

          skonczyc ze sobą "bez uprzedzenia" , tak raz a dobrze, ku wilekiemu zaskoczeniu rodziny - to bywa wyjscie dla osoby bedącej w jendorazowym poteznym szoku/afekcie/rozpaczy
        • nangaparbat3 Re: problem rodzinny 14.10.15, 14:23
          Moje malżeństwo rozpadlo się, kiedy maz zachorował na depresję, poważnie. Teraz to wiem, po 15 latach. Teraz na temat depresji jest dużo większa świadomość, wiecej możliwości leczenia.
          Potem chorowala corka. Wtedy na wlasne oczy widzialam, że depresja to potworne cierpienie, nie lenistwo i nie zla wola. Choroba.
    • koronka2012 Re: problem rodzinny 14.10.15, 14:20
      A czy mąż ma swoją rodzinę, znajomych, kogokolwiek poza tobą? kogoś, kto miałby na niego jakiś wpływ?
      na kogo wsparcie mogłabyś liczyć? w sensie wsparcia twoich próśb o podjęcie leczenia?
      • 2robert1 Re: problem rodzinny 14.10.15, 14:27
        koronka2012 napisała:

        > A czy mąż ma swoją rodzinę, znajomych, kogokolwiek poza tobą? kogoś, kto miałby
        > na niego jakiś wpływ?
        > na kogo wsparcie mogłabyś liczyć? w sensie wsparcia twoich próśb o podjęcie lec
        > zenia?

        niestety rodzina jest daleko. Jestem tak naprawdę nabliższa ja.
        • miss_fahrenheit Re: problem rodzinny 14.10.15, 14:43
          Dziecko zdecydowanie nie powinno być świadkiem tej sytuacji. A co do męża - może jest szansa, że da się namówić na wspólną terapię? Najpierw zaczęlibyście chodzić razem, a potem zapewne zostałby skierowany przez specjalistę na indywidualną terapię. Może to jest jakieś rozwiązanie?
        • koronka2012 Re: problem rodzinny 14.10.15, 21:15
          Pytanie czy w ogóle jest ktoś, żebyś nie była z tym problemem sama. Czy jego rodzina zdaje sobie sprawę z problemów? bo moim zdaniem - powinna. I nie powinnaś się wstydzić prosić o pomoc.
    • ana119 Re: problem rodzinny 14.10.15, 14:29
      Jak wyglądają jego relacje z rodzicami rodzeństwem? Może identycznie traktuje ciebie bo takimi relacjami nasiakl? Jesli jest inaczej to zaburzenia natury psychicznej
      • 2robert1 Re: problem rodzinny 14.10.15, 14:33
        ana119 napisała:

        > Jak wyglądają jego relacje z rodzicami rodzeństwem? Może identycznie traktuje c
        > iebie bo takimi relacjami nasiakl? Jesli jest inaczej to zaburzenia natury psyc
        > hicznej
        rodzina daleko nie ma kontaktu z nikim.
        • ana119 Re: problem rodzinny 14.10.15, 15:36
          I ty ich nie poznałaś przez 10 lat małżeństwa?
    • kobieta_z_polnocy Re: problem rodzinny 14.10.15, 14:39
      Ja zaryzykuje stwierdzenie, ze maz chce cie po prostu zmusic do odejscia.

      To naprawde nie jest tak, ze kazdy czlowiek odchodzi sam. Sa tacy tchorze, ktorzy wola by to ta druga strona podjela za nich decyzje.
      Nie twierdze, ze w gre nie wchodzi tu tez depresja czy jakis permanentny stres, ale jesli maz odmawia leczenia, to twoje powinnosci wobec niego sie koncza.
      A tak swoja droga: czemu wciaz przy nim trwasz? Naprawde boisz sie, ze cos sobie zrobi, czy jestes przerazona perspektywa zycia w pojedynke?
      • 2robert1 Re: problem rodzinny 14.10.15, 16:38
        Trwam bo mnie szantazuje. Boje sie ze to zrobi. Gnebi mnie tym. Mial kilka prob i strasznie jestem znerwicowana
        • karla.on Re: problem rodzinny 15.10.15, 01:19
          Trwam bo mnie szantazuje. Boje sie ze to zrobi. Gnebi mnie tym. Mial kilka prob i strasznie jestem znerwicowana

          Dlaczego Ty sie boisz, ze on to zrobi? Sprobowalas juz wszystkiego, aby mu pomoc, nie cche wspolpracowac, o lekarzach nie chce slyszec, zyc sie z nim nie da, co jeszcze mozesz zrobic?
          Odejdz I postaw warunek ze wrocisz jak pojdzie do lekarza, jesli nie, sorry, cokolwiek zrobi, nie bedzie to Twoja wina. Wykonczysz sie albo sama popadniesz w depresje.
          Gdyby ktokolwiek probowal szantazowac mnie swoim zyciem (jakim prawem, z jakiej racji, czemu mialabym byc winna czy odpowiadac za czyjes zycie), albo bym zaszantazowala swoim, tak samo, albo powiedziala zrob to, trudno
    • hema14 Re: problem rodzinny 14.10.15, 14:45
      Potrafię sobie wyobrazić Twoją sytuację bo mam trochę podobnie - aktualnie w "wyciszeniu" wink
      Rozwiązania są dwa - albo namawiasz męża do wzięcia się za siebie (leczenia) albo dajesz spokój ale serio od niego odchodzisz. Ja mówię szczerze, wiem, że inne dziewczyny pewnie będą radziły pomóc mężowi, żeby zdał sobie sprawę z tego, że jest chory, że to depresja, że trzeba zacząć się leczyć, cokolwiek, że nie można porzucać chorego przecież męża, że przecież "dobry mąż bo nie pije, w domu siedzi, pieniędzy nie przepuszcza". Ale ja tak nie myślę, po pewnym stażu małżeńskim, po byciu uległą i akceptującą humory męża można mieć dosyć. Jeśli nie czujesz już zbyt wiele do męża to ja wiem czy walczyć?
      Ja np. nie mogłabym odejść od męża bo nie wyobrażam sobie zrobić tego dzieciom, i nie jestem w aż tak kryzysowej sytuacji, mój mąż ma "grzeczniejszą" postać depresji.
      Zastanów się co czujesz do męża i co mogłabyś czuć, jak mogło by być gdyby on podjął leczenie, czy mimo wyjścia z depresji jest nadal facetem z którym chcesz spędzić resztę życia?...
      • kim5 Re: problem rodzinny 14.10.15, 16:00
        Warto, żebyś odwiedziła psychiatrę. Pewnie psychiatra lepiej Ci doradzi niż amatorzy. Jak pomóc sobie i jak ustawić własne postępowanie, żeby pomagając jemu, nie szkodzić dziecku i sobie.

        Poza tym - jesteś z nim i on straszy samobójstwem. Chcesz odejść - straszy...
        Naprawdę myślisz, że zdołasz go powstrzymać, jeśli będzie chciał się zabić? Nie jesteś omnipotentna, nie masz wpływu na dorosłego człowieka, nie uratujesz go przed samym sobą.
    • tully.makker Re: problem rodzinny 14.10.15, 16:36
      >Straszy mnie że skończy zyciem. Często zamyka się w pokoju i mnie straszy. Albo jedzie samochodem że coś sobie zrobi.

      Obiecanki macanki. Nie liczylabym na to.
      Niestety pilka jest po twojej stronie - albo maz zacznie sie leczyc i sie ogarnie, albo kopa. Dla dziecka wychowywanie sie w takich warunkach to tragedia.
      • mozambique Re: problem rodzinny 15.10.15, 11:19
        i dlatego dokłądnie z takim psycholem machnełaś sobei swiadomie dwójke dzieciaczków
    • paloma_blauwinder Re: problem rodzinny 14.10.15, 20:42
      Pewnie ci to już wiele osób napisało i sama pewnie też to podejrzewasz - mąż ma klasyczne objawy depresji. Musisz nasłać na niego lekarza, bo to, że sam sobie tego nie zorganizuje jest oczywiste. A potem przypilnować, żeby brał leki. Jak już leki zadziałają to zaczniecie sobie na spokojnie rozmawiać o waszym związku, problemach, lękach itd.
      • snakelilith Re: problem rodzinny 14.10.15, 23:27
        Nie możesz nasłać lekarza na dorosłego człowieka, który sobie tego nie życzy. Siłą go też nigdzie nie zaciągnie. Jeżeli on nie zechce pomocy sam, to żadna terapia mu nie pomoże. Dajesz jej niby dobre rady, ale to jest ciężko, jeżeli w ogóle wykonalne i gdy jej się nie uda, a prawdopodobieństwo, że się nie uda, jest duże, to będzie miała tylko poczucie winy, że niedostatecznie się starała. To może smutne, ale czasem właśnie dopiero próba samobójcza jest początkiem zmiany, bo chory trafia do lekarz albo szpitala i jest zmuszony do skonfrontowania się z diagnozą fachowców. Ale leki też nie zawsze szybko działają, albo wymagają wypróbowania i często potrzeby dużo czasu, w którym chory musi chcieć współpracować.
    • wiedzma.zla.nr1 Re: problem rodzinny 15.10.15, 06:56
      To już jesteście sterroryzowani chorobą. Mąż biedny, a jaką ma władzę. Do tego jest nietykalny.
      Możesz wnieść do sądu o przymusowe leczenie psychiatryczne. Tylko musisz mieć dowody na jego powtarzające się groźby o samobójstwie. lekarza można wezwać na wizytę domową. Nie traktowałabym lekko jego gróźb, on nawet jeśli nie chce tego zrobić, może zrobić sobie cos impulsywnie. Sama nie wiesz, kiedy możesz uratować mu życie.
      Poza tym w momencie kiedy on grozi ze się zabijasz wzywasz tu i teraz karetkę psychiatryczną. ( czyli przy zgłoszeniu na zwykła mówisz ze chcesz psychiatryczną)
      Do psychiatry możesz iść, ale po poradę jak reagować na groźby męża. Co masz robić ty, kiedy mąż.. I ratuj siebie i syna. Z tego wynika, ze mąż nie jest zainteresowany zmianą. Ale trwaniem nieprzerwanie w komfortowej sytuacji, kiedy od niego nic nie można wymagać.
      Zacznij o tym mówić. Rodzina wie? Powiedz jego i swoim bliskim. Wychodź z izolacji. Bo ten człowiek was terroryzuje. Nawet jeśli jest chory, to chorym też trzeba stawić granice.
      Zgłoś się do miejscowego punktu interwencji kryzysowej.
      • wiedzma.zla.nr1 Re: problem rodzinny 15.10.15, 06:58
        I nie dawaj się szantażować. jeśli on mówi, ze się zabije, to właśnie wtedy natychmiast dzwoń po pogotowie. Dla niego dowód, ze poważnie go traktujesz.
      • turzyca Re: problem rodzinny 15.10.15, 08:57
        Z tego wynika, ze mąż nie jest zain
        > teresowany zmianą. Ale trwaniem nieprzerwanie w komfortowej sytuacji, kiedy od
        > niego nic nie można wymagać.

        Objawy poznawcze depresji: pesymistyczne myślenie, poczucie beznadziei, przekonanie o własnej niekompetencji i bezwartościowości, niska samoocena, poczucie braku wyjścia z sytuacji, myśli samobójcze, czarnowidztwo, poczucie nie radzenia sobie.

        To, co opisujesz jako zla wole meza, to sa objawy choroby. Serio, pan nie zacznie na komende wytwarzac potrzebnych substancji chemicznych, ktorych brakuje jego mozgowi, bo to rownie prawdopodobne jak to, ze cukrzyk zacznie wytwarzac insuline. I oczywiscie ze on chce skonczyc z ta sytuacja, przeciez on realnie cierpi. Stad rozwazania samobojstwa, bo to wydaje sie byc jedynym dostepnym rozwiazaniem. A dobrze dobrane leki dalyby dokladnie ten sam efekt.
        • wiedzma.zla.nr1 Re: problem rodzinny 15.10.15, 09:13
          Ja nie neguję istnienia choroby. Neguję zainteresowania pana zmianą tej sytuacji, pomimo jawnych sugestii żeby zgłosił się do lekarza. pan odmawia leczenia.
          jeśli choruję, odczuwam cierpienie, dyskomfort, ból. Idę do lekarza ,żeby cos zmienić.
          Pan odczuwa ból, i co robi?
          Gdzie szuka pomocy dla siebie?
          • asia_i_p Re: problem rodzinny 15.10.15, 09:21
            Depresja ma tę wredną stronę, że niechęć do zmiany jest jednym z objawów. Błędne koło.
            • miedzymorze Re: problem rodzinny 15.10.15, 23:08
              No dobra, ale ile ma obowiązek wytrzymać osoba zdrowa jeśli zachowania osoby chorej są az tak chamskie ? Ma tyrać jak wół aż się zatyra i padnie na zawał ? A kto się wtedy dzieckiem zajmie ? Jaśnie chory ? Wsparcie nie polega na zniszczeniu siebie (że o dziecku nie wspomnę)
              W każdej chorobie chory musi chcieć coś z tym zrobić, dopóki nie chce - MYŚL O SOBIE I DZIECKU. Jak pan grozi samobójstwem to spytaj w co chce być ubrany do trumny.
              Może coś dotrze. Gorzej już raczej nie będzie.

              I jeszcze jedno - NIE jesteś odpowiedzialna za wyciągnięcie pana z depresji (o ile to jest depresja, bo jak dla mnie to zwykły tchórz i burak).
              pozdr,
              mi
        • afro.ninja Re: problem rodzinny 15.10.15, 09:44
          Depresja, depresja, ale wietrze tu wygodnictwo. Zona musi mu kanapki robic rano? I jeszcze sie nad nia wyzlosliwia? On sie wozi samochodem, a ona z dzieckiem komunikacja miejska? On dwa razy w miesiacu (!) zakupow nie chce zrobic, choc ma samochod. Facet zachowuje sie jak nastolatek, a nie dorosly czlowiek. Tego nie mozna wytlumaczyc choroba.
          Do autorki, jesli masz gdzie isc, to pomysl nad rozstaniem, moze faktycznei on sie wtedy ogarnie, bo nikt mu juz rano kanapek do pracy nie zrobi.
          • turzyca Re: problem rodzinny 15.10.15, 15:12
            afro.ninja napisała:

            > Depresja, depresja, ale wietrze tu wygodnictwo. Zona musi mu kanapki robic rano
            > ? I jeszcze sie nad nia wyzlosliwia?

            Ale to nie chodzi o kanapki! Serio. To raczej mechanizm - kochajaca zona robi mezowi kanapki, moja nie chce mi robic, bo jestem taki beznadziejny, nie warto mnie kochac. Zeby zachowac jakos te pozycje nie-takiej-znow-zupelnej-beznadziejnosci wymusza wiec zachowanie, ktora potwierdza jego status czlowieka, ktorego warto kochac.
            Oczywiscie ze tym wymuszaniem w efekcie rujnuje milosc, ale to inna para kaloszy. To myslenie bardzo dlugofalowe, a on i tak nie jest w stanie myslec w perspektywie np. pieciu lat.
            I jasne w idealnie funkcjonujacym malzenstwie on by sie przyznal do emocji, ona by wychwycila, ze jemu sie zle dzieje i w ogole ptaszki by cwierkaly. Ale to nie jest idealnie funkcjonujace malzenstwo i stad on jej brak wspierania jego statusu odbiera jako zlosliwosc, zamach na tenze status.

            On sie wozi samochodem, a ona z dzieckiem
            > komunikacja miejska?

            Znowu, to nie o samochod jako taki chodzi, ale o symbol statusu. (Co ja osobiscie mysle o samochodach to jest inna sprawa, ale skupmy sie na stereotypach i popularnych opiniach.)


            Facet zachowuje sie jak nastolatek, a nie dorosly czlowiek. Tego ni
            > e mozna wytlumaczyc choroba.

            Alez da. I w tym i w tym wypadku makowka nie dziala idealnie.

            Przerabialam ten scenariusz kilka razy, w roznych ukladach mieszkaniowych (tak, takie mam jakies szczescie, niczym zona alkoholika) i o ile za pierwszym razem widzialam to tak jak sporo osob tutaj - facet jest zakochanym w sobie dupkiem, ktory napawa sie swoim rzekomym cierpieniem i dlatego oczekuje, ze caly swiat bedzie sie krecil wokol niego - o tyle z czasem zmienilam optyke. To nie tak, ze ten czlowiek zdaje sobie sprawe z tego, co sie dzieje, jemu naprawde sie wali swiat. I jego obiektywnie idiotyczne zachowania sa calkiem logiczne, gdy sie zalozy jego filtr rzeczywistosci. Zeby przeskoczyc na wyzszy poziom i zdawac sobie sprawe z tego, ze sie widzi rzeczywistosc w sposob spaczony i przynajmniej poniekad sie hamowac, to trzeba po pierwsze wiedziec, jakie sa mechanizmy choroby, po drugie zdawac sobie sprawe z tego ze sie zachorowalo.
            A z swiadomoscia chorob psychicznych w spoleczenstwie w ogole jest dramat.


            > Do autorki, jesli masz gdzie isc, to pomysl nad rozstaniem, moze faktycznei on
            > sie wtedy ogarnie, bo nikt mu juz rano kanapek do pracy nie zrobi.

            Albo nie.
            Autentyk: facet jadl na sniadanie platki z mlekiem. I pewnego ranka okazalo sie, ze mleko mu sie zepsulo. I w tym momencie sie zawiesil. Mial pelna lodowke i zapas chleba, mieszkal w centrum miasta i w razie czego mogl skoczyc wrecz w pizamie po mleko, mogl poprosic o to wspollokatorow, pozyczyc od nich ich sojowe, cokolwiek, prosta sytuacja. I ta prosta sytuacja go przerosla, nie umial sobie poradzic. Po lekach mu przeszlo.
            Ale ogolnie nie dawalabym rady "daj kopa w cztery, to sie ogarnie", bo depresja to nie rozmemlanie.

            Tyle ze zaciagniecie delikwenta do lekarza jest wyzwaniem samym w sobie. Wspollokatorowi podlozylam po prostu broszurke o depresji z testem samodiagnostycznym, madry chlopak, zalapal.
    • asia_i_p Re: problem rodzinny 15.10.15, 09:20
      Do głowy przyszło mi kilkanaście różnych rad, ale to jest poważna życiowa sytuacja z bardzo poważnymi możliwymi konsekwencjami.
      Więc tak naprawdę radę mam tylko jedną - idź do dobrego psychiatry, specjalizującego się w depresji, opisz zachowanie męża i postąp zgodnie z radami tego psychiatry. Bo to jest wredna choroba i to, co może mi się wydawać zupełnie zgodne ze zdrowym rozsądkiem, może być fatalne. A psychiatra powie ci nie tylko, jak masz szansę pomóc mężowi i SOBIE, ale też powie ci, JAKIE masz na to szanse, nie dopuści do tego, żebyś miała wyrzuty sumienia, gdyby ci się pomóc nie udało.
    • wiedzma.zla.nr1 Re: problem rodzinny 15.10.15, 19:20
      no, dobrze. Pan dostał diagnozę i dużo zrozumienia.
      Tylko co z tego wynika dla zony i dziecka?
      Zrozumienie dla choroby nie oznacza tolerancji dla różnych zachowań pana.
      Bo co ma z taką wiedzą zrobić zona? Okazywać zrozumienie? Wspierać? Tylko w czym. I jakim kosztem.
      A ktoś widzi perspektywę syna? co znaczy wychowywać się z niestabilnie emocjonalnym ojcem, grożącym samobójstwem. To jest rujnujące doświadczenie.
      Mąż dostawał informacje zwrotne, uwagi, sugestie. Prośby o udanie się do lekarza. I jakoś go ta depresja dopada głównie jak są wobec niego wymagania.
      Są możliwe konsultacje wspierające dla rodzin chorych u lekarzy psychiatrów- jak radzić sobie z doświadczeniem choroby.
      • wiedzma.zla.nr1 Re: problem rodzinny 15.10.15, 19:22
        To jest strasznie agresywne to, co robi Twój mąż.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka