Z ludźmi z pracy siedzimy w jednym pokoju i gapimy się na siebie przez 8 godzin dziennie. Nie działamy sobie na nerwy. Ą, ę, bułkę przez bibułkę, czasem piwo po pracy. Garnitury i obcasy.
Z rodziną widzimy się mniej niż 8 godzin dziennie (te osiem nocnych zwykle się chyba nie liczy

). Rodzina budzi silne emocje, również nieprzyjemne. Rodzinę rzadko się widzi pod krawatem czy w pełnym makijażu. W pracy jestem zgodna i potulna, w domu jestem apodyktyczna i zrzędząca. I nie tylko ja...
Jakim cudem te rodziny jednak wciąż istnieją?