W tym roku Mikołaj poprosił mnie o dostarczenie prezentu dla mojej córki. Nie wymienił opon w saniach i ma obsówę czasową. Właśnie zrobiłam kurs na parking do auta po zakamuflowaną w bagażniku paczuszkę, położyłam pod łóżkiem nieletniej. Idąc do auta zgubiłam kapcia i wdepnęłam bosa nogą w kałużę. Wracając nie zapaliłam światła i zderzyłam się z uchylonymi drzwiami od łazienki. I jeszcze ten stres - obudzi się czy się nie obudzi... Cholernie cięzka robota to mikołajowanie! A u was jak?