maniletka
09.12.15, 18:56
Mam 36 lat, jestem mamą trójki dzieci (3,5 i 6 latek). W małżeństwie od 11 lat. Układa nam się dobrze a nawet bardzo dobrze. Mąż (41 lat) jest grafikiem komputerowym i prowadzi firmę razem z dwoma przyjaciółmi, których zna jeszcze z czasów studenckich. I wszysto zaczęło się właśnie od nich. Obydwaj są żonaci i mają swoje rodziny. Znamy się wszyscy, tzn. ja ich, a z ich żonami się kumpluję. Może nie jest to przyjaźń, ale na pewno zażyłe koleżeństwo.
Miesiąc temu mąż wyjechał do klienta do Czech. Krótki wyjazd na jeden dzień. W tym czasie pozostali dwaj wspólnicy pracowali na miejscu. Żona jednego z nich postanowiła odwiedzieć ich w pracy, ale ich nie było. Dd sekretarki dowiedziała się, że wyszli na lunch do pobliskiego barku. Poszła tam i spotkała ich po drodze. Oni jej nie zauważyli, szli przed nią. Z rozmowy wynikało, że się cieszą i idą "na przerwę" do pobliskiej agencji towarzyskiej. Ona szła za nimi aż do tego apartamentowca, gdzie mieściła się ta agencja. Weszli tam... Zadzwoniła wtedy do żony tego drugiego. Ona też przyjechała i zaczekały na nich pod budynkiem. Gdy wyszli skonfortowały się z nimi. Niczego się nie spodziewając, będąc w szoku, przyznali się, że regularnie od kilku ładnych lat takie "przerwy" w pracy sobie robią. Sytuacja w obu małżeństwach jest teraz bardzo napięta - to chyba jasne. Tyle wiem z relacji.
Naturalnie natychmiast zapytałam przyjaciół męża, za zgodą i w obecności ich żon oczywiście, czy mój mąż również z nimi wychodził "na przerwy". Zaklinali się, że nie, że tylko oni są winni a on nigdy tak nie postępował. Gdy mąż wrócił znał już sytuację, jeden z nich zadzwonił mu i o niej opowiedział.
Znalazłam się w bardzo trudnej sytuacji. Cała sprawa z mężami koleżanek wyszła absolutnie przypadkowo, "to nie miało prawa się wydać" - jak powiedział jeden z nich. Mojego męża tam nie było. Oni zapewniają, że on w tym nie brał udziału. Ale przyjaźnią się, wiedział o tym na pewno. Pytałam sekretarki (na gorąco - zanim oni zdążyliby z nią porozmawiać) a ona powiedziała, że owszem, szefowie regularnie wychodzą sobie w tygodniu z pracy na godzinkę - półtorej a póżniej wracają. Wszyscy trzej.
Nie mam żadnych dowodów zdrady męża. Czytałam o tych rzeczach: drugi telefon, ukrywanie rozmaitych rzeczy itp. U nas tego nie ma. Mam i zawsze miałam swobodny dostęp do telefonu męża i wiem, że nie ma drugiego. Sam mi kiedyś podał hasło do swojej poczty e-mail, żebym coś mu tam sprawdziła. Od tamtej pory go nie zmienił. W jego zachowaniu nic się nie zmieniłu od czasu gdy jestesmy małżeństwem. Słowem absolutnie nic. Ale z drugiej strony wiem, że w tym wypadku nie byłaby to typowa zdrada. Bo ta agencja po prostu tak działa (oczywiście żony jego przyjaciół wszystko sprawdziły), że się przychodzi bez umawiania, regularnie mają nowe, młode dziewczyny, nie trzeba żadnego wcześniejszego kontaktu. Zdrada z prostytutką jest w tym sensie trudna do wykrycia, bo na tą godzinę zawsze można wyjść.
Rozmawiałam oczywiście z mężem na ten temat. Zapewniał mnie, że nigdy tam nie był. Pytałam czy wiedział co robią przyjaciele. Powiedział, że tak i że w czasie gdy z nimi wychodził on szedł sobie na spacer czy czytał gazetę w barze, a jak oni wracali, to wszyscy we trójkę wracali do swojego biura... Nie mam żadnych poszlach, ani dowodów, ale po prostu mu nie wierzę. Irracjonalnie. Tamci mają "na koncie" kilkadziesiąt kobiet przez te wszystkie lata. Boję się, że mąż jest taki sam. Nie ufam mu, ale wiem, że nie mam żadnego prawa go oskarżać, bo jak wspomniałam nie mam nawet realnych poszla. Strasznie ciężko mi się żyje z tą niepewnością. Boję się, że odbije się to na rodzinie.
Co byście zrobili na moim miejscu? Jak powinnam się zachować? Zdusić w sobie wątpliwości i obawy? Tamte dwa małżeństwa nie wiem czy przetrwają, być może się rozpadną. Chociaż teoeretycznie mnie to nie dotyczy, czuję się przygnębiona - nigdy w życiu nie byłam jeszcze w takiej trudnej sytuacji. Myślicie, że mąż mnie zdradzał z prostytutkami? Jesli tak, to czy nadal to będzie, skoro przez przypadek on nie wpadł?