Na mózg mi się rzuciło chwilowo (już przeszło - uprzedzam zmartwionych i ucieszonych

).
Planując sobie rozkład popołudnia tak, żeby np. nie narobić się trzy godzin, a potem nie musieć czekać ze dwie, zanim następne rzeczy będę mogła zrobić, chciałam też w tym szumnym planie umieścić zrobienie ryby po grecku. Mąż - dobrym będąc - kupił nawet potrzebne wszystko. I tu nagle przyszło olśnienie w temacie zaćmienia. Przez jakiś kwadrans głowa ma znajdowała się w dziwnym stuporze, gdyż byłam przekonana, że nie wiem, jak się taką rybę robi. No pustka. Ryba - to na pewno, ale co tam dalej w tej potrawie jest? Nic, zero, null. I naprawdę chwilę mi zajęło, zanim sobie przypomniałam. A już miałam sprawdzać przepisy w necie

- to byłby wstyd