Kocham synka nad życie. Jest fajnym, inteligentnym 5-letnim chłopcem z poczuciem humoru. Niestety ma w sobie jakas taka marudność, często widzi tylko negatywne strony sytuacji, dużo mu przeszkadza etc..Zapytany jak bylo w przedszkolu- odpowiada, ze dzieci nie chciały sie z nim bawić, ze byl smutny etc. Choc wiem, ze bylo inaczej - bo zawsze podpytuje Panie, widzę, ze dzieci go lubią...Teraz jestesmy na nartach i po lekcji z instruktorem on już nie chce jeździć, noga go boli, ma "wode na twarzy" (pot

i juz nie da sie. Próbuje w nim zarzewiac optymizm, mowie, żeby się nie martwił jak sa jakies sytuacje, jak się boi mowie, żeby sie do mnie przytulił i nie myślał o strachu etc. Jak idziemy na narty to mowie:" Na pewno będzie fajnie!" Etc. Niestety on ma właśnie takie cos w sobie, ze często woli marudzić, użalać sie, a do nowych rzeczy podchodzi bez entuzjazmu.zeby nie bylo - zazwyczaj jednak jest usmiechniety, lubi sie bawić, jest trochę takim małym wariatem i lubi sie śmiać, żartować,'przekomarzac. Martwi mnie jedynie to nastawienie do wielu rzeczy - takie bez entuzjazmu, marudne, z takim kręceniem nosem...i denerwuje mnie to tez, bo nie przepadam za ludźmi z takim podejściem do zycia, sama staram się widzieć szklanke pelna (choc jak każdego czasem dopada mnie na chwile dol). Jak go nie utwierdzać w tej marudnosci? Jak go uczyć jakiegoś takiego optymizmu i innego podejścia? Czy po prostu musze zaakceptować, ze to jest jego charakter i tyle? Staram się nie pokazywać tego, ze mi ta cecha przeszkadza, bo przeciez kocham go tak czy siak. Ale może można lekko go przekierunkowac?