beataj1
01.04.16, 15:19
Czytam wątek o wyjeździe matki i tak sobie myślę.
Ja wiem że mówi się że rodzice są równie ważni, że mają nieco inne role ale nie ma ważniejszego.
I muszę powiedzieć że podskórnie się z tym nie do końca zgadzam (może dlatego że jestem matka a nie ojcem).
Uważam że matka jest jednak ważniejsza. Ze jej brak (zwłaszcza na początku) lub niedomaganie na jakiś poziomach stanowi większą wyrwę w życiu dziecka.
Moja najbliższa przyjaciółka straciła mamę i widziałam jak nieprawdopodobną stratą to było. Mają świetnego ojca (tak świetnego że i dla mnie na lata stał się archetypem ojca) ale strata matki zmieniła absolutnie wszystko w ich życiu, zwłaszcza w życiu najmłodszej 3 latki. Mam wrażenie że utarta ojca nie byłaby aż takim dramatem (mimo że jak napisałam jest genialny i go uwielbiam). Nawet przyjaciółka po latach już jako matka mówiła że matki nikt nie może zastąpić a już z ojcem jest i bywa inaczej.
Oczywiście tu był wypadek losowy zatem nie mówimy o kwestii jakiegokolwiek wyboru.
W przypadku odejścia rodzica. Gdzieś czytałam jakieś opracowania że gdy matka odchodzi od dziecka pozostawia po sobie znacznie większe spustoszenie w psychice i poczuciu bezpieczeństwa niż odejście ojca.
Podobnie jesli matka zostaje ale jakoś niedomaga - koleżanka przechodzi teraz terapię DDA. Ma matkę alkoholiczkę. I sama mówi (bez szczegółów bo to jednak są sprawy intymne) że w terapii jakoś tam wyszło że pijąca matka znacznie bardziej niszczy rodzinę (i co za tym dzieci) niż pijący ojciec. Bo to matka jest zwykle centrum rodziny, filarem. I jesli ten filar się chwieje to naprawdę cięzko jest potem coś zbudować.
Oczywiście zdaje sobie sprawę że jest tysiące wyjątków, przykładów że to nie prawdą ale piszę na pewnym poziomie ogólności.
Pytanie które mi się nasunęło teraz - czy to wynika z biologii czy kultury. A jeśli tak to czy można to zmienić. I czy warto.