Przepraszam, ale muszę sobie pary upuścić, bo inaczej upuszczę bezpośrednio wobec danej osoby, a tego nie chcę.
W temacie okołokomunijnym. Mam małą rodzinę, razem będzie 8 osób i po wielu wysiłkach znalazłam lokal, który da nam osobną, niewielką salę, zamiast miejsca przy stoliku w sali zbiorowej, co było dla mnie ważne. Lokal z kategorii takich pseudorustykalnych, klimaty typu chłopska chata itp.

.
Powiedziałam wszystkim ostatecznie, co i jak.... i zaproszona osoba, matka chrzestna mojej córki, a moja ciotka pojechała osobiście na inspekcję do tegoż lokalu

. Już to mnie podkurzyło - zadzwoniła przed południem, gdzie to jest - a teraz do mnie pisze dramatycznego smsa, żebym do niej natychmiast zadzwoniła, bo ona do mnie napisała na FB. No i czytam, a tam: co właściwie zadecydowało, że wybrałaś ten lokal, zadzwoń co mnie i takie tam...
No halo, jeśli kiedykolwiek byłam gdzieś zapraszana, naprawdę nie wcinałam się gospodarzowi imprezy w wybór lokalu. Ten pasuje mi ze względu na zaproponowaną osobną salę, zaproponowaną cenę, menu w tej cenie, propozycję wystroju itp. I w tym duchu uprzejmie odpisałam na tym FB nigdzie już nie dzwoniąc... ale normalnie z uszu mi dymi.
Też dyktujecie gospodarzom imprez, gdzie one mają być? Czy może jednak to takie trochę, ekhm, burackie?

Mam konkretne możliwości finansowe po niebotycznych składkach szkolnych z okazji komunii, to raz (jesteśmy maleńką grupą, ale wszystko musi być równie przepysznie jak wtedy, gdy szło 3 x więcej dzieci rok temu - nie miałam na to wpływu w głosowaniu).
Dwa - mnie knajpa w takim klimacie akurat się podobała, i to też miało znaczenie.
Trzy - córka była na tyle długo i często nieobecna w szkole z powodu chorób (ostatnia nieobecność ponad miesiąc, niemal wylądowała w szpitalu), że do momentu jej powrotu do szkoły na 100% nie byłam pewna, czy ta jej komunia dojdzie do skutku (nie uczestniczyła w większości spotkań), że nie zajmowałam się rezerwacją w listopadzie, tylko teraz.
Już jeden lokal, który podobał mi się wcześniej, włoski (nie pizzeria bynajmniej

) też został zjechany, bo nie aż taki luksus i wypas

.
Ja płacę za imprezę, od chrzestnej córka dostanie prezent, a nie kasę "za talerzyk", żeby było jasne.
Uch. Jestem bardzo, bardzo zła.