ad.a6
25.04.16, 17:00
Córka nigdy nie była w klasie lubiana. Nie, że była jakoś bardzo nielubiana i ktoś jej dokuczał, ale jakichś wielkich przyjaźni w tej klasie nie zawarła. Sama mówi o sobie, że jej na przyjaźniach nie zależy, że nie przyjaźni się z nikim jakoś szczególnie, raczej po trochu ze wszystkimi. Na lekcjach siedzi sama. Twierdzi, że tak lubi, ale widzę, że to nieprawda. Dołączyła do tej klasy od początku klasy IV. Przez IV klasę miałam wrażenie, że została zaakceptowana przez grupę. Było kilka wspólnych wyjazdów, wycieczek, na kilka z nich jechałam z klasą jako opiekun. W IV klasie scysji nie było, ale średnia też niższa niż teraz (4,9). W piątej klasie średnia wyższa ale też konfliktów przybyło. Koledzy z klasy bardzo często się do córki zwracali o pomoc w lekcjach, ale jak córki nie było- wówczas nie było komu pomóc. Na koniec V klasy średnia 5,2. W VI klasie nastąpiło apogeum - podobno nikt z nią nie rozmawia, nikt nie lubi. WIem, że średnia będzie 5,6 albo wyższa. Relacje z rówieśnikami zepsuły się po tym, jak wychowawca ogłosił, że młoda jest laureatką konkursu z polskiego. Ich wychowawca jest polonistą, wymagania wyśrubowane. Młoda będzie miała 6 z polskiego sama z całej szkoły. I samych wrogów. Nie jest kujonem. To zwykła nastolatka. Kupiła sobie plecak z rockmetal.pl i naszyła naszywki ulubionych zespołów. W zeszłym tygodniu przyszła z płaczem, że dziewczyny z klasy ją wyśmiały. Ma rację. W tej klasie nikt nie toleruje inności. Klasa pod względem nauki mizerna, mało ambitna. Była mała grupka tzw. prymusek, które moja córka "położyła na łopatki" gdy dołączyła do tej klasy. Zrobiła to zupełnie nieświadomie. Wychowawca nie łagodzi sprawy, wręcz przeciwnie, zaostrza i podburza jedno dziecko przeciwko drugiemu (byłam ukradkiem w szkole i przeprowadziłam małe dochodzenie). Jak pomóc dziecku? Widzę, że chciałaby mieć w tej klasie bratnią duszę....