Na wesoło, mam nadzieję.
Córka mi wycięła dziś taaaaki numer:
Chcę rano jechać do sklepu, a tu nic - brak kluczyków. Nie ma nigdzie. Cały dom i okolicę przeszukałam kilka razy. Samochód. Śmietniki, wszystkie (to szczególnie miłe), alarm zrobiłam mężowi, czy aby przypadkiem nie wziął (i nie do końca wierzyłam, jak mówił, że nie

bo bywa roztargniony...).
Szukałam od 8 do 14. Potem się poddałam i zaczęłam zastanawiać, ile mnie będzie kosztować dorobienie kluczyka. Jak dziecię wróciło do domu, to poinformowało mnie, że włożyło kluczyki do "takiej małej szufladki przy kierownicy". Matko jedyna - ja tego małego schowka nie używam, w ogóle zapomniałam, że istnieje.
A... zapasowego kluczyka też akurat w domu nie miałam.
Przy okazji poszukiwań znalazłam za to kilka innych dawno zaginionych rzeczy
Miałyście podobne przypadki? Co "fajnego" potrafią dzieci wykombinować?