oqoq74
19.05.16, 09:05
Wczoraj rozmawiałam z synem. Zbliża się koniec roku, wiadomo, że szał różnych kartkówek, sprawdzianów. Dostał z czegoś 4+. Mówię ok, dobrze i zażartowałam, to co poprawiasz? Na co moje dziecię, typowy zdolny ale czasami leniwy, że nie. I dodał, że jego kolega w klasie poprawia nie tylko czwórki, ale też czasem 5-.
I przyznam, że z jednej strony rozumiem, dzieciak ambitny. Z drugiej pamiętam słowa jego matki, która w żartach powiedziała, że jej syn musi być najlepszy. I ok, rozumiem, że komuś zależy na ocenach, na tym by być bardzo dobrym.
Ale czy to nie jest taka sztuka dla sztuki? Nie liczy się co dziecko umie, tylko co dostało za sprawdzian? I potem 3 czy 4 staje się dramatem ?