celira
26.05.16, 12:08
Muszę się wyżalic. Mój mąż to palant. Po 9 miesiącach szukania zaproponowano mi wczoraj super pracę. Ucieszyła się strasznie. Postanowiłyśmy z mamą zrobić u nich grilla. Mąż miał przyjechać o 18. Standardowo spóźnił się 2,5 godziny. Jak zaczęłam mu wyrzucać, że mógł chociaż zadzwonić to powiedział, że dręczy na niego mordę!!! I on ma problem z klientką a ja się jeszcze czepiam. Po czym zawinął się i odjechał. Moi rodzice wk** ni, ja wściekła i mi przykro. Zostałam na noc u rodziców, bo wypiłem piwko.
Na dodatek praca wiąże się na początku z tygodniowymi wyjazdami do innego miasta przez jakiś miesiąc. Szanowny małżonek pracuje całe dnie i do tej pory córka była na mojej głowie. Mama miała ją odbierać jak wyjadę, ale jest tak wściekła, że powiedziała, że M ma sobie radzić sam, a ja mam w środę rano wyjść na pociąg i olać. I w sumie mam ochotę tak zrobić tylko dzieciaka mi szkoda. Nie chcę żeby on w akcie desperacji dzwonił do swojej mamusi, bo po wielu cudownych akcjach ona ma zakaz pozostawania z moją córką sam na sam.
Jestem w kropce. Szczególnie że wiem, że szanowny Pan i tak będzie zwołał winę na mnie.
Co zrobiłybyście na moim miejscu? Wyjeżdżam w środę