Smutno mi

Jestem w 35tc, wszystko mnie boli, córka 17 miesięcy wypisała się ze zbioru grzecznych dzieci i pokazuje różki, siedzę sama w mieszkanku, mąż nieobecny - dopiero dostał urlop i remontuje nasze docelowe mieszkanie, wychodzi z rana, wraca wieczorem.
A smutno mi, bo rodzinę mam liczną i wszyscy deklarowali pomoc, a kiedy spytałam, czy mi chociaż raz w tygodniu córę na spacer zabiorą, żebym mogła odetchnąć, to wszyscy się zgodzili, ale potem nastała cisza, a jak znowu się odezwałam, to nikomu niestety nie pasują nawet te 2godz w tygodniu. No bywa

Wiem, że to moja ciąża, moje dziecko i nie ich problem, ale przykro mi, że najpierw deklarowali, a potem - i to w chwili kiedy naprawdę nie mam siły biegać za moim żywym srebrem - odmówili. Przez telefon potrafią udzielić porad typu: powinnaś odpoczywać, a nie latać na zakupy albo: nie powinnaś podnosić dziecka (ograniczone do niezbędnego minimum, ale wiecie jak jest), albo: nie powinnas zamrażać obiadów dziecku, siedzisz w domu, ugotuj świeże (nie wiem z czego, skoro nie powinnam latac na zakupy

).
A że termin tuż tuż, a roboty w mieszkaniu dużo - i nie mówię o dopieszczaniu mieszkania, tylko o naprawdę podstawowych niezbędnych działaniach, kosmetykę zostawiamy na później - to poprosiłam koleżanki o pomoc w porządkach, drobnym malowaniu i skręcaniu mebli. I żadna się nie zgodziła

Przez najbliższe 2tyg ni w tygodniu ani w weekendy żadna z nich nie ma czasu

Na ekipę pieniędzy nie mamy, więc wszystko robi mąż. Uparta jestem i chcialam sama jakies drobiazgi chociaż ogarnąć, byle ktoś się dzieckiem mym zajął na weekend, ale cała rodzina jest albo bardzo zmęczona po tygodniu albo umówiona na obiad, albo zaproszona w gości i nie mogą. No i tak mi przykro, że zostaliśmy z tym wszystkim sami
A najbardziej teraz żałuję, że mąż zawsze był skory do pomocy innym, kiedy prosili, wszyscy się pourządzali, zawsze pomagaliśmy, koleżance w końcówce ciąży obiady ogarniałam, robiłam więcej i ze 2x w tygodniu jej zanosiłam, bo nie miała na nic siły, mąż zawsze użyczał swoich rąk do pracy i ci sami ludzie teraz wszyscy są tak bardzo zajęci i jest im przykro, ale nie mają jak pomóc (ale trzymają kciuki).
Tak się wyżaliłam, bo mam hormonalnego dołka i żal do świata