Dodaj do ulubionych

Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił!

28.09.04, 10:39
Tak jak w tytule, jeszcze teraz, jak sobie przypomnę, to mama pianę na
ustach... W niedzielę ok. 23.00 Szymonek obudził się z płaczem, a ja
stwierdziłam, że dziecię ma 40,2 stopni goraczki sad(( Dałam Panadol Baby,
ale powiedziałam mężowi, żeby dzwonił na pogotowie, bo do rana daleko, a tak
przynajmniej jakis lekarz go zobaczy (Szymus przechodził już 3-dniówkę, więc
to odpadało). Lekarz przyjechał po ok. 10 min. osłuchał małego, opukał,
spytał sie o inne objawy (nie było), powiedział, żeby dalej dawać Panadol,
ew. Pyralgine w czopkach i rano do przychodni. Był bardzo miły i wogóle było
ok. Do czasu... Jak juz wychodzili, to towarzysząca mu pielęgniarka
podniesionym tonem powiedziała cytuję: TRZEBA BYŁO SIĘ PRZEZ TELEFON ZAPYTAĆ
CO ROBIĆ A NAS NIE CIĄGAĆ!!! MYŚMY TAKI KAWAŁ PO NIC JECHALI!!!! Ufff
zaniemówiłam, stałam jak żona Lota z opadniętą szczęką i nawet tej pindzie
nic nie odpowiedziałam. I co wy na to? Dodam, że Szymuś ma 12 miesięcy...
Obserwuj wątek
    • ligia76 Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 10:43
      Wiesz co, ja chyba już się przyzwyczaiłam, że są ludzie i taborety.
      Ta Pani najwidoczniej była tym drugim.

      Pozdrowienia
      Ligia
      • magda1711 :(( Też mieliśmy podobny porzypadek... 28.09.04, 11:07
        Mały raz zachorował , byłam z nim u lekarza dzień wcześniej, ale nastał wieczór
        i nie dość ze przyszła duuża gorączka to jeszcze Kacperek był
        jakiś "niewyraźny"sad
        A że to nasze pierwsze dziecko, strasznie się o niego martwimy , no i dodatkowo
        był piątek( a w mojej miejscowości jakoś nie sposób znaleźć kogoś do chorego
        dziecka w weekend) to zadzwoniliśmy na pogotowie czy ktoś mógłby go obejrzeć
        czy wszystko w porządku.Pani na pogotowiu zaczęła takie bzdury pleść że aż
        pomyśłałam że tam siedzi jakaś baba z targu znająca się tylko na sprzedaży
        warzywsad(( Zaczęła od tego że nie ma kto podjechać , bo ona tam sama siedzi
        (rozumiecie to?na pogotowiu!) , że ona nic na to nie poradzi , poza tym
        pediatra nie jeździ w karetce więc i tak nam to nic nie da!!!!a także żeby
        Małemu podać wodę z solą!!Rozumiecie?Jka mozna tak mówić?My przesrtaszeni a ona
        tak gada...No nic...Potem zadzwoniliśmy do Centrum Pediatrii, gdzie okazało się
        że od nich też nikt nie podjedzie , a do nich też nie ma co jechać, bo Izby
        Przyjeć NIE MAJĄ , a żeby ktokolwiek Małego przyjął trzeba mieć skierownie!Tak
        właśnie!Więc my niby mieliśmy jeszcze do kogo zadzwonić albo pójść, zeby w
        piątkowy wieczór Kacpra ktoś zbadał?
        Mało tego ,obok nas jest szpital, w którym jak się okazało też nas nie
        przyjmą ,bo zadnego pediarty NIE MA , ani takiegoż odziału też!
        Ręcę opadają...sad((
        No i w końcu podjechaliśmy do szpitala do miasta obok , gdzie przyjęła nas
        przemiła pani doktor, a nawet zleciła aby na miejscu zrobić badanie moczu(wynik
        był po 10 minutach!).
        Całe szczęście że dobrze się to skończyło i że Mały aż natychmiastowo nie
        potrzebował lekarskiej , fachowej porady,opieki...
        Tylko nasuwa się jedno pytanie, co z ludźmi ,którzy potrzebują pomocy
        natychmiast?Którzy są w krytycznym stanie?Co z nimi ?Mają umrzeć?
        A co z niemowlakami?...
        Potem tylko zostaję nam oglądać programy typu "Uwaga", itp.i wysłuchiwać
        biadolenia polityków ,obiecujacych poprawę Służby Zdrowia , a takze tłumaczeń
        lekarzy , którzy nigdy nie poczuwają się do jakiejkolwiek odpowiedzialności...
        Straszne jest to wszystko...

        Ależ się rozpisałam!Pozdrawiam serdecznie wszystkie Emamy i oby nasze pociech
        nigdy nie chorowały i nie potrzebowały proszenia o przyjazd karetki a potem
        narzekania"po co?"...
    • gagunia Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 10:45
      trzeba jej bylo powiedziec, ze jak sie praca nie podoba to niech zmieni. na jej
      miejsce 10 innych przyjdzie.

      bezczelny babsztyl. ja bym pewnie cos odszczekala, bo nie trawie takich
      osobnikow.
      • barbin Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 19:52
        "Na jej miejsce 10 innych przyjdzie."- tu się mylisz, raczej nie przyjdzie.
        Pomijając kulturę osobistą tej pani, za kilka lat może będzie jedną z
        nielicznych ofiarnych kobiet, które tę pracę w Polsce wykonują.
    • mamadawida1 Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 10:50
      No to ja wam powiem inną historię, mój 6 miesięczny wówczas synek dostał prawie
      40 stopniowej gorączki, no to my aby nie fatygować tej nieszczęsnej karetki
      pojechaliśmy do szpitala na Niekłańską na izbę przyjęć, a tam musieliśmy czekać
      ponad 3 godz. na przyjęcie, bo pielęgniarka stwierdziła że nie ma zagrożenia
      życia. Ta nasza służba zdrowia, szkoda gadać. Ale następnym razem też po prostu
      wezwę pogotowie, niech sobie gadają, guzik mnie to będzie obchodziło.
    • p_swiat Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 10:58
      a ja zadzwoniłabym do tej jednostki i złozyłabym skarrgę na te pania kora jest
      jak dla mnie noga od stołka. Jej zafajdanym obowiązke=iem jest przyjechać bo
      równie dobrze dziecko w tym wieku może dostać drgawek od goraczki. Nie
      zostawiłabym tego bez oddzewu. Dużo zdrówka dla synkasmile
      • buba13 Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 11:16
        hmmm...

        mieszkam w Holandii. synek (7 miesiecy) 39.6 - jedziemy do szpitala na dyzur (jest sobota - lekarz
        rodzinny nie przyjmuje). Pan doktor osluchuje, nic nie stwierdza, mowi, zeby dawac paracetamol (albo
        nie). ze maly bedzi przechodzil infekcja z bardzo wysoka goraczka (chodzi do przedszkola) , i ze
        dopoki nie ma innych objawow - nie m potrzeby chodzic za kazdm razem do lekarza.

        koszt wizyty - 100 euro. Pan doktor byl bardzoo mily.

        i tak, oczywiscie, ubezpieczenie mi zwroci (ryko wlasne w skali roku 200 euro, a juz mialam cesarke,
        ktora kosztowala 3600wink).

        to tak - z innej perspektywy...
        • twinmama76 Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 11:31
          I jeszcze raz napiszę, że dopóki realia w Polsce co do ubezpieczeń zdrowotnych
          sie nie zmienią (tzn nie będzie jasno ustalone, co jest dostepne w ramach
          ubezieczenia, a co ponad, jak np. we Francji czy Holandii) to ja będę się dla
          moich dzieci domagała tego, co im się według obowiązującego prawa należy - w
          tym przyjazdu pogotowia na wezwanie.
    • le_lutki Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 11:10
      We Francji zadna karetka by do nas nie przyjechala gdybym zadzwonila z nowina,
      ze synek ma 40 stopni goraczki. Nawet by im sie nie snilo.
      Moge co najwyzej dostac numer do dyzurnego lekarza i jechac sama do danej
      kliniki na ostry dyzur.
      Dodam, ze wyjazd jaretki we Francji kosztuje 250 euro jednorazowo...
      • twinmama76 Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 11:25
        W Polsce, jak na razie Pogotowie ma OBOWIĄZEK przyjechać, przede wszystkim do
        dziecka. Jest to zawarte w pseudoubezpieczeniu zdrowotnym, któremu podlegają
        nasze dzieci. Nie moja wina, że służba zdrowia w Polsce jest chora i moje
        dzieci nie będą jej leczyć. Poza tym LEKARZ nie miał absolutnie pretensji o
        wezwanie, widocznie widział jego celowość. Za to wielce obrażona była
        PIELĘGNIARKA, którą pewnie oderwaliśmy od jakiegoś zajmującego filmu w tv.
        • le_lutki Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 11:39
          Oj byla juz dyskusja na ten temat na tymze forum. Sporo osob widzi tylko siebie.
          Fakt faktem, pielegniarka nie jest od komentowania - to brak podstawowej
          kultury.
          A rzeczywistosc jest taka, ze wyjazd karetki do kazdego dziecka z 40-to
          stopniowa goraczka to paranoja, i ze normalne, jesli karetka pojedzie raczej po
          kogos z zawalem. A juz na pewno w tak niedofinansowanym systemie jak polska
          sluzba zdrowia. A juz Twoja argumentacja, ze "przede wszystkim do dziecka" jest
          wybitnie nie na miejscu. Przede wszystkim do osoby bardziej zagrozonej, czy
          bedzie to Twoje dziecko czy 70cio letnia staruszka.
          My tutaj tez placimy 600 euro miesiecznie skladek zdrowotnych, a karetka jest
          zwracana przez ubezpieczalnie, toeretycznie - jak mowie, bo nikt przy zdrowych
          zmyslach nie wysle karetki do goraczkujacego dziecka jesli jedynym objawem jest
          goraczka. Masz do wyboru konsultacje telefoniczna z dyzurnym lekarzem, ktory
          jesli stwierdzi, ze jest podstawa, albo ze Ty bardzo panikujesz, to kaze Ci dla
          swietego spokoju przyjechac na dyzur i to wszystko. Dziwne mimo wszystko, ze w
          naszej biednej Polsce im mniej srodkow tym wieksze wymagania...
          • iwles Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 11:55
            le_lutki napisała:


            A juz Twoja argumentacja, ze "przede wszystkim do dziecka" jest

            > wybitnie nie na miejscu. Przede wszystkim do osoby bardziej zagrozonej.


            Moja droga, a na jakiej podstawie można prowadzić taką selekcję. Dla mnie moje
            dziecko jest najważniejsze.
            Bo wiesz, nawet "zawał serca" 70-letniej staruszki może w rzeczywistości okazać
            się zwykłą kolką nerkową...
            Był niedawno program w TVP. Do dziecka z gorączką nie przyjechało pogotowie,
            zlekceważyli wezwanie... Kiedy rodzice, po ok. godzinie nie doczekali się
            pogotowia sami pojechali do szpitala na ostry dyżur. Niestety - za późno....
            niemowlę (chyba ok. 11 m-cy) zmarło...
            Kiedy ja mam wybierać między ratunkiem dla kogoś obcego a moim dzieckiem =
            rachunek jest dla mnie oczywisty...............
            • le_lutki Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 12:54
              No oczywiscie, tylko ze tak jak Ty mysli kazdy o swoim bliskim (rowniez dzieci
              tejze 70-cio letniej staruszki, ktora moglaby byc Twoja babcia np).
              A pogotowie ma obiektywnie oceniac swoje priorytety i - choc przyznaje, ze
              zdarzaja sie fatalne pomylki i zaniedbania - goraczka u malucha jest tak
              powszechnym objawem wielu rzeczy, ze nie trudno mi sobie wyobrazic, ze nie
              znajdzie sie na czele listy priorytetow.
              Jedno jest pewne, jak przyjdzie co do czego, to wszelka ocena Twoja (i moja)
              bedzie zalezec od tego, czy chodzi o Twoja matke czy o Twoje dziecko.
              • iwles Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 13:15
                Akurat ja - osobiście - prędzej bym sama pojechała na ostry dyżur do szpitala z
                dzieckiem, niż czekała na pogotowie.
                Chciałam tylko pdkreślić, że dla m n i e najważniejsza jest m o j a rodzina...
                A ten przypadek z TV, o którym pisałam też dotyczył "tylko" gorączki
                dziecka........

                A jeśli chodzi o system ubezpieczenia zdrowotnego - to cały czas toczy się
                walka o całodobową opiekę lekarską (nie prywatną, ale państwową - za nasze
                pieniądze). Niestety - Polska to taki dziwny kraj - nie wolno chorowac tu po
                godzinie 18 a tym bardziej w weekendy...........
                Bo skąd ja moge wiedzieć co dolega np. 3-miesięcznemu niemowlakowi, który w
                ciągu 5 minut "napędza" termometr z 37 st. do 40 ? Czy w ciągu najbliższej
                minuty temperatura nie wzrośnie do 42 ????
                Dobrze, nie licytujmy się, czyje zdrowie i czyja racja jest ważniejsza (bo to
                zależy dla kogo)....
                Po prostu - Polska wymaga wielu, wielu, wielu...... zmian. A przede wszystkim
                należałoby zacząć od kultury niektórych osób.......
                Po prostu zachowanie tej pani pielęgniarki z pogotowia ("bohaterki" tego wątku)
                można okreslić jednym, słowem: chamstwo.........
                I to na tyle.
                Pozdrawiam.
                • le_lutki Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 13:31
                  Zachowanie personelu medycznego to jedna rzecz - i w jednym z poprzednich moich
                  postow napisalam, co o tym mysle, zas kwestia priorytetow pogotowia to druga
                  rzecz.
                  I faktycznie, jak sama powiedzialas, punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia:
                  jesli mam male dziecko z goraczka to wydaje mi sie, ze swiat sie wali (bo MOJ
                  swiat faktycznie wokol niego sie kreci) i domagam sie aby wszyscy wszystko
                  rzucili i pedzili do mojego dziecka.
                  Kiedy zalozmy ojciec ma zawal, to jasny szlag mnie trafia kiedy sie dowiem, ze
                  karetka przyjechala dwa razy pozniej bo rozhisteryzowana matka wezwala ja do
                  dziecka z goraczka.
                  O ile osoby z zawalem samemu nie bardzo jest jak wiezc na ostry dyzur np
                  taksowka, o tyle niemowle - i owszem, mozna. I wiem, o czym pisze.
                  Pozdrawiam
            • p.hadam Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 29.09.04, 00:27
              iwles napisała:
              > le_lutki napisała:
              >
              > A juz Twoja argumentacja, ze "przede wszystkim do dziecka" jest
              > > wybitnie nie na miejscu. Przede wszystkim do osoby bardziej zagrozonej.
              >
              > Moja droga, a na jakiej podstawie można prowadzić taką selekcję. Dla mnie moje
              > dziecko jest najważniejsze.

              Masz racje. Twoje dziecko i jest dla Ciebie najwazniejsze. Ale nie mozna wymagac
              chyba zeby karetka jezdzila do kazdej goraczki, jesli to jest jedyny objaw.

              Pozdrowka
              Hadzio
              • iwles Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 29.09.04, 08:39
                p.hadam napisał:
                Masz racje. Twoje dziecko i jest dla Ciebie najwazniejsze. Ale nie mozna wymaga
                > c
                > chyba zeby karetka jezdzila do kazdej goraczki, jesli to jest jedyny objaw.
                >

                Tak jak napisałam wyżej: mam cały czas przed oczami widok rodziców, których
                dziecko umarło, bo pogotowie zlekceważyło wezwanie do niemowlaka z gorączką !!
                I jak juz też napisałam, skąd gwarancja, że ta starsza osoba, której mam
                ustąpić pierwszeństwa, nie wzywa karetki z równie błahego powodu ?? Bo np. boli
                ją w boku, a to okaże się zwykłą kolką??
                Poza tym, chyba karetka ma bezpośrednie połączenie z dyspozytorką, nawet kiedy
                jest w trasie, więc w każdej chwili może zmienić kierunek i natychmiast pojechać
                na pilne wezwanie (bezpośrednie zagrożenie życia).
                A w ogóle - to Polska naprawdę wymaga g r u n t o w n y c h zmian w opiece
                zdrowotnej...
                W tygodniu po godzinie 18 i w weekendy pozostaje tylko i wyłącznie możliwość
                wezwania lekarza prywatnego ( może są wyjątki w niektórych miastach - ale to
                jednostki) albo pogotowia....(gdy kogoś nie stać na lekarza prywatnego).......
                Niestety............ nie można chorowac w Polsce po godzinach "urzędowania"
                przychodni.... (a szczególnie dzieci).
                I tu otwiera sie pole do popisu dla naszych sejmowych łebków !! (nie można ich
                inaczej nazwać po tym co zrobili i nadal robią z naszą służbą zdrowia ) !!

                Pozdrawiam.
          • magda1711 Re: Chore dziecko i pogotowie. Do le lutki 28.09.04, 12:05
            Widzisz, le lutki , mieszkasz we Francji i stosujesz się do tamtejszych zasad,
            ale jak świat światem , w Polsce zawsze mozna było wezwać karetkę ,a już do
            takich maluszków to oczywiste,bo one nam nie powiedzą ,co je boli , czy to
            tylko gorączka czy może potrzebna jest natychmiastowa interwencja lekarza...
            I póki system zdrowotny nie jest unowocześniony i mamy taki bajzel jaki mamy to
            dlaczego nie można dzwonić po karetkę żeby zapewnić SWOJEMU dziecku
            bezpieczenstwa , żeby mieć pewność ze nic mu nie jest?
            Więc nie porównuj na każdym kroku Francji z Polską bo to dwa różne , całkiem
            odrębne państwa o innych zwyczajach...
            A dla mnie najważniejsze jest dobro dziecka i gdy trzeba i można ,to należy
            mi się przyjazd lekarza, karetki, a oni mają taką pracę że jeżdżą do chorych i
            niech się z tym liczą!I nadodatek nie trezba na każdym kroku "dokuczyć"
            pacjentowi...
            • le_lutki Re: Chore dziecko i pogotowie. Do le lutki 28.09.04, 12:58
              Wiesz moja droga, porownanie z Francja (z dobrym systemem ubezpieczen) jest po
              to, zeby uswiadomic pewne kwestie, ktore w polskiej balaganiarskiej
              rzeczywistosci sie zacieraja, co normalne.
              A ja pisze to, co pisze nie na podstawie francuskich doswiadczen, tylko wlasnie
              polskich, bo we Francji zyje na stale ponownie dopiero od 3 lat, a w Polsce
              ilez razy sie zdarzalo, ze do mojej mamy karetka nie przyjechala, albo w ogole
              po czasie i ilez razy wzywalismy prywatne pogotowie FALCKa placac z wlasnej
              kieszeni.
              I ja nie powiedzialam, ze "nie mozna" dzwonic po karetke, bo sama wiem co
              znaczy martwic sie o dziecko i leciec na zlamanie karku na dyzur, tylko ze
              nalezy uwzglednic pewne kryteria. Przynajmniej ja je uwzgledniam i wg moich
              zasad, ktorych sie trzymam, jesli calym "objawem" u dziecka bedzie goraczka, to
              zaczne od zadzwonienia do lekarza a nie od sciagania karetki. Tylko tyle.
              Pozdrawiam
            • p.hadam Re: Chore dziecko i pogotowie. Do le lutki 29.09.04, 00:33
              magda1711 napisała:

              > Widzisz, le lutki , mieszkasz we Francji i stosujesz się do tamtejszych zasad,
              > ale jak świat światem , w Polsce zawsze mozna było wezwać karetkę
              > ,a już do
              > takich maluszków to oczywiste,bo one nam nie powiedzą ,co je boli , czy to
              > tylko gorączka czy może potrzebna jest natychmiastowa interwencja lekarza...
              > I póki system zdrowotny nie jest unowocześniony i mamy taki bajzel jaki mamy to
              > dlaczego nie można dzwonić po karetkę żeby zapewnić SWOJEMU dziecku
              > bezpieczenstwa , żeby mieć pewność ze nic mu nie jest?
              > Więc nie porównuj na każdym kroku Francji z Polską bo to dwa różne , całkiem
              > odrębne państwa o innych zwyczajach...
              > A dla mnie najważniejsze jest dobro dziecka i gdy trzeba i można ,to należy
              > mi się przyjazd lekarza, karetki, a oni mają taką pracę że jeżdżą do chorych i
              > niech się z tym liczą!I nadodatek nie trezba na każdym kroku "dokuczyć"
              > pacjentowi...

              I tu sie zgadzam z Toba w 100% Tylko dlaczego ja mialbym ze swoich podatkow
              finansowac te wszystkie wycieczki lekarzy przepisujacych Panadol na kazda nocna
              goraczke. Zadzwon sobie na pogotowie prywatne, zaplac za dowiezienie Panadolu do
              domu i sysko gra. Ja rozumie, ze to emocje i uczucia, ale bez przesady. Nie
              mozna sie wozic za panstwowe pieniadze z byle kupka. A jak swiat swiatem, to
              moze sie dostosowac do "norm unijnych" smile

              Pozdrowka
              Hadzio
          • twinmama76 Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 15:17
            Troche sie źle wyraziłam - karetka jedzie na każde wezwanie. A do nas
            przyjehała karetka PEDIATRYCZNA - to znaczy z pediatrą, ze szpitala dziecięcego
            (5 min. od nas jest stacja pogotowia, gdy mąż tam pobiegł, to KAZALI mu po taka
            specjalną karetke zadzwonić), a taka po staruszków z zawałem nie jeździ. Twój
            argument o staruszkach jak dla mnei trąci demagogią, po prostu co ma wół do
            karety??
            • le_lutki Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 16:24
              Jesli w poscie inicjalnym nie nadmieniasz, ze chodzi o karetke pediatryczna, to
              sie nie dziw, ze dostajesz odpowiedzi "jak wol do karety".
              Do demagoga mi raczej daleko.
    • blecku Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 11:16
      Wczoraj też miałam przygodę z lekarzami a raczej z panią która przyjmuje
      zgłoszenia. Córka spadła z tapczanu, mimo że odrazu zadzwoniłam po lekarza on
      się nie zjawił. Pare godzin po zajściu poszłam do przychodni okazało się że
      zgłoszeń na wizyty domowe była tylko jedna i nie moja. Lekarka mnie
      przepraszała bo był duży ruch w przychodni no i pani od zgłoszeń na pewno była
      zabiegana. Dodam,że kiedy dzwoniłam ta pani powiedziała "jak dziecko spadło z
      tapczanu na dywan to na pewno nic jej nie będzie". Zacisnąlam zęby i czekałam,
      jak widać się nie doczekałam.
    • judytak Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 12:15
      póki co, nie mamy nadmiaru karetek pogotowia, czekajacych na wezwanie
      i dlatego całkiem prawdopodobne jest scenariusz, że karetka nie dojedzie
      wystarczająco szybko np. do wypadku, bo była akurat na wizycie w celu dania
      panadolu dziecku z gorączką

      dyżurny, przyjmujący wezwanie powiniem zebrać możliwie dużo informacji,
      powinien potrafić ocenić sytuację, powinien nie bać się odmówić wysłania
      karetki, jeśli takie postępowanie uważa za właściwe...

      to dyspozytor pogotowia powinien to zrobić, a nie osoba wzywająca pomocy

      nie wiem, jak jest w rzeczywistości

      pozdrawiam
      Judyta
    • libra.alicja Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 12:22
      Pogotowie ma własne kody pilności wyjazdów (np. alarmowy, pilny,
      itd.), więc wyjazdy są realizowane w pewnej kolejności.
      Dyspozytor na podstawie informacji uzyskanych od osoby zgłaszającej ocenia
      sytuację i wybiera, jeśli jest taka konieczność.
      Czyli np. wyjazd do dziecka gorączkującego może byc zrealizowany w wypadku
      braku innych zgłoszeń o wyższym kodzie pilności. Ale jesli np. dziecko ma
      drgawki gorączkowe, to podejrzewam, że wezwanie będzie pilniejsze.
      To tyle, co wiem na temat działania pogotowia.

      Natomiast jeli chodzi o gorączkujące dziecko, to najlepiej wezwać pediatrę,
      który dokładnie je zbada, ale rozumiem, że nie każdy ma możliwość wezwania
      prywatnej (i odpłatnej) pomocy wyjazdowej.
      Jeśli z moim dzieckiem działoby się coś naprawdę poważnego, to sama zawiozłabym
      je do szpitala, pewnie szybciej otrzymałoby pomoc, niż czekać na karetkę,
      zwłaszcza, ze najczęściej nie ma w niej pediatry.
    • tynia3 Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 12:31
      No nie wiem... ja po karetkę dzwoniłabym w OSTATECZNOŚCI. Jest przecież
      możliwość wezwania pediatry do domu (nawet w środku nocy), można samemu zgłosić
      się na Izbę Przyjęć, można pojechać taksówką.
      Moja mama jest chora na serce (zawał, by-bassy) i wiem co to znaczy wzywać
      karetkę i czekając liczyć na to, że zdąży, że nie ma innego wezwania... .
      Ale to jest moje zdanie.

      pzdr
      • verdana Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 13:10
        Zaczynam rozumieć problemy służby zdrowia. Jesli wzywa się w nocy karetke do
        goraczkujacego dziecka (nie malutkiego niemowlecia, ale rocznego), czy dziecka
        które spadło z tapczanu (no, chyba że miało mdłosci i zawroty głowy - wtedy nic
        nie mówię), to żaden kraj karetek nie nastarczy. To nie sa powody do wzywania
        pogotowia. Ani razu przy takich wypadkach nie zdazyło mi sie dzwonić po
        pogotowie - czekałam w nerwach wprawdzie - do rana, lub wzywałam taksówkę i
        jechałam na dyżur.
        A karetki nie wzywałam, bo przed oczami miałam wizję, jak lekarz przyjeżdża do
        mojego dziecka, które ma wprawdzie 40 stopni, ale takie znowu bardzo chore nie
        jest, a w tym samym czasie przeze mnie umiera ktoś z zawałem. Myslenie - moje
        dziecko jest najwazniejsze, a inni niech się martwią o siebie, jakoś nie bardzo
        zgadza się z moim poczuciem przyzwoitosci.
        • dorrit Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 13:50
          Dla mnie akurat moje dziecko JEST najwazniejsze, ale to ja staram mu sie przede
          wszystkim pomoc, w miare pomagania obserwuje, caly czas pamietajac o innych
          mozliwosciach typu karetka czy wyjazd na pogotowie. Dalej w poscie ponizej...
        • maja312 Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 15:36
        • maja312 Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 15:43
          Wzywanie karetki pogotowia do gorączkujacego dziecka uwazam za przesadę. Ja w
          takich sytuacjach zbijałam goraczkę środkami przeciwgorączkowymi, robiłam
          okłady i obserwowałam dziecko , a rano jechałam do swojego pediatry.Pogotowie
          ratunkowe jak sama nazwa wskazuje jest od ratowania ludzi, nie jest natomiast
          wyjazdową przychodnią.Ludziom zbyt czesto nie chce się czekać w kolejce w
          przychodni, lub oszczędzają na taksówce czy tez paliwie i wzywają pogotowie,
          które przeciez tym samym czasie moze byc potrzebne komuś wstanie zagrozenia
          zycia.Matki czasem reaguja histerią na kazdą gorączkę, wiem bo też tak miałam
          ale na szczęscie wyrosłam.
      • dorrit Re: Chore dziecko i pogotowie 28.09.04, 13:28
        Ja moge sie podpisac pod ostatnimi postami - karetka to ostatecznosc, a "tylko"
        do goraczki 40° (bylo i 41°...) nie wzywam. Najpierw nalezy ja zbijac znanymi
        srodkami - paracetamol, ew. novalgina w kroplach (w Polsce ma chyba troche inna
        nazwe, ale tez jest), kapiele w wodzie chlodniejszej o ok. 1° od temperatury
        ciala, chlodne kompresy na czolo, potylice, przeguby rak, lydki, rozebranie
        dziecka, wywietrzenie pokoju...
        Mieszkamy we Wloszech. Na pogotowiu tu tez sa przydzielane kody: czerwony -
        bezposrednie zagrozenie zycia, natychmiastowa interwencja; zielony - zagrozenie
        zdrowia, interwencja w nastepnej kolejnosci po "czerwonych"; bialy - brak
        bezposredniego zagrozenia zdrowia - czekac, az sie uporaja z innymi; raz tak
        czekalismy, z goraczka 39,5°, w porywach wiecej lub mniej (daja oczywiscie
        czopek lub krople na obnizenie), bez pretensji - obok przywiezli dziecko w
        spiaczce, w stanie kryzysu epileptycznego - ci ludzie zostali przejeci
        natychmiast przez personel... oczywiscie, ja nie pojechalam na pogotowie tylko
        z goraczka - byly tez inne objawy, a goraczka niemal nie spadala od kilku dni.
        Pediatra tez odradza pogotowie i szpital w przypadku 40° i wiecej, bez
        obecnosci innych objawow; oczywiscie rodzice maja ocenic, jaki jest przy tym
        ogolny stan dziecka i decydowac.
        Karetka do goraczki w koncu by przyjechala i dala odpowiednik polskiego
        panadolu oraz udzielila wskazowek (ciagle oczywiscie przy braku objawow
        zagrazajacych zyciu)...
        Tez place ubezpieczenie i usiluje korzystac z moich praw; jednoczesnie staram
        sie ocenic sytuacje i uzywac zdrowego rozsadku - dla dobra dziecka. Oczywiscie
        konieczne jest, aby rodzice mieli rozeznanie i umieli oceniac stan dziecka po
        objawach - tu nalezy wczesniej sie przygotowac, wypytac pediatre, poczytac,
        rozmawiac z innymi rodzicami, miec na polce "pod reka" odpowiednie ksiazki.
        Natomiast komentarz pielegniarki z pierwszego postu byl zupelnie nie do
        przyjecia; nie jest osoba do dawania komentarzy tylko do niesienia pomocy i
        wykonywania polecen lekarza. To tez chyba oczywiste...
    • monidob Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 13:36
      A ja chce do Holandii, Francji i co prawda nie jestem verdaną ale podpisuje sie
      pod kazdym jej słowem.
    • maugerka Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 13:44
      To się w głowie nie mieści, ale niestety taka jest nasza służba zdrowia. U nas
      w Toruniu jest na szczęście szpital dziecięcy, jest tam też pogotowie, gdzie
      dyżuruje pediatra.
    • edziecko_gosiah Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 13:46
      a ja mam pytanie co Ty zrobiłas oprócz podania paracetamolu aby obniżyć dziecku
      gorączkę? zrobiłaś mu zimne okłady na łydki? zrobiłaś chłodną kąpiel dla zbicia
      gorączki? paracetamol nie zawsze wystarczy, a liczenie TYLKO i wyłącznie na
      szybki przyjazd pogotowia wo raczej nieporozumienie... obawiam się, że pomimo
      iż także mam dwójkę małych dzieci, to wiem, że ich gorączka nie byłaby
      priorytetem dla pogotowia... tylko gorączka...
      ale wiem też z doświadczenia,że przynajmniej w Warszawie pogotowie do dzieci
      przyjeżdża - i to z lekarzem pediatrą... wiem bo wzywałam do wtedy 5-cio
      miesięcznego syna... miał zapalenie krtani, a kto się zna na tej chorobie to
      wie, że u tak małych dzieci jest to ZAGROŻENIE życia... to było jego drugie
      zapalenie krtani - przy pierwszym był mąż, więc ja wsiadłam w samochód i
      pojechałam na ostry dyżu laryngologiczny, a mąż został z drugim dzieckiem w
      domu... za drugim razem byłam sama z dwójką dzieci, a jak zwykle (przynajmniej
      u mnie) takie przypadłości zdarząją się w nocy.. nie było szans, abym zabarła
      się z dwójką maluchów sama na pogotowie... zadzwoniłam powiedziałam, że to
      zapalenie krtani, a ja jestem z dwójka maluchów... dyspozytorka nie marudziła,
      pogotowie z pediatrą było w ciagu 10 minut...
      ale ja wcześniej pootwierałam okna, włączyłam nawilżacz, a dzieci ciepło
      ubrałam (bo przez otwarte okna zrobiło się bardzo zimno).... a jeśli któreś z
      nich ma tak wysoką gorączkę (ok 40st), to podaję paracetamol w czopku, bo ma
      silniejsze działanie, robię chłodne kompresy głównie na łydki, bo to mocno
      zbija gorączkę, a w ostateczności chłodna kąpiel... jeśli jest mąż w domu, to
      jedno z nas jedzie wówczas na ostry dyżur, albo na nocną pomoc lekarską - wtedy
      nie wzywam pogotowia, bo może ono komuś uratować życie, a gorączka raczej sama
      w sobie zagrożeniem życia nie jest... na pewno można w pewnym stopniu samemu ją
      obniżyć, nie trzeba zaraz wzywać pogotowia...
      • dorrit Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 14:01
        Wlasnie - podobnie z upadkami, tak czestymi w wielu domach, np. z lozka.
        Zdarzylo sie nam dwa razy - obserwowalam uwaznie dziecko przez kilka godzin
        po - jesli zachowuje sie normalnie, to oprocz bolu zaraz po, ew. siniaka nic
        dalej sie nie dzieje. Dzieci w ogole nie maja takiego napiecia miesni, jak
        dorosli i neutralizuja lepiej upadki, do ktorych notorycznie dochodzi (tu -
        Wlochy - dywanow prawie sie nie uzywa, wiec dziecko upadnie od razu na
        posadzke - marmurowa albo z plytek ceramicznych...) Niepokojace objawy, to -
        zapadniecie dziecka w sen, nudnosci i wymioty - wtedy dzwonic po karetke lub
        jechac na pogotowie.
        Wazne jest (powtarzam sie...), aby rodzice dla dobra dziecka sie doinformowali
        i doksztalcili - co robic w naglych wypadkach - jest literatura medyczna i
        popularno-naukowa, a od odpowiedzi na pytania sa pediatrzy, lekarze ogolni.
        Pytania warto zadawac juz w ciazy...
        • kamilla77 do le_lutki 28.09.04, 14:20
          Mam do ciebie prośbę----po pierwsze nie wypowiadaj sie na temat pogotowia w
          Polsce skoro tu nie mieszkasz.Jeśli płacisz ileś tam euro za pogotowie to jest
          twoja sprawa.Chcesz aby pogotowie było za darmo---przyjedż z powrotem do Polski.
          Po drugie--już jakaś mama prosiła cię o niepisanie więc po co wróciłaś?

          Do twinmamy76 Może dowiedz sie kto miał dyżur na pogotowiu
          i "podziękuj"grzecznie tej pani.
          W końcu nie dzwoniłaś po karetkę bo mały zrobił brzydką kupke tylko,że miał
          temp.Ja też bym wezwała pogotowie bo po to ono jest.Skoro jeżdzą do pijaczków
          co leża pod płotem tym bardziej muszą przyjecha do dziecka(małego).
          • le_lutki Re: do le_lutki 28.09.04, 14:25
            Jakze milo z Twojej strony, ze wystarczl jeden temat, w ktorym sie nie
            zgadzamy, zeby sie tak niemilo odezwac. To swiadczy tylko o Tobie, i to w
            dodatku zle.

            A wracajac do tematu - przeczytaj moje wszystkie wypowiedzi to sie dowiesz, ze
            pisze o moim jak najbardziej polskim doswiadczeniu. A we Francji pogotowie JEST
            darmowe dla pacjentow ale koszt jego wyjazdu wynosi 250 euro, wiec sie go nie
            wzywa bo do goraczki nie przyjedzie.

            Po trzecie i ostatnie - bylo jednakze kilka mam, ktore poprosily, zebym
            wrocila, wiec jesli nie widzisz przeciwwskazan merytorycznych (a ja ich nie
            widze) to badz uprzejma zajac sie swoja osoba, a nie moja.

            Bez pozdrowien
            • dorrit Kamilla... 28.09.04, 14:27
              ...nie wypraszaj ludzi z publicznego forum. Raczej zaloz swoje prywatne i wtedy
              ich usuwaj.
              Wolnosc slowa jest od paru lat...
              • kamilla77 do dorrit..... 28.09.04, 14:36
                Nikogo nie wypraszam ale już był kiedys post gdzie kilka mam nie chciało
                juz "dobrych rad"le-lutki.
                Jeśli ktoś mieszka tu i wie jaka jest służba zdrowia to niech nie wsadza swoich
                5 groszy bo we francji jest tak a we włoszech tak.
                Wiele z nas bywa zagranicą i nie porównuje tych krajów.Bo niektórycg g....o
                obchodzi że we francji karetka nie przyjedzie a we włoszech przyjedzie żółta.
                Dziewczyna miała problem-napisała i my wiemy jaki to problem "wielka pani
                pielęgniarka"więc wasze posty które mówią że najpierw zbij gorączkę potem zrób
                okład są śmieszne.
                • dorrit Dobro dziecka 28.09.04, 14:38
                  Ale zdrowy rozsadek rodzica i dbanie o dobro dziecka jest raczej podobne w
                  innych krajach...
                  Grunt to wiedza, obserwacja, wyczucie i dzialanie. Obojetnie, gdzie. O tym
                  glownie pisze.
                  Pozdrawiam.
                  • kamilla77 Re: Dobro dziecka 28.09.04, 14:49
                    No to się w końcu dogadałyśmysmile))
                    Pozdrawiam.
      • twinmama76 Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 15:57
        edziecko_gosiah napisała:

        > a ja mam pytanie co Ty zrobiłas oprócz podania paracetamolu aby obniżyć
        dziecku
        >
        > gorączkę? zrobiłaś mu zimne okłady na łydki? zrobiłaś chłodną kąpiel dla
        zbicia
        >
        > gorączki? paracetamol nie zawsze wystarczy, a liczenie TYLKO i wyłącznie na
        > szybki przyjazd pogotowia wo raczej nieporozumienie...

        Hmm, chciałam napisać w skrócie, i wyszło nieporozumienie - dałam małemu
        paracetamol, zrobiłam okłady, dałam herbatkę i czekałam na lekarza. To wszystko
        wiedziała dyspozytorka i gdyby dała mi do telefonu lekarza, a ten powiedziałby,
        że to wystarczy, to byłoby ok. Ale skoro juz przyjechali, to pielęgniarka
        mogłaby sie powstrzymac od komentarza, czyż nie?
        wiem też z doświadczenia,że przynajmniej w Warszawie pogotowie do dzieci
        > przyjeżdża - i to z lekarzem pediatrą...

        no i takie przyjechało, i to w prowincjonalnych Katowicach.
        • zuzia_i_werka Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 21:55
          Hej! Absolutnie to nieprawda,że w W-wie pogotowiu jeżdżą pediatrzy-jeśli takowy
          przyjechał to albo był przypadek(był akurat na dyżurze tak jak sa inni lekarze)
          albo musiało to być dawno.Od kilku lat nie ma specjalistycznej karetki
          pediatrycznej,po prostu robi się tak,że jeśli jest pediatra to się go wysyła a
          jak nie to jedzie kto jest-chirurg,internista,okulista itp. Faktycznie nie
          odmawia sie wyjazdów do dzieci ale temp nie traktuje sie jako wyjazdów
          priorytetowych.Pozdr
    • nitka111 Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 14:34
      Mnie już nic nie zdziwi, też jechałam z 3-miesięcznym dzieckiem do szpitala ,
      bo nikomu nie chciało się przyjechać ( przecież z gorączkującym dzieckiem w
      zimie jak najbardziej można jechać). A ja osobiście miałam taki przypadek
      jeszcze w połogu miałam zapalenie piersi z zemdlałam , byłam sama w domu z
      dzieckiem, kiedy się ocknęłam i zadzwoniłam na pogotowie dowiedziałam się że
      mój "przypadek" (sic!) nie kwalifikuje do przyjazdu karetki.
      Wzywałam męża z pracy prawie jednocześnie szukając kogoś kto przyjechałby mi do
      synka.
      Aha moja przyjaciółka, która akurat zadzwoniła wprawdzie nie mogła wyjść z
      pracy i do mnie przyjechać ale dzwoniła co 5 minut aż do przyjazdu mojego męża,
      sprawdzała co się dzieje i dzięki jej za to.
      Kiedy bolało mnie serce ( jak się okazało nerwica) od raz u zadzwoniłam po męża
      szkoda pieniędzy na telefon do pogotowia.
      • aleksandrynka Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 21:49
        ja też miałam zapalenie piersi, zaczęło sie od gorączki rano, która rosła i
        rosła... Zawsze czuję sie fatalnie, nie wiedziałam co robić, konsultacje z
        koleżankami, z mężem (telefonicznie) nic nie dały... W końcu zadzwoniłam do
        przychodni - była może 14. Lekarz nie mógł przyjść, ale konsultował mnie przez
        telefon. I wiecie, co powiedział? Że mam prawo w każdej chwili wezwać karetkę,
        jeśli nie mogę wyjść (mróż, ja ledwo żyję, dziecko 3 tygodnie, nikogo do
        pomocy). Wręcz kazał mi jechać na pogotowie... Trochę przeginał w drugą stronę,
        mocno mnie nastraszył... Ostatecznie karetki nie wzywałam, dopiero wieczorem
        pojechałam i... Ale to już inna historia.
        Tak więc jak widać wskazania do wezwania karetek sa baaardzo różne, zależnie o
        podejścia.
    • pyziamyzia Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 14:38
      Witam,
      nie czytalam wszystkich wypowiedzi, ale wlasnie dzisiaj w nocy musialam wezwac
      pogotowie do dziadka mojego dziecka. I co dzwoniac na 999 nikt nie podnosil
      sluchawki czekamy 5,10,15 minut. Dzwonimy na policje z prosba o pomoc, zawiodla
      albo nie mogla pomoc. My coraz bardziej zdenerwowani nie mowiac o mojej mamie,
      ktora postawila cala rodzine na nogi o godz.3 w nocy. Wreszcie dodzwonila sie
      moja ciocia poprzez nr tepsy i stamtad dopiero polaczyli z pogotowiem.
      Pogotowie bylo juz u nich w domu po 5 minutach (niestety dziadek mial zawal i
      kazda minuta sie liczyla). Na szczescie z dziadkiem wszystko ok juz jest po
      koronografii, ktora poprostu uratowala mu zycie. Dlatego naprawde dziewczyny
      zastanowmy sie czy czasami nie lepiej wziac taksowke i samemu podjechac do
      szpitala z dzieckiem, ktore ma goraczke bez dodatkowych objawow. Dodam ze 999
      nie odpowiadalo bo ktos zablokowal numer - fajnie nie? Zebyscie nie mowily ze
      jakas swieta sie odezwala to ja tez ostatnio wzywalam pogotowie do mojej 20 m-
      cznej corki, poniewaz balam sie ze dostala wstrzasu od antybiotyku (objawy byly
      niepokojace wymioty zaczela sie dusic) i ja w panice na 999. Pani uprzejma
      przyjela moje wezwanie i po ok.5 min. zjawilo sie pogotowie. Zawiezli nas do
      szpitala przyjela nas mila pani doktor i zadna pielegniarka nie byla
      nieuprzejma. Okazalo sie ze wszystko w porzadku i wypuscili nas do domu, ale
      jak to wspominam to ciarki po plecach ida.
      Pozdrawiam Basia
      p.s. uups troche dlugie wyszlosmile
    • mamalgosia a gdyby to była sepsa? 28.09.04, 14:44
      • ewa2233 Re: a gdyby to była sepsa? 28.09.04, 14:54
        No właśnie ...
        Mój syn dostał gorączki 40,6!
        Pogotowie przyjechało. Pan doktor posiedział aż obniżyła się trochę temperatura
        po jakimś specyfiku. Dał antybiotyk.
        Tyle, że niedługo po jego odjeździe znów temperatura wzrosła.
        I chodziliśmy przez 4 dni do różnych lekarzy.
        Każdy wymyślał "co to może być".
        A na 5 dzień się okazało że to sepsa.
        Nigdy nie ustalono jak bakteria ją wywołała, bo po podanym "na wszelki wypadek"
        antybiotyku - posiew nic nie wykazał.
        Całe szczęście, że PRAWDZIWYM CUDEM, syn to przeżył.
        Wtedy sepsa nie była "na topie", więc nawet nie bardzo wiedzieliśmy co to
        takiego jest.
    • kubusala Do Iwles i reszty 28.09.04, 14:58
      Iwles, przykład który opisujesz dotyczył nie zwykłej gorączki, ale to dziecko
      miało sepsę,która jak wiemy rozwija sie błyskawicznie i objawami nie jest
      zwykła gorączka.Dziecko słabnie z minuty na minutę, potem pojawiają sie plamki.
      Zwykłą goraczkę dziecko przechodzi w miarę dobrze. Do zwykłej gorączki, której
      nie towarzyszą niepokojące objawy nie ma potrzeby wzywać karetki, chyba,że jest
      to niemowlę.
      I nie piszcie,ze moje dziecko jest najwazniejsze i reszte mam w nosie, bo
      kochane zyjemy w społeczeństwie a nie na prywatnej wyspie. Wszystkie dzieci są
      najwazniejsze, jednak będąc matka trzeba troche literatury musnąć o chorobach,
      objawach itd Ja do samej goraczki karetki nie wzywam(moje dziecko ma 40C przy
      kazdym wychodzącym zębie), chyba,że cos mnie naprawdę niepokoiłoby.
      Co do samego zachowania pielęgniarki, to chyba komentowac nie trzeba,skoro juz
      przyjechała uwagi powinna sobie odpuscić.

      • twinmama76 Re: Do Iwles i reszty 28.09.04, 15:44
        będąc matka trzeba troche literatury musnąć o chorobach,
        > objawach itd Ja do samej goraczki karetki nie wzywam(moje dziecko ma 40C przy
        > kazdym wychodzącym zębie), chyba,że cos mnie naprawdę niepokoiłoby.
        Hmmm, jestem co prawda niezbyt doświadczoną mamą, ale za to problemy z dziećmi
        mam podwójne. Wiem co nieco o chorobach (pewnie nie wszystko), wiem też, że
        moje dzieci nie mają "40 stopni przy każdym zębie", wogóle rzadko maja powyżej
        38,5 (wyjątkiem była 3-dniówka, ale z tego co wiem, ma się ja tylko raz). PO
        drugie nie miałabym pretensji, gdyby Pani dyspozytorka dała mi do telefonu
        lekarza, który po wywiadzie cos by powiedział, albo gdyby sie okazało, żę\e
        przyjadą później. PO trzecie, gdy dziecku z sepsą wychodza plamki, przeważnie
        jest już za późno. PO czwarte, do małego przyjechała karetka pediatryczna, a
        taka do zawałowców nie jeździ. PO czwarte jak juz ktos wcześniej zauważył,
        tematem postu nie była słusznośc wezwania pogotowia, ale zachowanie
        pielęgniarki.
        No, ale może żyjemy w kraju, w którym musimy przepraszać, że chorujemy?
        Złapałam się na tym, kiedy w czasie tej nieszczęsnej trzydniówki zamówiłam
        wizytę domową i MIAŁAM WYRZUTY SUMIENIA, że zawracam lekarce głowę (od razu
        dodam, że byłam sama z dziećmi i nie miałam kogo prosić o pomoc). Do tego
        stopnia, że zapytałam ile się należy! Tematem na inny post jest to, ile
        pieniędzy wydałam na prywatnegodentystę czy ginekologo(jak większość kobiet w
        Polsce raczej do państwowego nie chodzę). Dlatego nie będę przepraszać, że
        wezwałam pogotowie do dziecka. CZekam z utęsknieniem na chwilę, kiedy jasno
        będzie określone, co się komu należy w ramach ubezpieczenia, bo wtedy takie
        demagogiczne dyskusje nie będa miały racji bytu.
        • sakada Twinmama76... 28.09.04, 16:56
          "Tematem na inny post jest to, ile
          pieniędzy wydałam na prywatnego dentystę czy ginekologo(jak większość kobiet w
          Polsce raczej do państwowego nie chodzę)"

          Uważasz, że większość kobiet w Polsce chodzi do prywatnego ginekologa?
          Cóż... ciekawa teoria. Większość kobiet w Polsce niestety nie stać na prywatne
          wizyty. Różowe okulary radzę wywalić do śmieci, bo być może patrzenie przez nie
          jest przyjemne, ale jednocześnie bardzo zniekształcają obraz świata.
    • kachwi1 Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 15:05
      dziewczyny - po co się kłócić. dla nas wszystkich najważniejsze jest zdrowie
      naszych dzieci i naszej rodziny - to jest zupełnie normalne i nie ma co na
      siebie naskakiwać.
      każdy z nas płaci składki (koszmarnie duże w porównaniu do innych krajów) i w
      związku z tym ma prawo wymagać opieki lekarskiej - takiej czy innej.
      ja wolałabym, żeby nie odtrącali mi z pensji iluśtam procent - wolałabym sobie
      z tych pieniędzy wykupić abonament w prywatnej klinice (rezultat jest taki, że
      i z pensji odtrącają, i z prywatnej kieszeni za taki abonament płacę).
      dwa przypadki:
      1. jak trafiłam do szpitala na niekłańską z moim chorym dzieckiem na izbę
      przyjęć pani doktor wręcz NAKRZYCZAŁA na mnie, czemu tak długo czekałam -
      dziecko było w kiepskim stanie, a ja myślałam, że pomogę mu paracetamolem,
      okładami, chłodnymi kąpielami.
      2. do mojej siostry w nocy lekarz przyjechał, kiedy jej 3 miesięczny synek
      mocno gorączkował. lekarz był nieprzyjemny na zasadzie "po co mnie pani
      wzywała". rano maleństwo zmarło.
      pozdrawiam i życzę wszystkim dzieciaczkom dużo dużo zdrowia.
      kasia
    • donatta Dziewczyny!! 28.09.04, 15:58
      Ja rozumiem, że choroba własnego dziecka zawsze budzi spore emocje
      zdenerwowanych rodziców, ale nie popadajmy w obłęd!
      Gorączka jest tylko goraczką. W 99% przypadków to początek infekcji, choroby
      wirusowej lub bakteryjnej i przyjazd pogotowia nie jest potrzebny. Co innego,
      gdy zamiast spadać, gorączka szybko rośnie, nie działają środki na zbicie,
      okłady, chłodna kąpiel albo dziecko ma drgawki. Wtedy wezwanie karetki jest jak
      najbardziej na miejscu. Sama mam troje dzieci i przeżyłam niejedną gorączkę.
      Gdybym za każdym razem wzywała karetkę i toczyła pianę z ust, pewnie by mnie
      już zamknęliwink
      Suma sumarum, podpisuję się obiema rękoma pod postami dziewczyn, które uważają,
      że do zwykłej gorączki pogotowia się nie wzywa. Zwłaszcza, że czekają na nie
      naprawdę potrzebujący.
    • chocolaterie Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 16:06
      twinmamo, pielęgniarka zachowała się okropnie i rozumiem Twoje wzburzenie...

      Ja już wiem, że jako mamy dysponujemy różną odpornością ...niektóre z nas
      zachowują zimną krew w nagłych przypadkach, inne są wrażliwe i jak się coś
      złego dzieje z ich dzieckiem nic innego się w danej chwili nie liczy. Są
      również sytuacje trudne do oceny i od tego są lekarze (i pogotowie).
      Nie wiem twinmamo jaka Ty jesteś (pewnie raz taka, raz takasmile, ale skoro
      pogotowie przyjechało, naganne są tego typu komentarze pielęgniarki i kwita. No
      bo co, lepiej by było, żeby coś gorszego działo się z Szymonkiem? Wtedy PO NIC
      by nie jechali, prawda? (oczywiście ironizuję)

      Jestem jak najbardziej za zdrowym rozsądkiem i to w ogóle w wychowywaniu i
      opiekowaniu się dzieckiem. Jestem również mocno za...życzliwością, której
      brakuje nie tylko na pogotowiu...wink


      Pozdrawiam
      M.



    • aniasc Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 16:18
      A czy Ty specjalistka jestes, zeby wiedziec, ze 40stopniowa goraczka to taki tam
      drobiazg? Ja tez na Twoim miejscu tak bym sie zachowala. I nie ma nad czym
      dyskutowac. Na swiecie niesety zdarzja sie idiotki tego pokroju... W sumie
      dobrze, ze Twojemu dziecku nic sie nie stalo, bo wspolczuje, jakby takie babsko
      mialo sie nim zaopiekowac... Zreszta nawet jakbys jej uwage zwrocila to sadzisz,
      ze zrozumialaby? taka wazna pani wszechwiedzaca? madrzejsza od lekarza? Szkoda
      nerwow.
      pozdrawiam
    • olamad Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 16:38
      Wszyscy wiedzą, ze polska służba zdrowia nie cierpi na nadmiar pieniędzy. I ja
      to ROZUMIEM. Rozumiem, ze trzeba czekac na wizytę u specjalisty, USG czy inne
      badanie diagnostyczne - poprostu albo grzecznie "ustawiam się w kolejkę", albo
      płacę i idę prywatnie. Jedno, czego nigdy nie zrozumiem, to ludzka
      niezyczliwosc (patrz wspomniana pielęgniarka) i brak powołania niektórych
      lekarzy. Moja Mama była lekarzem, takim normalnym przyjmującym w przychodni
      rejonowej. Nigdy nie zdarzyło się, by odmówiła przyjąć jakiegoś pacjenta,
      niejednokrotnie przez to zostawała dłużej w pracy. Co więcej, gdy w nocy
      pacjenci dzwonili do nas do domu z jakimś problemem, to jak było trzeba, brała
      Tatę za fraki i jechała. I wiecie co? Nie brała za to ani grosza! Nie miała
      nawet prywatnego gabinetu, bo "niemiałaby sumienia brac pieniędzy od tych
      biednych ludzi". Ale takich lekarzy juz niestety nie ma. Ci co byli, to albo
      nie żyją (moja Mama), albo się zmienili. Mój Tata w tej chwili chodzi do dawnej
      przyjaciółki mojej Mamy i ona nawet nie próbuje udawać, że go zna. I nie chodzi
      mi tu o jakieś specjalne traktowanie, tylko o np. zmierzenie ciśnienia przy
      okazji wizyty. O wszystko trzeba prosić, o skierowanie błagac prawie na
      kolanach.
      Moja Mama umarła kilka lat temu i dopiero wtedy zostałam pacjentem publicznej
      służby zdrowia. Moje odczucia są różne. Kiedyś moje dziecko wymiotowało przez
      całą noc i w końcu, gdy już nie było z nią kontaktu wezwałam karetkę.
      Przyjechał NEUROCHIRURG, nawet brzucha jej nie pomacał, nie posłuchał.
      Stwierdził, ze mam jej dac gastrolit i paracetamol w czopku. Na moje
      stwierdzenie, że nie mam i jestem z nią sama (jak mam pojechać do apteki),
      odrzekł, że on nie wie co ja mam zrobic. Godzinę później pojechałam taksówką do
      szpitala, gdzie okazało się, ze Ula jest juz bardzo odwodniona i bez kroplówek
      niewiele mogłabym zdziałać.
      Ostatnio miałam przygodę z pomocą weekendową. Pojechałam do dyżurującej
      przychodni bo miałam podejrzenie, że strułam sie grzybami. Pani doktor mnie
      zbadała, stwierdziła, ze mam zapalenie oskrzeli, przepisała antybiotyk, ale
      także dała skierowanie do Akademii Medycznej, bo sprawę tych grzybów trzeba
      było jak najszybciej wyjaśnic. W szpitalu wszyscy byli dla mnie bardzo mili,
      nikt się nie krzywił, ze przyjechałam z dzieckiem (nie miałam z kim zostawić).
      Zrobili badania, dali kroplówę i po kilku godzinach wypuścili do domu,
      wczesniej upewniwszy się, czy mam receptę na antybiotyk.
      Wszystko zależy od człowieka. Gdy ktoś jest lekarzem z powołania lub poprostu
      dobrym człowiekiem, to żadne ograniczenia finansowe nie przeszkodza mu w
      pomaganiu ludziom. Lekarzem (pielęgniarką) trzeba być, a nie tylko pracowac w
      tym zawodzie.
      Pozdrawiam,
    • gloria2 Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 17:04
      Już kiedyś była dyskusja o bardzo podobnym przypadku na innym forum. Jeśli
      kogoś to interesuje, zachęcam do przeczytania.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=13209768&a=13209768
    • evelina28 Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 17:32
      Mnie rónież spotkalo takie niemiłe doświadczenie.Mój trzyletni synek zaczął
      wysoko gorączkować, podałam mu panadol a mimo to gorączka rosła w
      zastraszającym tempie do ponad 40 stopni.zdecydowaliśmy że nie ma co czekać
      dzwonimy na pogotowie. Pani dyspozytorka stwierdziła , że nie ma sensu wysyłać
      karetki bo i tak nie mają pediatry ,ale podała mi nr telefonu do ambolatorium
      gdzie całonocny dyżur ma właśnie pedatra. Pełna nadzieji dzwonie więc tam.Na
      polaczenie czekam 10 minut (szczegół).W końcu odbiera pielęgniarka przeprowadza
      ze mną szczegółowy wywiad ,co dziecku dolega itd. wreszcie stwierdza:no dobrze
      w tej sytuacji obudzę pania doktor.JEST GODZINA 23. Po 5 min do telefonu
      podchodzi lekarka, słysze jej podirytowany głos : no słucham. kolejny juz raz
      opisuję co dolega mojemu dziecku,jakie leki mu podałam. lekarka próbuje ustalić
      następną dawkę leku i głośno mówi 15 razy 300....chwila ciszy a potem do
      mnie: nnnno szybciej niech pani liczy bo tak mnie pani obudziła ze nie jestem
      w stanie myśleć.Nie wierzę w to co słyszę i choć mam bardzo chęć coś jej
      powiedzieć (lecz szybko myślę , że nie wiem czy dzisiejszej nocy nie będę
      jeszcze raz potrzebować jej pomocy) mówię tylko ;wybaczy panii ale ja również
      nie jestem w stanie w tej chwili logicznie myśleć.Ustalamy w końcu kolejną
      dawkę leku. Na moją propozycję , że może zastosować chłodne okłady lub letnią
      kąpiel słyszę ; czy pani jest nienormalna chce pani wprowadzić dziecko w szok
      termiczny??!!! Ja nienormalna?, przemilczam i to. Stwierdza w końcu że owszem
      można dziecko wykąpać w letniej wodzie.robię wszystko według zaleceń. Gorączka
      spada ,rano idziemy do naszej kochanej pani pediatry, zawsze uśmiechniętej i
      pogodnej.Umawiamy się ,ze jeszcze kiedyś w takiej awaryjnej sytuacji mogę
      dzwonić do niej o każdej porze dnia i nocy do domu.Są jeszcze prawdziwi
      LEKARZE. Ja po prostu tamtego dnia miałam pecha
    • reszka2 Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 28.09.04, 21:23
      W Polsce miłościwie nam panuje dalej pogląd, że pogotowie ratunkowe jest od
      leczenia ludzi. Nigdzie na świecie nie spotyka sie lekarza w karetce, tam są
      paramedycy - u nas to się nazywa ratownicy medyczni. Pogotowie powinno byc
      wezwane w stanie zagrożenia zycia, ma za zadanie ustabilizowanie delikwenta i
      dowiezienie go do najbliższego szpitala. Nie przepisuje leków, nie wystawia
      zwolnień, nie sugeruje dalszej diagnostyki. Ale tego tutaj i tak nikt nigdy nie
      pojmie.
      Chyba że. Chyba że lekarz pierwszego kontkaktu podpisze z pogotowiem umowę na
      opieke nad pacjentami w czasie gdy przychodnia jest zamknięta (święta,
      niedziele, soboty, nocki). Wtedy, owszem, przyjeżdża zespół wyjazdowy, czyli
      wizyta domowa na kółkach. Poza tym jak wyżej - recepta do reki, i do apteki
      dyżurnej, ewentualnie wezwanie kolegów z eRki i transport do szpitala.

      Komentarz pani pielęgniarki był niemiły, pomyśleć to sobie pomyślała,
      przemilczeć mogła.

      Niedawno zaczęłam dyżury w pogotowiu. Ludzie, zastanówcie się czasem, po co
      dzwonicie.
      • wieczna-gosia Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 29.09.04, 08:57
        Sie zgadzam.
        Ale zgadzam sie z judyta ze dyspozytorow kompetentnych powinni posadzic za
        konsolami- jak sie oglada reality TV i procedure wzywania pogotowia to
        procedura przyjecia zgloszenia potrafi trwac bardzo dlugo, bo bardzo
        szczegolowo sie wypytuja.
        • le_lutki Re: Chore dziecko i pogotowie - szlag mnie trafił 29.09.04, 09:47
          To mi przypomina scene z ostatniej wizyty okresowej z Grubciem u pediatry - mam
          nadzieje, ze tym razem nikt mnie nie objedzie za przytaczanie
          realiow "niepolskich", ale procedura wzywania byla bardzo bardzo dluga, wiec
          tak dla porownania: czekamy u pediatry w poczekalni. Przychodzi po chwili inna
          mama do innego pediatry, z dzieckiem w nosidelku, ktore wrecz leci na ziemie,
          bo zaslabla. Polozylismy ja na materacykach dla dzieci w poczekalni, dostala
          stezenia palcow dloni, ciezko oddychala, nie mogla sie poruszyc, bala sie o
          dziecko, o siebie. Po chwili dotarl jej maz. Wszyscy debatujemy nad kobieta no
          i oczywiscie dzwonimy po straz pozarna - tutaj to tzw "pierwsza pomoc". Po 45
          minutach (SIC!) "wywiadu" przez telefon komorkowy meza powiedzieli, ze sie nie
          kwalifikuje i zeby poczekac, jesli cos sie dodatkowo bedzie dzialo to znow
          dzwonic to przyjada. Koniec koncow pania zajal sie jeden z pediatrow, po
          godzinie jakos sie pozbierala i wstala. A do lekarza musiala sie wybrac sama...
          Ja sama nie wiem, czy ten "wywiadowca" po drugiej stronie byl niekompetentny
          czy tylko bardzo ostrozny i dokladny, ale nam czekajacym, a zwlaszcza tej
          kobiecie czas sie niewatpliwie dluzyl...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka