Dodaj do ulubionych

Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie

26.06.16, 10:30
Polecam tekst
W nim o gimnazjach, reformie i przedewszystkim analiza przyczn nieczytania polskich uczniów.
Autor pisze między innymi tak: "Z jednej strony zauważalne jest, że nieczytający łatwiej się poddają manipulacji socjotechnicznej (od polityki po konsumpcję), z drugiej - zachodzi dziwna koincydencja, że... PKB jest wyższe w krajach, w których odnotowuje się intensywniejsze czytelnictwo. No i zauważalna jest relacja między czytaniem a wynikami, również z innych przedmiotów, nie tylko z polskiego".
Oraz tak:"Nie może oczekiwać, że młody człowiek z ochotą będzie czytał wszystkie klasyczne pozycje, obecne w dydaktyce od dziesięcioleci, które są dla niego zupełnie obce, niekiedy wręcz nieczytelne (z uwagi na język, jakim on wcale się nie posługuje, a także z uwagi na opisywany świat). Nauczyciel musi być elastyczny i dostosowywać lekturę do zainteresowań, oczekiwań, potrzeb i gustów swoich uczniów. Zarazem powinien rozbudzać zainteresowania i kształtować gusty. Kwadratura koła? Poniekąd.
Szkoła, żeby młodego człowieka zachęcić (nie tylko przymusić) do czytania, powinna pracować nad wyrobieniem w nim motywacji wewnętrznej do podjęcia lektury. Przed nauczycielem stoi zatem ogromne wyzwanie. W szkole podstawowej i w dużej części w gimnazjum najważniejsze jest odwołanie do zainteresowań i wrażliwości uczniów. Dlatego dobrze jest lekturę indywidualizować: nie każdy uczeń i nie każda uczennica w klasie muszą czytać to samo. Jako ludzie się różnimy, czemu nie pozwalamy różnić się dzieciom, gdy wchodzą w role uczniów? To tylko jedna z możliwości, nie miejsce tu na przedstawianie rozmaitych pomysłów, jakie mają ci nauczyciele, którzy z sukcesem zachęcają do czytania.




Obserwuj wątek
    • taki-sobie-nick A co jest na listach lektur 26.06.16, 18:53
      w tych wspaniałych krajach, gdzie dzieci w szkole CZYTAJĄ, a PKB jest wyższe?
      • livia.kalina Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 19:25
        ciekawe pytanie
      • hemp_plant Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 19:43
        ty nic nie rozumiesz. tam nie ma list lektur.
        a stawia się na współczesną literaturę, koncentruje bardziej na zadawaniu pytań i szukaniu na nie odpowiedzi- bardziej na samym procesie niz na wyniku.
        celem edukacji powinno byc wychowanie czytelnika, a nie tak jak teraz- wychowanie konsumenta bryków jakiś staroci sad
        • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 19:49
          hemp_plant napisał(a):

          > ty nic nie rozumiesz.

          Jeśli już, to "nic nie wiesz". tongue_out


          tam nie ma list lektur.

          ale jakieś SUGESTIE chyba są?


          > celem edukacji powinno byc wychowanie czytelnika, a nie tak jak teraz- wychowan
          > ie konsumenta bryków jakiś staroci sad

          pewnie, konsument popliteratury to zupełnie co innego tongue_out
          • hemp_plant Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 19:53
            na ten moment mamy konsumentów bryków tongue_out
            lepiej czytać popliteraturę niż nie czytać nic- a to się teraz dzieje. kto jest za to odpowiedzialny? szkoła.
            jeżeli się czyta- to do bardziej wymagającej literatury można dorosnąć. jeżeli się nie czyta- to nie. i z tym mamy do czynienia.
            • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:00
              hemp_plant napisał(a):

              > na ten moment mamy konsumentów bryków tongue_out
              > lepiej czytać popliteraturę niż nie czytać nic- a to się teraz dzieje. kto jest
              > za to odpowiedzialny? szkoła.

              Taaaak, oczywiście, wcale nie rodzice ani inne czynniki, o których pisze poniżej mid.week. Mówię o WSPÓŁodpowiedzialności.

              No i gdzie te sugestie lektur w krajach, gdzie w szkołach się czyta?



              > jeżeli się czyta- to do bardziej wymagającej literatury można dorosnąć. jeżeli
              > się nie czyta- to nie. i z tym mamy do czynienia.
              >
              • taki-sobie-nick O cholera, ale literatura współczesna! 26.06.16, 20:05
                www.bildung-staerkt-menschen.de/service/downloads/Sonstiges/literatur/Empfehlung_GY.pdf
                Tytuł "Wprowadzenie w listę lektur polecanych w gimnazjum".
                • anetchen2306 Re: O cholera, ale literatura współczesna! 28.06.16, 12:02
                  To sa lektury POLECANE, nie OBOWIAZKOWE. Roznica dla mnie ogromna.
                  Moj syn, uczen 10 klasy Gymnasium, z listy tej mial w ciagu ostatnich 6 lat nauki az ... 4 pozycje. I to w polaczeniu z lektura czasow wspolczesnych (nie starsza niz 5-10 lat), coby mlodziez miala porownanie, jak na dany temat zapatrywano sie 100 lub 200 lat wczesniej, jak obecnie ten problem jest w literaturze postrzegany. A czytaja srednio jedna pozycje lakturowa na miesiac, czyli 90% ich lektur, to lektury literatury mlodziezowej wspolczesnej. Nauczeciel w De moze baaardzo swobodnie wplywac na to, co jego uczniowie powinni przeczytac.
                  Inaczej tez wyglada omawianie lektur lub pisanie testow/prac klasowych z lektury. Prace taka pisza z ksiazka w rece, moga z niej cytowac, wyszukiwac odpowiednie fragmenty dla poparcia swej argumantacji.
                  • anetchen2306 Re: O cholera, ale literatura współczesna! 28.06.16, 12:09
                    I jeszcze na lekcjach jezyka obcego tez przerabiaja lektury (polecane wg gustu i pomyslu nauczyciela). Srednio jedna pozycja (jakies 60-100 stron) co 2 mce. Mlody czytal ostatnio dwie pozycje mlodziezowe w jezyku angielskim i dwie we francuskim.
              • beataj1 Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:11
                Ci którzy mają czytających rodziców mają zapewnie łatwiej.
                problem polega na tym że jest całkiem spore grupa dzieciaków, która czytających rodziców nie ma. I to właśnie szkoła powinna choć próbować zaszczepić w dzieciakach pomysł że czytanie jest fajne i że może być inspirującą rozrywką.

                Mogą sobie czytać popliteraturę. Chodzi o to, że czytanie (nawet takiej literatury) pobudza wyobraźnie, uczy czytania ze zrozumieniem i wyciągania wniosków. To są umiejętności przydatne w normalnym życiu.

                Nie wyobrażam sobie by czołganie dzieciaków Sienkiewiczem, Konopnicką czy innymi ramotami (nawet najwyższych lotów i najwartościowszymi) nauczyło dzieciaków czegokolwiek poza tym, że czytanie to udręka, którą trzeba przetrwać i potem poza szkołą unikać ile wlezie.
                • hemp_plant Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:17
                  "Nie wyobrażam sobie by czołganie dzieciaków Sienkiewiczem, Konopnicką czy innymi ramotami (nawet najwyższych lotów i najwartościowszymi) nauczyło dzieciaków czegokolwiek poza tym, że czytanie to udręka, którą trzeba przetrwać i potem poza szkołą unikać ile wlezie. "
                  NO dokładnie tak. a ku temu to zmierza....
                  • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:24
                    hemp_plant napisał(a):

                    > "Nie wyobrażam sobie by czołganie dzieciaków Sienkiewiczem

                    Kto to pisał? Kto czołga czytelników taką rekcją?
                • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:39
                  Ale przeciez dziecko nie musi czytac tylko tych "ramot" normalny czytacz takie cos machnie miedzy Piegusem a HP - bo czytanie nie jest meka. Gorzej jak ktos w ogole nie czyta i jedyna ksiazka ktora wezmie do teki to obowiazkowa - wtedy kicha uncertain
                  • beataj1 Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:45
                    O Sienkiewiczu pisałam nie bez kozery. Moja kuzynka cały maj męczyła W pustyni i w puszczy. Generalnie dziewczynka czyta dosyć dużo (na ile ja z zewnątrz mogę ocenić) a tą książkę męczyła chyba z miesiąc. Wszędzie ją zabierała i siadała do niej z wyraźnym obrzydzeniem (nie dziwie się).
                    Sama nienawidziłam tych wszystkich Sienkiewiczów i chyba tylko cudem nie zraziłam się do czytania dokumentnie traktowana tymi arcydziełami.

                    Co ciekawe dzięki niej zobaczyłam jak teraz wydawane są lektury - książka niemalże na każdej stronie miała wytłuszczenia i uwagi na marginesach w stylu "opis przyrody", "charakterystyka Stasia" itd. Generalnie cała robota była wykonana już na etapie składania tekstu. Co ja bym dała kiedyś za takie przygotowanie lektur...
                    • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:55
                      No a ja sie zaczytywalam w Sienkiewiczu i w ogole watek polskiego plaszcza i szpady pozeralam - tylko Krzyzacy mi jakos nie podeszli. W pustyni i w puszczy tez lubilam czytalam 5 razy - no i kto z nas ma racje?
                      • beataj1 Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:02
                        No ale własnie o to chodzi by dać dzieciakom wybór a nie wciskać im tego co się ewidentnie nie podoba. O ile nie będę się upierać nad zmianami w listach lektur w gimnazjum czy liceum ale tam gdzie nawyk się dopiero wykształca fajnie by było dać dzieciakom wybór.
                        Ci co lubią niech czytają Sienkiewicza a reszta coś atrakcyjnego dla nich.
                      • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:06
                        Nikt. I dlatego lepiej jest pokazać dzieciom do wyboru kategorie: ksiązki przygodowe, ksiązki podróżnicze, ksiązki z dziedziny "fikcja historyczna' niż wmuszać akurat Sienkiewicza.
                        Ktos wybierze Sienkiewicza, ktos "Śliczną Tamit", a ktoś inny jeszcze coś innego.
                        • beataj1 Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:12
                          Mogę podać przykład osobisty - choć mniej dotyczący zachęcania najmłodszych do czytania.
                          Przez lata nienawidziłam poezji. Po pierwszy wersach dowolnego wiersza wpadałam w katatonię z nudów.
                          Aż tu nagle odkryłam poezję śpiewaną - te samie wiersze, które budziły co najwyżej znudzenie okazały się naprawdę ciekawe i fajne.

                          A może jakby mi to ktoś wcześniej pokazał to bym naprawdę polubiła poezję.
                  • mikams75 Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:47
                    ale tu chodzi o nauczynie dzieci czytania dla przyjemnosci szczegolnie w poczatkowyh latach, kiedy dziecko czyta slabo i musi wkladac w czytanie wiecej wysilku. Dopiero po jakims czasie czyta dziecko z latwoscia i dla przyjemnosci. Ale jak na etapie nauki usprawniania czytania jest zmuszane do czytania ksiazek, ktore mu sie nie podobaja, to go to czytanie po prostu meczy. I kolo sie zamyka - dziecko niechetnie cwiczy czytanie, ksiazki kojarza mu sie z nuda, przymusem i ciezka harowka wiec unika nielubianej czynnosci. Bez czytania nie nauczy sie czytac z latwoscia.
                    Dla dziecka slabo czytajacego przebrniecie przez lektury jest ciezka robota. Na czytanie innych ksiazek nie wystarcza juz czasu, o motywacji nie wspominajac.
                    • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:51
                      mikams75 napisała:

                      > ale tu chodzi o nauczynie dzieci czytania dla przyjemnosci szczegolnie w poczat
                      > kowyh latach, kiedy dziecko czyta slabo i musi wkladac w czytanie wiecej wysilk
                      > u.

                      Piszecie, jak gdyby trzytomowe powieści były normą w początkowych klasach podstawówki.
                      • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:53
                        Byl o tym kiedys watek - dla genialnego dziecka ematki Sierotka Marysia to ramota nie do pokonania niezrozumiala totalnie i nalezy ja natychmiast skreslic z listy lektur
                        • beataj1 Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:05
                          Ale tu nie chodzi o zrozumienie - nie takie głupotki człowiek w toku nauki musi zrozumieć i przyswoić. Chodzi o to by pokazać że czytanie jest fajne, ciekawe, cool itd. Także tym dzieciakom, które nie mają zaplecza w postaci czytających rodziców.

                          Dużo można powiedzieć o Sierotce Marysi czy Psie, który jeździł koleją ale nie to że są fajne.
                          • iwoniaw Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:11
                            Sierotka to rzeczywiście kosmos dla współczesnego dziecka (i nie tylko dziecka), ale pies, który jeździł koleją nadal się sprawdza.
                            • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:13
                              iwoniaw napisała:

                              > Sierotka to rzeczywiście kosmos

                              A jakie bajki czytasz dzieciom?
                              • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:27
                                A Ty masz w ogóle dzieci?

                                (I dzieciom niekoniecznie trzeba czytać "bajki").
                                • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:34
                                  mdro napisała:

                                  > A Ty masz w ogóle dzieci?

                                  Nie mam. Pisałam już dlaczego.

                                  O ile mi wiadomo, "Sierotka Marysia" to bajka dla dzieci.

                                  Co zatem czytacie małym dzieciom?
                                  • hemp_plant Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:39
                                    czytamy inne rzeczy big_grin rany, sierotka marysia to okropieństwo- żadne arcydzieło poza tym.
                                    • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:43
                                      hemp_plant napisał(a):

                                      > czytamy inne rzeczy big_grin

                                      Jakie?
                                      • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:45
                                        Rózne. Pytanie jest iiotyczne wobec bogactwa wyboru, ale skoro się upierasz....
                                        Osobiście - Kota Findusa. Pana Kuleczkę. Wszystko Pii Lindenbaum. Sznurkową historię. Flagellino.
                                        • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:48
                                          olena.s napisała:

                                          > Rózne. Pytanie jest iiotyczne wobec bogactwa wyboru, ale skoro się upierasz....

                                          No właśnie mnie chodzi o to, co czytacie OSOBIŚCIE, a nie o ofertę rynkową. tongue_out



                                          > Osobiście - Kota Findusa. Pana Kuleczkę. Wszystko Pii Lindenbaum. Sznurkową his
                                          > torię. Flagellino.
                                          • iwoniaw Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:49
                                            O dzieci w jakim wieku ci chodzi?
                                          • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:50
                                            Ale to już pare dobrych lat, ja np. ledwo pamiętam. Oferta jest bardzo szeroka, są masy doskonałych książek, czy to krajowyh czy tłumaczeń, i jeżeli da się dzieciom szanse (najtaniej - biblioteka i prawo samodzielnego wyboru), to naprawde, naprawdę, świat nie kończy się na jakiś pomarszczonym kanonie....
                                            • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:55
                                              wyboru), to naprawd
                                              > e, naprawdę, świat nie kończy się na jakiś pomarszczonym kanonie....

                                              Gdzieś słyszałam, że baśnie pomagają dzieciom w rozwoju, no ale to zapewne pomarszczona bzdura. tongue_out (Po polsku to będzie - archaiczne wyobrażenie.)
                                              • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:01
                                                To źle słyszałaś. Baśnie to nie jest zamknięty zbiór tekstów braci Grimm tylko pewien typ opowieści z przesłaniem. Masz setki wersji, tradycyjnych i nietradycyjnych, psychologicznych i postmodernistycznych, uładzonych po disneyowsku i zdekonstruowanych (ach, jakże miło wspominam "Królewnę z Pionca która pracowała naukowo", albo też opowieść o księżniczce, która po nocach uczyła się fechtunku i w odpowiednim momencie zadała paternalistycznym i dynastycznym planom tatusia coup de grace). Nie ma obowiązku, żeby osoba A lubiła to samo, co lubi osoba B.
                                              • zuleyka.z.talgaru Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:01
                                                Poczytaj sobie co ma w tym temacie do powiedzenia Bettelheim smile
                                                • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:05
                                                  Czytałam, czytałam. Jednakowoż nie jest to Pismo Święte osobiście sporządzone przez Archanioła Gabriela.
                                                  • zuleyka.z.talgaru Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:10
                                                    Nie pisałam do Ciebie. To raz. Po drugie - Bettelheim odnosi się do baśni LUDOWYCH...
                                                  • menodo Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:16
                                                    Nie czytała.
                                                  • zuleyka.z.talgaru Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:18
                                                    Ale która? taki-sobie-nick czy olena.s?
                                                  • menodo Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:38
                                                    Olenka - znudzona mamusia uczennicy, miłośniczka wikipedii.
                                                  • zuleyka.z.talgaru Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:46
                                                    Najwyraźniej. Prześledziłam wpisy w tym wątasku i zdaje się, że masz rację.
                                                  • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:21
                                                    Alez wiem, wiem. Tylko zauważ, że dorobek Bettelheima jest delikatnie mówiac dość mocno kontestowany - nie jest bynajmniej wyrytym w skale przykazaniem. Zaś co do ludowości, to o ile jeszcze jakoś kojarzę, Bettelheim wyróżnił baśnie jako opowieści zawierające pewne konkretne cechy umiejscowienia bohatera i jego losów, które umożliwiają czytelnikowi pewne reakcje. I bardzo fajnie, ale ten zestaw naprawdę nie nalezy do zamkniętego na skobel rozdziału literatury.
                                                  • zuleyka.z.talgaru Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:45
                                                    No i?
                                        • memphis90 Re: A co jest na listach lektur 29.06.16, 14:39
                                          >Osobiście - Kota Findusa.
                                          Kota Findusa kochamy całą rodziną miłością niemierzalną...!
                              • iwoniaw Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:38
                                A jakie bajki czytasz dzieciom?

                                Nie czytam dzieciom "bajek" (sierotki M. do takowych zresztą bym nie zaliczyła), jako że są już w wieku szkolnym i przeważnie czytają sobie same. Gdy były całkiem małe, różne książki im czytałam, stąd wiem, że niektóre, zdawać by się mogło, starocie, nadal się bronią, a inne zupełnie nieładnie się zestarzały i są dziś kompletnie archaiczne albo i niezrozumiałe.
                                "Psa" akurat miały na liście lektur (w 2. lub 3. klasie) i się podobał, "Sierotki" szczęśliwie nie mieli - szczęśliwie, bo jest to książka, której kilkuletnie dziecko, nawet bardzo obyte z literaturą w ogóle, nie jest po prostu w stanie zrozumieć bez tony przypisów historycznoliterackich i objaśnień językowych.
                                • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:44

                                  bez tony przypisów historycznoliterackich i objaśnień językowych.
                                  >
                                  Możesz podać kilka przykładów spośród tej tony?
                                  • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:55
                                    "zima była tak ciężka i długa, że miłościwy Błystek, król krasnoludków, przymarzł do swojego tronu. Siwa jego głowa uczyniła się srebrną od szronu, u brody wisiały lodowe sople, brwi najeżone okiścią stały się groźne i srogie; w koronie, zamiast pereł, iskrzyły krople zamarzniętej rosy, a para oddechu osiadała śniegiem na kryształowych ścianach jego skalnej groty. Wierni poddani króla, żwawe krasnoludki, otulali się jak mogli w swoje czerwone opończe i w wielkie kaptury. Wielu z nich sporządziło sobie szuby i spencery z mchów brunatnych i zielonych, uzbieranych w boru jeszcze na jesieni, z szyszek, z huby drzewnej, z wiewiórczych puchów, a nawet z piórek, które pogubiły ptaszki, lecący za morze"
                                    • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:58
                                      Albo o, opis krasnoludków:

                                      "Sam to naród nieduży: jak krasnoludek but chłopski obaczy, staje, otwiera gębę i dziwuje się, bo myśli, że ratusz. A jak w kojec wlezie, pyta: ?co za miasto takie i którędy tu do rogatek?? A wpadnie w kufel kwarciany, to wrzeszczy: ?Rety! bo się w studni topię!?".

                                      Już naprawdę nie wspominając o samych realiach, których ta opowieść się dzieje...
                                    • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:00
                                      Jak dzieci mają się rozwijać, skoro język ma być dostosowany do ich poziomu cały czas?

                                      We fragmencie, który przytoczyłaś znalazłam cztery słowa, które mogą powodować pytania.
                                      I wtedy należy sprawdzić ich znaczenie, albo zapytać rodziców.
                                      • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:05

                                        > We fragmencie, który przytoczyłaś znalazłam cztery słowa, które mogą powodować
                                        > pytania.
                                        > I wtedy należy sprawdzić ich znaczenie, albo zapytać rodziców.

                                        Ratusze, kufle i kojce istnieją do dziś.
                                        • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:06
                                          Nie pisałam o tym fragmencie.
                                      • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:17
                                        Co to znaczy:
                                        - "Sam to naród nieduży" i dlaczego naród?
                                        - obaczy
                                        - dziwuje się
                                        - kojec - jaki kojec? taki dla dzieci?
                                        - rogatki
                                        - dlaczego kwarciany?
                                        - jak wygląda studnia i dlaczego się w niej można utopić?
                                        • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:21
                                          Pytasz mnie o coś?

                                          Gdyby moja córka o to zapytała w stosownym momencie po prostu bym jej wyjaśniła.
                                          Studnią mnie dobiłaś.
                                          • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:27
                                            Pokazuję, co w tych trzech zdaniach może sprawić dzisiejszemu dziecku trudność. I tak, studnia też. Nawet na wsiach, jeśli gdzieś jeszcze studnia jest, to obudowana.
                                            • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:28
                                              Przesadzasz jak diabli.
                                              • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:38
                                                Naprawdę myślisz, że - poza skansenami - współczesny parolatek łatwo gdzieś zobaczy klasyczną studnię, taką z kołowrotem i wiadrem na sznurze/łańcuchu?
                                                • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:39
                                                  Owszem. Nawet wiem gdzie.
                                                  • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:42
                                                    Gdzie?
                                                  • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:44
                                                    Naprawdę mam ci wypisywać nazwy wszystkich wsi?!
                                                  • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:48
                                                    Aha, więc w "jakichś" wsiach, których nazw nie chcesz podać. Więc trzeba na tę konkretną wieś pojechać. Ba, wiedzieć, na czyim podwórku taka studnia jest i tam wejść i zobaczyć - bo one od frontu raczej nie stoją. Jakoś nie wydaje mi się, by przeciętne polskie dziecko odbywało takie wycieczki.
                                                  • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:52
                                                    I znowu przesadzasz. big_grin

                                                    Mieszkam od urodzenia w mieście, rodziny na wsi nigdy nie miałam, ale studnia to tak oczywiste słowo, że bawi mnie twoja aktywność na tym polu.

                                                    Gdybyż to był spencerek.
                                                  • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:00
                                                    Jesteś dorosła. Mowa o dzieciach. I jakoś nie widzę odpowiedzi na pytanie, w jakich to wsiach tak łatwo można studnie zobaczyć.

                                                    Tak, moje dzieci jako dzieci studnie widziały. W tym czy innym skansenie. Albo (jak pisze niżej ichi) na zamkowym dziedzińcu. W wiejskim gospodarstwie już nie.
                                                  • 1234wxyz Re: A co jest na listach lektur 27.06.16, 13:26
                                                    No już bez przesady. W ten sposób właściwie można w ogóle nie czytać, bo nie ma takiej książki, w której byłyby same znane słowa. Nie rozumiem też problemu ze studnią- jak dziecko nie wie to się mu tłumaczy i finito. Nie jest to żaden archaizm, tylko najzwyklejsze słowo, którego dziecko może nie znać. W każdej, dosłownie w każdej książce dziecko spotka nieznane słowa i między innymi po to się je czyta - żeby ten zasób słownictwa wzbogacić.
                                                    Całe moje pokolenie i kilka wcześniejszych zaczytywało się w "Ani z Zielonego Wzgórza". Jako mieszkanka typowo peerelowskich bloków pojęcia nie miałam czym jest facjatka, ale jakoś w odbiorze mi (ani żadnej z koleżanek) to nie przeszkadzało.
                                                • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:55
                                                  No moje dziecko widzialo. Wzoraj na zamku w Gniewie big_grin nawet mnie zaskoczyl bo nagle zaczal spiewac "ding dong bell pussy's in the well" big_grin
                                                  • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:58
                                                    A czyli to znaczy ze studnie jako taka znal wczesniej skoro skojarzyl z piosenka
                                        • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:22
                                          mdro napisała:

                                          > Co to znaczy:
                                          > - "Sam to naród nieduży" i dlaczego naród?

                                          Nie wiem. Jako dziecko pomijałam niektóre słowa i czytałam dalej.

                                          > - obaczy
                                          > - dziwuje się
                                          > - kojec - jaki kojec? taki dla dzieci?

                                          Rozmiarem pasuje. tongue_out

                                          > - rogatki
                                          > - dlaczego kwarciany?

                                          > - jak wygląda studnia i dlaczego się w niej można utopić?

                                          Są książki z przypisami na marginesach. Nie wiem, w jakim wieku, ale zorientowałam się, co to jest studnia i dlaczego się w niej można utopić. Jestem miejska. tongue_out
                                        • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:08
                                          Nieznajomosc slow ktore podalas nie uniemozliwia zrozumienia telstu - narod w sensie lub i dzis sie uzywa (bylo duzo narodu) obaczy (mozna wpasc na to ze podobne do zobaczy) dziwuje sie (od dziwi) kojec (nawet jak pomysli ze to kojec dla dzieci sens zostaje ten sam) kwarciany (widac po formie ze to przymiotnik do kubek wiec dokladne znaczenie obojetne - tez nie utrudnia zrozumienia) rogatki ja uzywam ciagle nie widzialam ze to trudne slowo studnia to juz w ogole - dzieci przeciez "studzienke" chyba widzialy i wziawszy pod uwage z jaka ostroznoscia wiekszosc omija chyba wyczuwaja tam niebezpieczenstwo
                                          • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:09
                                            Lud nie lub oczywiscie uncertain
                                        • miliwati Re: A co jest na listach lektur 27.06.16, 08:40
                                          mdro napisała:

                                          > Co to znaczy:
                                          > - "Sam to naród nieduży" i dlaczego naród?
                                          > - obaczy
                                          > - dziwuje się
                                          > - kojec - jaki kojec? taki dla dzieci?
                                          > - rogatki
                                          > - dlaczego kwarciany?
                                          > - jak wygląda studnia i dlaczego się w niej można utopić?

                                          Masz całkowitą rację. Dziecko nie powinno być wystawiane na działanie takich skomplikowanych słów. Słowo powinno mieć najwyżej trzy sylaby i odnosić się wyłącznie do rzeczy dziecku znanych. Inaczej może wywołać wstrząs.
                                          • mid.week Re: A co jest na listach lektur 27.06.16, 11:54
                                            Nie chodzi o szok lub przegrzanie mózgu, tylko o przyjemność. Pracować można w kamieniolomie albo czyszcząc szambo, ale czy ta praca sprawiałaby ci frajdę i dawała satysfakcję? A jeśli tobie tak to czy komuś innemu również? Skoro dorośli mogą wybierać sobie zajęcia wedle gustu to czemu u licha dzieci nie mogą wybierać sobie lektur na miarę swoich aktualnych zainteresowań, możliwości i chęci....?
                                            • miliwati Re: A co jest na listach lektur 27.06.16, 12:28
                                              mid.week napisała:

                                              > Nie chodzi o szok lub przegrzanie mózgu, tylko o przyjemność. Pracować można w
                                              > kamieniolomie albo czyszcząc szambo, ale czy ta praca sprawiałaby ci frajdę i d
                                              > awała satysfakcję? A jeśli tobie tak to czy komuś innemu również? Skoro dorośli
                                              > mogą wybierać sobie zajęcia wedle gustu to czemu u licha dzieci nie mogą wybie
                                              > rać sobie lektur na miarę swoich aktualnych zainteresowań, możliwości i chęci..
                                              > ..?

                                              To by czytały wyłącznie "Baśniobór" i "Equestria Girls", a co bardziej spaczone to jakąś Holly Webb. Nie bronię akurat smędzącej Marysi, ale szkoła i owszem, powinna pokazać dziecku także i to, że są książki pisane dawniejszym językiem niż "Felix, Net i Nika". I że to się da przeczytać.
                                              • olena.s Re: A co jest na listach lektur 27.06.16, 12:42
                                                ale szkoła i owszem,
                                                > powinna pokazać dziecku także i to, że są książki pisane dawniejszym językiem n
                                                > iż "Felix, Net i Nika". I że to się da przeczytać.
                                                A jasne, że tak. Tylko - i tu kłaniam się uniżenie ja a także pewnie i autor wyjściowego tekstu - pada pytanie, jak mianowicie zrobić to tak, żeby dzieci zachęcać a nie zniechęcać. Moim zdaniem należy dawać wybór. Skoro mówisz o "Felixie" to masz na myśli czytelników mniej więcej 10-12 letnich. No to niech wybierają spomiędzy jakiegoś Gomulickiego, jakiegoś Kiplinga, jakiegoś Tarkingtona, nawet jakiejś Alcot - niech sobie wybierają indywidualnie pozycje napisane w sensownie wybranym okresie.

                                                > To by czytały wyłącznie "Baśniobór" i "Equestria Girls", a co bardziej spaczone
                                                > to jakąś Holly Webb.
                                                Nie doceniasz ludzi.
                                          • olena.s Re: A co jest na listach lektur 27.06.16, 12:35
                                            Zmiłuj się. Małemu dziecku możesz czytać Konopnicką na głos, o ile wiem, żadne prawo tego nie zabrania, nawet jeżeli dzisiejszy rodzic wzdragaby się przed zapoznaniem przedszkolaka z wyznaniami ojca-nędzarza opisującego śmierć głodową swoich dzieci.
                                            Ale nim twój słuchacz wyuczy się na tyle, żeby z przyjemnością wciągnąć tekst o takiej długości i takim poziomie komplikacji leksykalnej, ("Chodzili (...)z partesa stąpający bosymi nożętami, precz wyglądając owej Wielkanocy i owego wieprzka.") najprawdopodobniej przerośnie treść opowieści, która zwyczajnie śmiertelnie go znudzi.
                                            Dziecko powinno czytać ciut powyżej swojej bieżącej wiedzy - chyba że samo z determinacją i fascynacją garnie się do bardziej złożonego tekstu.
                                    • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:01
                                      mdro napisała:

                                      > "zima była tak ciężka i długa, że miłościwy Błystek, król krasnoludków, przymar
                                      > zł do swojego tronu. Siwa jego głowa uczyniła się srebrną od szronu, u brody wi
                                      > siały lodowe sople, brwi najeżone okiścią stały się groźne i srogie; w koronie,
                                      > zamiast pereł, iskrzyły krople zamarzniętej rosy, a para oddechu osiadała śnie
                                      > giem na kryształowych ścianach jego skalnej groty. Wierni poddani króla, żwawe
                                      > krasnoludki, otulali się jak mogli w swoje czerwone opończe i w wielkie kaptury
                                      > . Wielu z nich sporządziło sobie szuby i spencery z mchów brunatnych i zielonyc
                                      > h, uzbieranych w boru jeszcze na jesieni, z szyszek, z huby drzewnej, z wiewiór
                                      > czych puchów, a nawet z piórek, które pogubiły ptaszki, lecący za morze"
                                      >
                                      Okiść, opończa, szuba, spencer, bór.

                                      No chyba że sopli też dzieci nie znają, zważywszy lekkie zimy.
                                      • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:11
                                        Archaiczny jest nie tylko język, ale i składnia, i odmiana. I myślisz, że słowo "żwawy" jest dziecku znane? I że rodzic z miejsca wyjaśni, co to szuba, spencer i opończa? big_grin
                                        • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:17
                                          mdro napisała:

                                          > Archaiczny jest nie tylko język, ale i składnia, i odmiana. I myślisz, że słowo
                                          > "żwawy" jest dziecku znane?

                                          www.google.pl/?gws_rd=ssl#q=%C5%BCwawy+dziadek
                                          www.google.pl/?gws_rd=ssl#q=%C5%BCwawy+dziadek
                                          I że rodzic z miejsca wyjaśni, co to szuba, spence
                                          > r i opończa? big_grin


                                          Do takich celów ma się w domu encyklopedię i słownik. tongue_out
                                          • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:19
                                            Ale zdajesz sobie sprawę, że jeśli jedno słowo na 10 trzeba wyszukiwać w słowniku (czy choćby tylko objaśniać), to czytanie dziecku mija się z celem?
                                            • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:23
                                              Wtrącę się. Dziecko, podobnie jak dorośli czyta intuicyjnie i tylko gdy ma wątpliwości pyta, sprawdza.

                                              'O krasnoludkach i sierotce Marysi' jest językowo do przejścia, ale nudne.
                                              • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:33
                                                Jaką miałabyś przyjemność z lektury w języku obcym, gdybyś musiała albo "czytać intuicyjnie", albo co chwila sprawdzać w słowniku?
                                                • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:33
                                                  Dobrą. Czytam w językach obcych.
                                                  • iwoniaw Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:37
                                                    XIX-wieczne książki w tych językach, które znasz na poziomie 6-7-8-9-letniego dziecka, dla którego jest to język ojczysty?
                                                  • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:41
                                                    Tak.
                                                    Dzieci nie czytują Szekspira, Cervantesa i Racine'a.
                                                  • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:13
                                                    Ale za to czytaja Bajki babci Gaski Robinsona Crusoe Gulivera... No i Dickensa...
                                                  • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:13
                                                    Moze nie 6 latki Dickensa ale szkolne?
                                                • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:35
                                                  Przypominam ci, że jednak język polski nie jest językiem obcym dzieci wychowanych w Polsce, więc porównanie ciut od czapy.
                                                  • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:41
                                                    Jeśli część słów jest nieznana, to porównanie jest jak najbardziej właściwe. Nie pisałam o czytaniu w języku kompletnie nieznanym.
                                                  • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:43
                                                    I dlatego się z tobą nie zgadzam. Dziecko, podobnie jak dorosły potrafi wnioskować z kontekstu i wcale nie musi sprawdzać każdego słowa, którego nie zna.

                                                    Jeżeli treść zaczyna mu się gubić sprawdza, bądź pyta.
                                                  • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:50
                                                    Tylko że najpierw rzuci w kąt książkę, z której połowy nie rozumie. Albo - przymuszone do lektury - zniechęci się do czytania.
                                                  • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:53
                                                    Nie oceniaj ludzi tak łatwo.
                                                  • hemp_plant Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:52
                                                    "Jeżeli treść zaczyna mu się gubić sprawdza, bądź pyta."
                                                    nie, zaprzestaje lektury, wyłacza się.
                                                    takich dzieci mamy w polsce miliony, a potem dorosłych
                                                  • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:56
                                                    Jak wszędzie. I nawet najprostszy tekst literacki proponowany w szkole tego nie zmieni.
                                                    Przypomniał mi się wątek o pewnym opowiadaniu Centkiewiczów i matce, która ubolewała, że dziecko nie rozumie co czyta.
                                                    W tytule jest coś o zagrodzie.




                                                  • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:00
                                                    Dowcip nie polega na tym, żeby dostosowywac lekturę do najsłabszego w klasie dziecka i zakazać wszystkiego co starsze niż 48 miesięcy, tylko żeby tak podejść do tematu, żeby z jednej strony każde dziecko miało do czynienia z tekstem dopasowanym poziomem, a z drugiej strony - żeby ciągnąć literacki niewód tak szeroko, żeby dzieci poznały zróżnicowane gatunki literackie.
                                          • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:28
                                            Jednym z trików, jakie nauczyłam się cenić w pierwszych latach szkoły mojego dziecka była nauka jak wybrać dobrą DLA SIEBIE książkę. Oto jezeli na jednej stronie znajdowało się więcej niż 5 słów niezrozumialych dla czytelnika, szkoła radziła wybrac sobie inną pozycję.
                                            • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:30
                                              To nie było dobre rozwiązanie. Raczej rozleniwiające
                                              • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:48
                                                No nie mam takiego wrażenia. Zupełnie, zupełnie nie (o ile, oczywiście, naszym celem jest budzenie zamiłowanie do czytania, a nie silowe przygotowywanie przedszkolaków do XIX wiecznych lektur). Zresztą - do cholery, wróćmy do danych. Jeżeli Amerykanie, ze swoimi setkami tysięcy imigrantów, swoimi konfliktami rasowymi, itp itd czytają średnio 12 razy więcej niż Polacy, a w dodatku czyta ich średnio 3x więcej niż Polacy, to może warto by jednak zastanowić się, czy nie zacząć robić czegoś inaczej?
                                                • menodo Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 23:02
                                                  Te biedne polskie dzieci big_grin
                                                  Jak ta nasza olenka się o nie troszczy, powołując się na swój blog, gdzie podobno dzieli się swoimi mądrościami, jak uzdrowić polską edukację.
                                                  A czy ktoś pamięta, jak olenka biadoliła nad wynikami polskich grubych dzieci w testach PISA ?
                                            • menodo Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:37
                                              OMG, jaka żena.
                                              Typowa "matka uczennicy" uncertain
                                      • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:59
                                        Dla mnie ten fragment - ze wzgledu na skladnie slowa i obraz jaki maluje jest jednym z najpiekniejszych jakie znam po polsku
                                        • magdalenka79k Re: A co jest na listach lektur 27.06.16, 07:48
                                          Dla ciebie! Dla dziecka niekoniecznie. W dzieciństwie miałam piękne wydanie Sierotki Marysi z cudownymi ilustracjami, bardzo mi się podobały i bardzo chciałam przeczytać. Zaczynałam niezliczoną ilość razy i zawsze się poddawałam.
                            • beataj1 Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:13
                              Serio? To wypada mi odszczekać. Ja pamiętam jedynie, że strasznie płakałam jak tą książkę czytałam.
                              • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:17
                                Ale co w tym złego?
                                • beataj1 Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:20
                                  Może byłam jakoś wybitnie wrażliwa (choć pewnie nie ja jedna bo z tego co wiem moje koleżanki miały podobnie) bo potem przez dosyć długi czas do wszystkich książek o zwierzętach podchodziłam z dużą nieufnością.
                                  Bo ja osobiście nie lubię płakać z żalu podczas lektury - a już na pewno nie wtedy gdy miałam kilka lat.
                                  • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:21
                                    Przecież o to właśnie chodziło autorowi.

                                    PS King miał się lepiej.
                                    • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:29
                                      Wątpię, by autorce chodziło o to, by dziecko płakało podczas lektury. Wówczas był nieco inny sposób obrazowania, a i śmierć nie była czymś bardzo niezwykłym.
                                      • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:36
                                        Jakiej autorce?

                                        Opowiadanie napisał mężczyzna.
                                        Co według ciebie chciał 'powiedzieć'?

                                        • mdro Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:42
                                          A nie o "Sierotce Marysi" była mowa?
                                          • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:43
                                            Nie. O Pisarskim.
                                • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:21
                                  Nic zlego. Tylko ze to dom powinien zachecac dziecko do czytania a nie nauczyciel blagac zeby chociaz komiks raczyl glab przewertowac. Szkola jest po to zeby zmusic domprzecYtania konkretnej literatury ktora ma cos wniesc/nauczyc/pakazac dziecku milosc do czytania powinien propagowac dom a nie wszystko zwala sie na poloniste
                                  • nickbezznaczenia Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:22
                                    Pytałam Beatę.
                                  • beataj1 Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:31
                                    No powinien tu się zgodzę. Ale na razie żyjemy z rzeczywistości w której znakomita większość ludzi w tym kraju nie przeczytała w ostatnim roku ani jednej książki. Te osoby nie zachęcą di czytania dzieci bo niby jak.
                                    Oczywiście możemy olać te dzieci bo pewnie jakaś część z nich da sobie radę i może polubi czytanie ale chyba nie na tym polega idea powszechnej edukacji.
                                    Te dzieciaki których rodzice czytają dadzą sobie radę bo i tak pewnie mają jakiś tam dostęp to różnorodnych propozycji. Ale reszta jest zdana na szkołę.
                                  • hemp_plant Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:33
                                    ale niby dlaczego?
                                    jeżeli cel jest taki: obywatel czytający [a nie obywatel znający "kanon" z bryków, piąte przez dziesiąte], to nie ma co liczyć na dom [szczególnie, że w tych domach się nei czyta i książek nie ma, rodzice tez nei czytają z powodów błędów piorytetów w domu], to właśnie powinna działać szkoła.
                                    podobnei jak szkoła powinna np zachęcać do aktywnośći fizycznej na całe zycie, a nie sprawdzać czy uczeń umie skakać przez kozła.
                                    priorytety nam się mylą- i dlatego takich głupich obywateli mamy- o nie czytają. i koło się zamyka.
                                    • iwoniaw Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:43
                                      Zgadza się - oczywiście to super, jeśli dom pokazuje dziecku odpowiednie wzorce, ale rozmawiamy o edukacji. Która ponoć jest powszechna i obowiązkowa nie po to, żeby zmniejszać bezrobocie dając zajęcie nauczycielkom i sprzątaczkom w szkole, tylko żeby zmniejszyć dysproporcje między tymi dziećmi, które mogą liczyć na domowy kapitał kulturowy i tymi, które nie. I czy tym ostatnim szkoła cokolwiek daje? Bo jeśli nie, to nie ma ona sensu. Tak po prostu.
                                  • mikams75 Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:11
                                    w poczatkowych latach to jednak szkola uczy czytania i czesto wlasnie w taki sposob, ze dziecko sie zniecheca. Polska szkola z przymusowymi lekturami dla dzieci jeszcze slabo czytajacych.
                              • magdalenka79k Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:43
                                Powiem ci, że ja też długo po tej książce miałam uraz, przeżywałam, nie spałam itp. A np taki magazyn kryminalny w tv oglądałam prawie bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym.
                          • biala_ladecka Re: A co jest na listach lektur 28.06.16, 22:34

                            > Dużo można powiedzieć o Sierotce Marysi czy Psie, który jeździł koleją ale nie
                            > to że są fajne.
                            >
                            Co ci ten biedny pies zrobil? Uwielbialam te ksiazke, moja corka tez strawila bez bolu.
                            • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 29.06.16, 07:32
                              Trudno mowic fajna/niefajna bo jest to tekst prosty jak konstrukcja cepa na poziomie opowiesci anegdoty o psie co mieszkal na kolej jechal tu wracal wywozili go wracal a na koniec go pociag rozjechal (ale pies przy okazji dziecko ocalil). Emocji w tym tyle co w szarym papierze pakowym tylko dziecko sie moze wzruszyc. Jaki cel czytania tej konkretnie ksiazki jest nie wiem bo ani artystycznie ani tresciowo nic nie wnosi specjalnie chyba ze wlasnie taka prosta historie chcial ktos dzieciom zaserwowac.
                              • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 29.06.16, 07:39
                                To zreszta jest dokladnie to o czym mowa - zamiast zwrocic uwage na piekno jezyka w Marysi - dzieci ktore ledwoe czytaja sie ze slownikiem przebijaja, Pies co jezdzil koleja - wartosc literacka/artystyczna - zadna ale za to duzo szczegolow z ktorych mozna dzieciaka odpytac (przykladowe pytania testy.eduskrypt.pl/roman_pisarski_%5Co_psie_ktory_jezdzil_koleja%5C-test-243.html) moze faktycznie dobre na poczatek zeby uczyc rozumienia tekstu. Jednak jesli chodzi o Marysie to jest to blad ze czytaja to maluchy - to powinna byc lektura dla 8klasy/liceum i Uwaga nie powinna byc na tresc ale wlasnie na jezyk zmiane jaka zaszla w swiadomosci stare zwyczaje kontekst w jakim powstala. Tresc w ksiazkach to w ogole drugorzadna sprawa powinna byc w szkole - niestety omawianie reszty wymaga wiecej od wszystkich.
                                • olena.s Re: A co jest na listach lektur 29.06.16, 08:40
                                  Marysia ma język archaizowany, czyli to samo, co ma Sienkiewicz (a ten jest nadal w żelaznym kanonie, i z pewnością zeń nie wyleci).
                                  Natomiast co do Psa i licznych innych powtarzających się nieustannie pozycji, to moim zdaniem ich popularność bierze się z bardzo prostego powodu: biblioteki szkolne mają x egzemplarzy lekturobowiązkowych, więc nauczyciele zalecają do czytania właśnie te pozycje.
                                  • szarsz Re: A co jest na listach lektur 29.06.16, 09:39
                                    > biblioteki szkolne mają x egzemplarzy lekturobowiązkowych, więc nauczyciele
                                    > zalecają do czytania właśnie te pozycje.

                                    I to jest zmora w młodszych klasach, gdzie dzieci w większości jeszcze nie czytają biegle. Dla czytających biegle także, bo oni mają za sobą znacznie ciekawsze lektury, więc te są zwyczajnie infantylne.
                                    • olena.s Re: A co jest na listach lektur 29.06.16, 10:08
                                      Ale to jest zamknięty cykl. Letury obowiązkowe są również tak trwałe, bo kosztują grosze - nie dość, że klasyka często nie ma już uprawnionych do gratyfikacji spadkobierców, to jszcze ogromne nakłady powodują, że cena jest o wiele niższa, niż w przypadku nowych różnorodnych pozycji.
                                      • szarsz Re: A co jest na listach lektur 29.06.16, 10:25
                                        Problem jest nie tylko w pieniądzach, ale też w wielkiej inercji i braku pomysłu. Zachęty do czytania wymagają wysiłku, a dla ludzi, gdy im coś proponujesz, jest to zbyt wielki dysonans poznawczy, więc nawet nie dyskutują, nie spierają się, nie szukają argumentów, ale wypierają.

                                        W szkole mojego dziecka rada rodziców wymyśliła sobie, że oni kupią dzieciom ebook readery, to je na pewno zachęci do czytania. Serio? Kupisz nowy regał, żeby dziecko zaczęło czytać? Oni chyba nie byli nawet świadomi tego, że ebook reader nie zawiera książek i również trzeba je kupić, w takiej samej cenie, jak papierowe. Podniosłam wtedy bunt i zaproponowałam, że kupię książki dla dzieci, nowe, atrakcyjne, ciekawe. Ale nie. Z readerów na szczęście zrezygnowali, ale na zakończenie roku dla najlepszych uczniów jak zwykle poszły ramoty z wyprzedaży. Takie, jakie i ja dostawałam, do przyniesienia do domu i walnięcia w kąt.
                                        • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 29.06.16, 13:52
                                          To juz trzeba bylo te czytniki brac
                                          • sayyida Re: A co jest na listach lektur 29.06.16, 14:05
                                            Zwłaszcza że na wolnych lekturach jest sporo książek po polsku legalnie za darmo, i na paru innych portalach tez się znajdą... BTW jak to jest, skoro były pieniądze na czytniki i ich nie wydano, to dzieci dostały "ramoty z wyprzedaży"? Jakim cudem np. w naszej szkole udało się wytargować 50% zniżki na porządnie wydaną współczesną literaturę młodzieżową?
                                            • szarsz Re: A co jest na listach lektur 29.06.16, 14:11
                                              > skoro były pieniądze na czytniki i ich nie wydano,

                                              Wydano je na coś innego. Częściowo na lektury do biblioteki, te obowiązkowe.

                                              > to dzieci dostały "ramoty z wyprzedaży"?

                                              Twoje nie? Gratuluję. W "mojej" klasie od lat już przewalczyłam, żeby każdy kupował książkę dla swojego dziecka. Ale w klasie obok dzieci na zakończenie roku dostają słowniki ortograficzne na przykład. Albo lekturę na kolejny rok. To samo jest z książkami kupowanymi przez radę rodziców dla dzieci z najlepszymi świadectwami.
                                            • szarsz Re: A co jest na listach lektur 29.06.16, 14:14
                                              I jeszcze a propos wolnych lektur. Może kiepsko patrzę, ale gdzie tam są współczesne książki, po które chętnie sięgają dzieci?
                                              • olena.s Re: A co jest na listach lektur 29.06.16, 16:41
                                                Wolne lektury to chyba wyłącznie te, do których wygasły prawa autorskie.
                                                • szarsz Re: A co jest na listach lektur 29.06.16, 17:51
                                                  No i właśnie o to chodzi i właśnie dokładnie z tym się zderzylam w szkole. Pojęcie "współczesne książki po które dziecko chętnie sięga" jest tak obce, że przeslizguje się po mózgu, nie wywołując najdrobniejszego rezonansu wink Jakbym po islandzku mówiła.
                                                  Książka, biblioteka = lektura. Stara lektura.
                                                • morekac Re: A co jest na listach lektur 30.06.16, 07:16
                                                  Dokładnie tak. Z założenia to dzieła, których autorzy (i tłumacze) umarli ponad 70 lat temu - znaczy się: klasyka albo przedpotopowe gnioty w zależności od interpretacji.
                      • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:07
                        Dzieci osiągaja biegłość w czytaniu (a dopiero ona umozliwia swobodne i przyjemne czytanie) w dość rozciągniętym okresie, mam wrażenie że sięgającym 3-4 lat.
                        • mikams75 Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:13
                          dlatego tak wazne jest, zeby w tych pierwszych latach czytania mialy ksiazki zachecajace do czytania i dopasowane poziomem do mozliwosci dziecka.
                      • mikams75 Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 22:15
                        wystarczy stustronicowa lektura - dla dziecka czytajacego powoli i z trudem to jak trzytomowa powiesc.
              • hemp_plant Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:16
                widzisz, rodziców jest trudno zmienić. trzeba się zastanowić, jak wzmacniać czytelnictwo MIMO przeszkód- czyli nieczytających rodziców, wszechobecnych mediów, braku książek w domu.

                i zgadzam się z jednym: w pewnych środowiskach czytanie jest oczywistością: my czytamy, czytają dzieci, w domu są książki, dyskutujemy literaturę, baaa,w szkołach moich dzieci nieczytaniei to powód do wstydu big_grin
                ale nie z takim środowiskiem trzeba pracować, tekst mówi, że takie sobei poradzi, i ja sie z tym zgadzam. pytanie: jak zachęcić tych innych. ZACHĘCIĆ, NIE ZMUSIĆ.
                • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:18

                  > ale nie z takim środowiskiem trzeba pracować, tekst mówi, że takie sobei poradz
                  > i, i ja sie z tym zgadzam. pytanie: jak zachęcić tych innych. ZACHĘCIĆ, NIE ZMU
                  > SIĆ.
                  >
                  no właśnie, jakieś konstruktywne rady?

                  doradź tej głupiej szkole tongue_out
                  • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:35
                    Zajrzyj na linki do mojego bloga. Parę pomysłów tam opisałam.
          • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:03
            Jakby ci to wyjaśnić.
            Całe podejście szkoły najstawione jest nato, żeby dzieci czytały i polubiły czytanie, a nie żeby czytały okresloną 'wartościową, klasyczną' książkę i poddawały ją przewidywalnej interpretacji.
            Udowodniono, że dzieci czytaja przede wszystkim to, co same sobie wybiorą. Szkoła wykorzystuje tę zasadę i podsuwa dzieciom bardzo szeroką możliwość wyboru. Przymus polega na tym, żeby cczytac rózne gatunki - belletrydtykę i literaturę faktu, książki popularnonaukowe i poezje. Klasa ma więc np. przeczytac biografię. Ale czy będziesz czytała biografię Kopernika w postaci komiksu, czy biografię Lewandowskiego, czy dajmy na to JPII pisana wierszem - to jest już wybór każdego indywidualnego ucznia.
            • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:07
              olena.s napisała:

              > Jakby ci to wyjaśnić.
              > Całe podejście szkoły najstawione jest nato, żeby dzieci czytały i polubiły czy
              > tanie, a nie żeby czytały okresloną 'wartościową, klasyczną' książkę i poddawał
              > y ją przewidywalnej interpretacji.
              > Udowodniono, że dzieci czytaja przede wszystkim to, co same sobie wybiorą. Szko
              > ła wykorzystuje tę zasadę i podsuwa dzieciom bardzo szeroką możliwość wyboru.

              W jakim kraju?
              • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:08
                Szkoła amerykańska. Bardzo sobie chwalę podejście.
                • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:18
                  Dodam, że:
                  a) nie mam pojęcia, jak sprawa jest rozwiązywana w szkole średniej, której nie miałam dotąd możliwości obserwować.
                  b) są teksty czytane przez wszystkich, ale z bardzo nielicznymi (może 3 sztuki na 7 lat) wyjątkami nie są to książki czytane w domu, lecz teksty czytane na lekcjach.
                  c) te wyjątki czytane są inaczej: dwa rozdziały na przyszły tydzień i dyskusja o np. sposobie podejścia do postaci, o prawdopodobnym rozwoju akcji, itp.
                  d) O zachętach do czytania pisałam na blogu, jak kogo interesuje to może siegnąć do starych notek, na przykład tu , tu tu, tu, tu.
                  • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:19

                    > na 7 lat) wyjątkami nie są to książki czytane w domu, lecz teksty czytane na le
                    > kcjach.

                    Która klasa, że się jeszcze dopytam?
                    • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:21
                      Co, która klasa?
                      • taki-sobie-nick Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:22
                        olena.s napisała:

                        > Co, która klasa?

                        Tej podstawówki.
                        • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:28
                          Cała podstawówka. A co do gimnazjum to w zasadzie podobnie, tylko młodzież inaczej grupowana. Co do liceum - nie wiem.
                • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:42
                  Us - 22 miejsce

                  urs, 42 minutes
                  2. Thailand ? 9:24
                  3. China ? 8:00
                  4. Philippines ? 7:36
                  5. Egypt ? 7:30
                  6. Czech Republic ? 7:24
                  7. Russia ? 7:06
                  8. Sweden ? 6:54
                  8. France ? 6:54
                  10. Hungary ? 6:48
                  10. Saudi Arabia ? 6:48
                  12. Hong Kong ? 6:42
                  13. Poland ? 6:30
                  14. Venezuela ? 6:24
                  15. South Africa ? 6:18
                  15. Australia ? 6:18
                  17. Indonesia ? 6:00
                  18. Argentina ? 5:54
                  18. Turkey ? 5:54
                  20. Spain ? 5:48
                  20. Canada ? 5:48
                  22. Germany ? 5:42
                  22. USA ? 5:42
                  24. Italy ? 5:36
                  25. Mexico ? 5:30
                  26. U.K. ? 5:18
                  27. Brazil ? 5:12
                  28. Taiwan ? 5:00
                  29. Japan ? 4:06
                  30. Korea ? 3:06

                  Ciekawe co czytaja w Indiach...
                  • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:45
                    Pierwsze byly Indie - ponad 10h tygodniowo na osobe mentalfloss.com/article/55344/which-country-reads-most?bypass=1
                    • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:02
                      Polska 2016, badania BBN: 63 procent Polaków nie przecztało ani jednej książki.
                      USA 2015, Pew Research: 28% Amerykanów nie przeczytało ani jednej książki.
                      Polska: średnia liczba przeczytanych ksiażek starsza młodziez i dorośli): 1
                      USA średnia liczba przeczytanych książek w ciągu roku - 12.
                      • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:05
                        Widac Polak wolniej czyta big_grin
                        • olena.s Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:08
                          Cóż.
                        • iwoniaw Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 21:09
                          Może grubsze książki wybiera big_grin
                  • hamerykanka Re: A co jest na listach lektur 28.06.16, 00:15
                    ichi51e napisała:

                    > Ciekawe co czytaja w Indiach...
                    >

                    Koran..
                    • miliwati Re: A co jest na listach lektur 28.06.16, 12:10
                      hamerykanka napisała:

                      > ichi51e napisała:
                      >
                      > > Ciekawe co czytaja w Indiach...
                      > >
                      >
                      > Koran..

                      Ta, zwłaszcza setki milionów hinduistów.
                    • olena.s Re: A co jest na listach lektur 28.06.16, 21:03
                      W Indiach to raczej Mahabharatę.
                      Ale Indie to jest zupełnie inny świat i inny czas - np. czytają tam bardzo, bardzo dużo papierowych gazet.
              • hemp_plant Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:09
                "W jakim kraju?" w podstwówce tak jest.
                • taki-sobie-nick Aaaa, w podstawówce 26.06.16, 20:14
                  hemp_plant napisał(a):

                  > "W jakim kraju?" w podstwówce tak jest.

                  W podstawówce to i ja (sto lat temu) nie czytałam "Pana Tadeusza", tylko co innego. tongue_out
                  • hemp_plant Re: Aaaa, w podstawówce 26.06.16, 20:20
                    a nie, pana taudusza czytało się po raz pierwszy bodajże w VII klasie.
                    a inne ramoty wczesniej. teraz, przynajmniej w podstawówce moich dzieci, lektury wybierają uczniowie na następny rok- nie wiem czy wszystkie, ale dużo. przygotowują przezentację, wspomaga nauczyciel, i głosują. z jakiejś puli chyba są to lektury. ale i eragon i harry p się tam zmieścili.
                    • taki-sobie-nick Re: Aaaa, w podstawówce 26.06.16, 20:22
                      hemp_plant napisał(a):

                      > a nie, pana taudusza czytało się po raz pierwszy bodajże w VII klasie.

                      Co tak wcześnie?

                      Mnie z tego pytali na maturze. A jakże, nie przeczytałam, co znalazło wyraz w ocenie. tongue_out
                      • hemp_plant Re: Aaaa, w podstawówce 26.06.16, 20:26
                        widzisz, pana tadeusza czytało sie 2 razy. raz podstwówce, raz w liceum. dalej czyta sie dwa razy. i dalej nikt prawie tego nei czyta......
          • szarsz Re: A co jest na listach lektur 28.06.16, 12:09
            > ale jakieś SUGESTIE chyba są?

            Poczytaj sobie bloga Azji, tam jest doskonale opisany system ZACHĘT do czytania w Singapurze.. Świetny.
            • olena.s Re: A co jest na listach lektur 28.06.16, 21:01
              Powtarzam od wieków, że tam, gdzie szkoła ma na celu "uczynienie z ucznia zamiłowanego czytelnika" narzedzia i efekty będą inne, niż tam, gdzie szkoła chce "wpajać znajomość (wartościowej) literatury". Inna sprawa, że wobec przecieków o bogoojczyźnianych planach PiS cała ta dyskusja jest mocno teoretyczna, poniewaz należy raczej spodziewać się powrotu do klasyki w imię realizacji idei, że jednolity kanon lektur ma służyć konstruowaniu jednorodnego społeczeństwa.
      • mikams75 Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:17
        przynajmniej w poczatkowych latach nie ma listy lektur (co dalej to jeszcze nie wiem) - dzieci maja sie uczyc czytac sprawnie i ze zrozumieniem na ksiazkach, ktore sobie same wybiora. Jest bardzo duzy wybor ksiazek do samodzielnego czytania z podzialem na rozne poziomy czytelnicze. Przejscie miedzy poziomami jest bardzo lagodne. Dzieci maja czytac w domu, w szkole i przymusowe lektury nie obrzydzaja im czytania. Dzieci maja pokochac ksiazki i same z checia po nie siegac. Wg mnie to dziala swietnie.
        Fajna rzecza jest strona internetowa, gdzie dzieci sie loguja, odpowiadaja na pytania do wybranych ksiazek i zbieraja punkty.
        • anetchen2306 Re: A co jest na listach lektur 28.06.16, 12:12
          Aaaaa, pewnie masz na mysli Antolin. Moje dzieci uwielbialy! Starszy wyrosl z tego systemu, mlodsza nadal lubi. Cale szkoly pracuja z ta strona. Maja nawet prace domowe zadawane na tej stronie: nauczycielka wysyla im zadania na osobista skrzynke, podaje termin rozwiazania. Fajna sprawa.
          • mikams75 Re: A co jest na listach lektur 28.06.16, 13:57
            tak, antolin.
            Bardzo brakuje mi czegos takiego po polsku.
            • szarsz Re: A co jest na listach lektur 28.06.16, 13:59
              Tam są polskie książki przecież.
              • mikams75 Re: A co jest na listach lektur 28.06.16, 16:00
                wooow! dzieki za uswiadomienie!!! ja nie wpadlam na to, zeby na tej niemieckiej stronie szukac polskich tytulow. Ja szukalam bezskutecznie takiej polskiej stony.
      • ichi51e Re: A co jest na listach lektur 26.06.16, 20:37
        Tez nudy i klasyka :p albo jest w spol szacunek do czytania albo go nie ma - jako dziecko bylam wlasnie dziwadlem z nosem w ksiazce i z reka na sercu - w pl szacunku do czytajacych nie ma
      • asia06 Re: A co jest na listach lektur 29.06.16, 14:10
        Np. w USA nie ma listy lektur w ogóle. Za to jest dostęp do bardzo wielu pozycji związanych z życiem dzieci.
        • olena.s Re: A co jest na listach lektur 29.06.16, 16:56
          Są też wskazania (w standardach poszczególnych stanów) co do typów tekstów, jakie dzieci powinny poznać. Z tym, że nie są to w zasadzie książki do czytania w domu (lub jak pisałam w bardzo nikłym odsetku).
        • srubokretka Re: A co jest na listach lektur 30.06.16, 03:05
          >Np. w USA nie ma listy lektur w ogóle.

          Gdzie w Usa,jezeli moge zapytac?
          Moja corka po 3kl dostala na wakacje liste/sugestie 30 lektur do przeczytania. Lista zawiera klasyki , ktore zanaja 40latkowie, i takze nowosci np Harrego P. Jest w szkole publicznej. Szkoly prywatne jeszcze rygorystyczniej podchodza do omawiania "wiekowych" lektur.
    • taki-sobie-nick Tak, ale rzeczywistość 26.06.16, 18:54
      nie zaczęła się wczoraj od komórek i centrów handlowych.

      Kiedyś było inaczej - i tego m. in. powinna uczyć szkoła.
    • hemp_plant Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 19:35
      bardzo załuję, że nie mogę przeczytać, bo temat mnie fascynuje
      może wklej?............
      • mid.week Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 19:51
        Uczeń powinien myśleć i argumentować, a nie odtwarzać przekazane przez nauczyciela interpretacje. I w tę stronę powinna nasza szkolna reforma.

        W zgiełku życia politycznego z uwagi opinii publicznej znika sprawa bardzo istotna: szykowane przez rząd głębokie zmiany w edukacji. Krótko toczyły się dyskusje wokół cofnięcia sześciolatków do przedszkoli czy ewentualnej likwidacji gimnazjów. Pierwsza sprawa emocjonuje teraz tylko rodziców trzylatków, dla których brakuje miejsc w przedszkolach, druga na razie ucichła. Toczą się co prawda organizowane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej debaty o przyszłości oświaty, jednak mają ograniczony zasięg, polegają głównie na wyrażaniu opinii (nawet to, co mówią przedstawiciele MEN, to tylko - jak sami deklarują - ich opinie), żadnych wiążących deklaracji nie ma.

        Może warto rozszerzyć zasięg debaty, żeby jednak toczyła się ona również w mediach, bo sprawa jest bardzo istotna i niesłychanie delikatna.

        Szykowane są (bliżej niesprecyzowane) zasadnicze zmiany. Nie ma w tym nic zdrożnego: edukacja, jak ecclesia, jest semper reformanda - trzeba ją stale zmieniać, tak jak Kościół. Problem polega na tym, że poprawiać można, warto i należy to, co nie działa lub mogłoby działać lepiej. Szkodliwe są reformy przeprowadzane tylko w takim celu, by coś zmienić dla samej zmiany.

        Powiedzmy jasno dwie rzeczy. Po pierwsze, POLSKA EDUKACJA, jakkolwiek odległa od naszych marzeń, NIE JEST W RUINIE. Świadczą o tym nie tylko wyniki badania PISA, na które się powołują jej apologeci, ale rozmaite studia porównawcze z tym, jak było jeszcze niedawno, ale i z tym, jak sytuacja wygląda na świecie. Przez ostatnie ćwierćwiecze wykonaliśmy gigantyczną pracę. Nie wszystko się udało, za niektóre reformy zapłaciliśmy wysoką cenę, ale bilans jest dodatni.

        Po drugie, nie można reformy zainicjowanej w 1999 r. już teraz jednoznacznie oceniać, W DZIEDZINIE EDUKACJI O SKUTKACH ZMIAN MOŻNA MÓWIĆ DOPIERO W DŁUGIEJ PERSPEKTYWIE. Przykład: zła opinia o gimnazjum bierze się głównie z tego, jak ten typ szkoły funkcjonował na samym początku istnienia. Z latami jednak gimnazjum okrzepło programowo, nauczyciele zyskali wiele narzędzi do pracy z młodzieżą w wyjątkowo trudnym wieku, dograły się zespoły uczących.
        • mid.week Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 19:52
          Nie o osiągnięciach chcę jednak pisać, ale o tym, co w edukacji polskiej niewątpliwie warto poprawić. Przez kilka lat pracy w Instytucie Badań Edukacyjnych bacznie się przyglądałem szkolnej dydaktyce polonistycznej. Najwięcej wiemy o tym, jak polskiego się uczy w gimnazjum, ale wiedza o szkole podstawowej i o szkole ponadgimnazjalnej też jest spora. Co ważne, wnioski z badań polonistycznych, jeśli je konfrontujemy z wnioskami innych dydaktyk i wnioskami z badań socjologicznych, zyskują walor uniwersalności. Mówią o szkole w ogóle i jej sytuacji w społeczeństwie, nie tylko o lekcjach języka polskiego.

          (Nie)czytanie

          Choć trudno w to uwierzyć, polscy gimnazjaliści w dużej liczbie lubią szkołę, a w każdym razie ledwie ok. 10 proc. wprost deklaruje, że jej nie lubi. Również niewielu nie lubi lekcji języka polskiego, uczniowie z uznaniem wyrażają się o swoich polonistach, doceniają ich wiedzę i oczytanie. Niemal jednomyślnie stawiają im jednak jeden zarzut: NAUCZYCIELE JĘZYKA POLSKIEGO NIE POTRAFIĄ ZACHĘCIĆ DO CZYTANIA. Zresztą sami poloniści na to właśnie wskazują jako na swoją największą porażkę.

          13 proc. 15-latków przyznaje, że w ogóle nic nie czyta (nawet obowiązkowych lektur), wśród 12-latków ten odsetek jest trochę niższy, wynosi 9 proc. Codzienne czytanie deklaruje 22 proc. 12-latków, ale już tylko 15 proc. 15-latków. Pośrodku mamy większość obejmującą czytelników niesystematycznych, okazjonalnych, często przymuszanych do lektury przez szkołę. Zauważmy przy tym, że im uczniowie starsi, tym mniej chętnie zaglądają do książki.

          Nieczytanie jest faktem. Co gorzej, liczba nieczytających wzrasta z latami, a liczba czytających dla siebie, dla przyjemności - choćby od czasu do czasu - spada (ich odsetek wynosił w 2003 r. 72 proc., w 2010 - 68, w 2013 - 62).

          Czytamy coraz mniej. Dramatyczne wyniki badań czytelnictwa


          Jeremiady są uzasadnione. Zwłaszcza że to nie jest tylko kwestia smutku pięknoduchów. Z jednej strony zauważalne jest, że nieczytający łatwiej się poddają manipulacji socjotechnicznej (od polityki po konsumpcję), z drugiej - zachodzi dziwna koincydencja, że... PKB jest wyższe w krajach, w których odnotowuje się intensywniejsze czytelnictwo. No i zauważalna jest relacja między czytaniem a wynikami, również z innych przedmiotów, nie tylko z polskiego.

          Co w tej sytuacji ma zrobić szkoła? Bo oczywiście wszyscy od niej oczekujemy oddziaływania na młodych ludzi.

          Od razu powiedzmy: Jej możliwości są w tej sprawie ograniczone. Ogromną rolę odgrywa kontekst społeczny, kulturowy i obyczajowy. Istnieje wyraźna prawidłowość: im wyższy status społeczny (wyrażający się przede wszystkim wykształceniem) i materialny rodziców, tym dzieci chętniej czytają. Podobnie wyraźna jest druga prawidłowość: im większa miejscowość, tym chętniej się czyta. Trzecia: im więcej w domu książek, tym się jest bardziej zaangażowanym czytelnikiem. I wreszcie: jeśli rodzice czytają i rozmawiają o książkach, to dzieci też nabierają tych nawyków.

          Ważną rolę odgrywają wzorce zachowań. Dlatego na przykład chłopcy mniej chętnie czytają niż dziewczęta, a w wieku nastoletnim częściej porzucają czytanie jako czynność... za mało męską. Nie dotyczy to tylko jednej grupy - chłopców, z którymi ojcowie (tak, właśnie ojcowie) rozmawiają o swoich lekturach.
          • mid.week Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 19:53
            Istotną rolę w kryzysie czytelnictwa odgrywa oczywiście napór elektronicznych nośników informacji. Łatwo dostępne filmy i gry komputerowe zaspokajają potrzebę opowieści (zwłaszcza u chłopców), a piosenki (często w formie klipów) zapełniają miejsce poezji (czyli intensywnego przeżycia języka). Inna sprawa, że relacja między częstotliwością korzystania z mediów elektronicznych a czytelnictwem wcale nie jest prosta i jednoznaczna. Komputer w znacznie mniejszym stopniu odciąga od książki, niżby się wydawało. Najmniej czytają chłopcy ze wsi, którzy przecież mają również słabszy niż ich koledzy z miast dostęp do internetu. Z kolei dziewczęta z dużych miast są równie biegłe w czytaniu, jak w posługiwaniu się komputerem.

            Nauczyciel języka polskiego musi pamiętać o kontekście społecznym i kulturowym, w jakim funkcjonuje jego uczeń. Dlatego nie może oczekiwać, że młody człowiek z ochotą będzie czytał wszystkie klasyczne pozycje, obecne w dydaktyce od dziesięcioleci, które są dla niego zupełnie obce, niekiedy wręcz nieczytelne (z uwagi na język, jakim on wcale się nie posługuje, a także z uwagi na opisywany świat). Nauczyciel musi być elastyczny i dostosowywać lekturę do zainteresowań, oczekiwań, potrzeb i gustów swoich uczniów. Zarazem powinien rozbudzać zainteresowania i kształtować gusty. Kwadratura koła? Poniekąd.

            Szkoła, żeby młodego człowieka zachęcić (nie tylko przymusić) do czytania, powinna pracować nad wyrobieniem w nim motywacji wewnętrznej do podjęcia lektury. Przed nauczycielem stoi zatem ogromne wyzwanie. W szkole podstawowej i w dużej części w gimnazjum najważniejsze jest odwołanie do zainteresowań i wrażliwości uczniów. Dlatego dobrze jest lekturę indywidualizować: nie każdy uczeń i nie każda uczennica w klasie muszą czytać to samo. Jako ludzie się różnimy, czemu nie pozwalamy różnić się dzieciom, gdy wchodzą w role uczniów? To tylko jedna z możliwości, nie miejsce tu na przedstawianie rozmaitych pomysłów, jakie mają ci nauczyciele, którzy z sukcesem zachęcają do czytania. Zwracam tylko uwagę na to, że metody są, najwięcej zależy od uczącego.

            Niestety zapowiadane, a po części już wprowadzane w życie zmiany w edukacji idą w zupełnie przeciwnym kierunku. Szkoła w kształtowaniu nawyku czytania powinna odgrywać szczególną rolę w środowiskach słabszych społecznie, bo rodziny bogatsze, wielkomiejskie, zasobne w domowe biblioteki same sobie poradzą. Tymczasem zarówno zrealizowane cofnięcie sześciolatków do przedszkoli, jak ewentualna likwidacja gimnazjów uderzają właśnie w dzieci z rodzin biedniejszych, w których mniejszą wagę przykłada się do kształcenia, a zwłaszcza do czytania. W czytelnictwo uderzy też planowane wprowadzenie jednolitego (i pewnie obszernego) spisu lektur dla wszystkich, bo będzie oznaczało wyłącznie przymus, zniknie możliwość dostosowywania się do pasji, doświadczeń życiowych i emocji uczniów.

            Pani minister edukacji mówi o pozostawieniu nauczycielom swobody dydaktycznej w 20 proc. (kiedy indziej mówi o 10 proc.), co przecież w praktyce będzie oznaczało jej likwidację. Inna sprawa, że obecnie, gdy nauczyciele w szkole podstawowej mają możliwość wyboru lektur, korzystają z niej w bardzo niewielkim stopniu, więc może z ulgą uciekną od wolności, oczywiście bez korzyści dla uczniów.
            • mid.week Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 19:54
              Co z tym myśleniem

              Przeczytać tekst to jedno, najważniejsze jednak to go zrozumieć. Jeśli chodzi o odczytanie literalnego sensu, nasi uczniowie są bardzo dobrzy, co wcale nie jest oczywiste, bo jeszcze kilkanaście lat temu wielu z nich miało z tym dużo problemu. Wszystkie badania wskazują jednak na to, że uczniowie w zbyt słabym stopniu zyskują umiejętność samodzielnej, odważnej, a przy tym zdyscyplinowanej interpretacji utworu literackiego. Przy czym interpretacja literacka nie służy sama sobie, jest modelem zmagania się intelektualnego z tekstem, a nawet z sytuacją nową, wymagającą nieszablonowego myślenia. Najprościej mówiąc: chodzi o twórcze zmierzenie się z problemem.

              Na czym polega kłopot? Czemu ledwie co dziesiąty uczeń na maturze wybiera interpretację? Przyczyna tkwi niestety w mentalności wielu nauczycieli, ich własnej niepewności w pracy z lekturą, nieumiejętności uczenia samodzielnego myślenia, a nawet w lęku przed zaskakującym odczytaniem dzieła. Niestety bardzo często nie tyle rozmawia się o utworze, ile przekazuje się jego gotową egzegezę, na ogół od lat obecną w szkolnej praktyce. Ocenia się nie tyle to, jak uczeń myśli i argumentuje, ile to, w jakim stopniu przyswoił przekazane przez nauczyciela lub zawarte w podręczniku interpretacje.

              Problem jest poważny i szerszy, dotyczy nie tylko polonistów. To kwestia tego, czy w ogóle od polskich uczniów wymaga się samodzielnego myślenia. Otóż niestety za mało. Nauczyciel matematyki oczekuje, że uczeń rozwiąże zadanie według podanego wzoru, inne metody nie są dobrze widziane lub wręcz uważane są za błędne. Na historii młody człowiek ma wyrecytować szereg dat i nazwisk, natomiast nie wymaga się od niego myślenia przyczynowo-skutkowego. Podobnie na przedmiotach przyrodniczych - mało jest doświadczeń, eksperymentów i myślenia naukowego, za dużo pamięciówki.

              Analogie dotyczące kolejnych przedmiotów można długo przedstawiać. To jest jedna i ta sama sprawa: stanięcie wobec tekstów, faktów lub liczb, które trzeba samodzielnie przemyśleć, zinterpretować, znaleźć między nimi związki, rozwiązać nowy problem.

              Zapowiedzi zmian w uczeniu polskiego dotyczą głównie "przywrócenia" kanonu (używam cudzysłowu, bo kanon w szkole funkcjonuje, dyskusja może dotyczyć wchodzących w jego zakres dzieł, nie jego istnienia). Chodzi (taka jest motywacja) o nauczanie kodu kulturowego, cokolwiek to określenie znaczy.

              Otóż trzeba jasno powiedzieć: przedstawienie choćby najdłuższej listy klasycznych pozycji literackich będzie czymś na kształt listy tytułów, które w "Ziemi obiecanej" Karol Borowiecki przekazał Madzie Müller, a więc pustym rejestrem nic niemówiących słów, jeśli wskazanych utworów nie będzie się czytało i nie będzie się ich interpretowało. A interpretacja to ma być własne myślenie, nie odtwarzanie czyjejś lektury.

              Obawiam się jednak, że kod kulturowy przez wielu rozumiany jest jako pakiet tytułu i gotowej egzegezy. Jakby to miało nas umacniać w polskości (taki jest w tej chwili priorytet edukacji - czy dotychczas czytanie Kochanowskiego, Mickiewicza, Prusa i Gombrowicza było nie dość polskie?), a nie samodzielne zmaganie się z czyjąś myślą zawartą w tekście.
              Otóż trzeba jasno powiedzieć: przedstawienie choćby najdłuższej listy klasycznych pozycji literackich będzie czymś na kształt listy tytułów, które w "Ziemi obiecanej" Karol Borowiecki przekazał Madzie Müller, a więc pustym rejestrem nic niemówiących słów, jeśli wskazanych utworów nie będzie się czytało i nie będzie się ich interpretowało. A interpretacja to ma być własne myślenie, nie odtwarzanie czyjejś lektury.

              Obawiam się jednak, że kod kulturowy przez wielu rozumiany jest jako pakiet tytułu i gotowej egzegezy. Jakby to miało nas umacniać w polskości (taki jest w tej chwili priorytet edukacji - czy dotychczas czytanie Kochanowskiego, Mickiewicza, Prusa i Gombrowicza było nie dość polskie?), a nie samodzielne zmaganie się z czyjąś myślą zawartą w tekście.

              • mid.week Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 19:56
                Ucz się słuchania

                Jeśli abiturienci obawiają się na maturze pisania interpretacji, to nie dlatego, że nie potrafią argumentować. Gdy trzeba się ustosunkować do jakiegoś zajmującego ich problemu, uczniowie już w szkole podstawowej potrafią uzasadnić swoje stanowisko zarówno w formie pisemnej, jak ustnej. Co prawda często deprymuje ich sytuacja oficjalna (a taka występuje podczas egzaminów, a nawet często podczas lekcji), ale jeśli tylko się ich ośmieli do swobodnego wyrażenia opinii, wcale nie będą bezradni.

                Interpretacja ich przerasta głównie z jednego powodu: uczniowie nie potrafią wsłuchać się w czyjś głos. Czy inaczej - trudno im wczytać się w nieoczywiste sensy napisanego tekstu, tak jak niełatwo im zrozumieć istotę tego, co jest wypowiadane przez rozmówcę. Bardzo wyraźnie widać to podczas szkolnych dyskusji, gdy niejednokrotnie dochodzi do sporów, w których adwersarze nie tylko nawzajem się nie słuchają, ale nawet nie próbują się zrozumieć.
                Polscy pracodawcy narzekają, że starający się o pracę młodzi ludzie mają duże braki w tzw. kompetencjach miękkich. Obejmują one między innymi umiejętność porozumiewania się, a żeby móc się porozumieć, trzeba odczytać to, co ma do powiedzenia druga osoba. Ów brak to konsekwencja istotnej nieumiejętności pracy w szkole.

                Niestety w szkole za mało się słucha. To znaczy słucha się, ale tylko uczeń nauczyciela, a może i jego nawet się nie słucha. Na pewno bardzo trudno uczniom słuchać siebie nawzajem (nie tylko podczas dyskusji, ale też w czasie pracy w grupach lub podczas wspólnego opracowywania projektu). Nade wszystko jednak nie słuchają sami nauczyciele.

                Nauczyciele głównie mówią. Na polskim sami prezentują interpretację dzieła, a nawet dyktują notatki z lekcji, na matematyce pokazują, jak rozwiązywać zadania, na historii opowiadają (dobrze, jeśli mają talent narracyjny, ale nie wszyscy mają), nawet na lekcjach języków obcych głównie sami mówią, w dodatku przez dużą część lekcji... po polsku. Jak w tej sytuacji uczniowie mają nabywać umiejętność nie tylko mówienia (jeśli rzadko są dopuszczani do głosu), ale nawet słuchania, skoro mają przed sobą wzór w postaci osoby bez reszty skupionej na własnym przekazie i zupełnie nieumiejącej się wsłuchać w cudzy tok myślenia?
                • mid.week Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 19:57
                  Nie ma się zatem co dziwić, że potem w pracy, życiu rodzinnym, społecznym i politycznym każdy jest skupiony na sobie samym i nie potrafi się otworzyć na to, co inni mają do powiedzenia.

                  Błędy w ortografii - zła komunikacja

                  Tak jak ogromnie trudno im zachęcić do czytania, tak polonistom niełatwo przychodzi uczenie ortografii czy interpunkcji. Co się dzieje? Nie wszystko można wyjaśnić dysleksją czy dysgrafią. Bo czemu teraz mają one charakter bez mała epidemii?

                  Nauczyciele pod tym względem są w szczególnie trudnej sytuacji. Szkoła nie dysponuje już takim autorytetem jak kiedyś. Również kiedy idzie o przekazywanie normy językowej. Znacznie bardziej ekspansywne są media, zwłaszcza media społecznościowe czy rozmaite subkultury. Młody człowiek niejednokrotnie czerpie wzorce pisowni z SMS-a i Facebooka, nie z podręcznika do języka polskiego. Polonista postrzegany jest zatem jak nudziarz próbujący zawracać Wisłę kijem.
                  Tymczasem trudności z ortografią są tylko odbiciem głębszego problemu. To problem z komunikacją. Przekazywanie myśli powinno zyskiwać taką formę, żeby w jak najmniejszym stopniu zakłóceniu podlegał sam akt komunikacji. Niestaranność w zachowywaniu norm pisowni ma swoje istotne konsekwencje.

                  Pół biedy, jeśli prowadzi tylko do śmieszności. Sama jednak owa niestaranność niesie informację o piszącym, są momenty, gdy ta informacja może zadecydować nawet o całym losie człowieka. Bywa ona wszak traktowana jako lekceważenie adresata wypowiedzi lub interpretowana jako wyraz znacznie poważniejszych luk w wykształceniu czy braku innych poza umiejętnością pisania kompetencji. A zdarza się, że błąd ortograficzny lub interpunkcyjny zmienia sens całego tekstu - niekiedy rozstrzygnięcia szuka się aż w sądzie.

                  Tak więc trudna sztuka uczenia (się) ortografii łączy się ściśle z kształceniem umiejętności komunikacji. To nie tylko problem polonisty, to jedna z podstawowych funkcji wychowawczych szkoły. Zarazem jeden z najważniejszych celów kształtowania osobowości człowieka.
                  • mid.week Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 19:57
                    Na nauczycieli stawiajmy

                    Planowane zmiany w edukacji mają objąć strukturę szkolnictwa i podstawy programowe. Powiedzmy jasno: przebudowa systemu jest zupełnie niepotrzebna, a nawet może się okazać szkodliwa. Nie można dokonywać dogłębnych reform co kilkanaście lat, zwłaszcza jeśli system dopiero co okrzepł. Szkoła potrzebuje stabilizacji. Wprowadzane zmiany spowodują, że na jakiś czas zapanuje nieunikniony w takich sytuacjach chaos.

                    Uzasadnione są natomiast korekty w podstawach programowych, po kilku latach funkcjonowania obecnych podstaw widać, co w nich należałoby ulepszyć. Nie wiemy jednak, w jakim kierunku pójdą zmiany. Gdy pani minister ogłosi je 27 czerwca, nie będzie już czasu na dyskusję. Od razu jednak dopowiedzmy, że sama reforma podstaw programowych ma ograniczony wpływ na praktykę szkolną. I tak liczy się przede wszystkim nauczyciel, który staje w klasie przed uczniem: konkretny nauczyciel przed konkretnym uczniem.

                    I WŁAŚNIE WSPARCIE DLA NAUCZYCIELA JEST NAJWAŻNIEJSZE. Kolejne zmiany w strukturze i w programach nic nie przyniosą, jeśli nie pokażemy nauczycielom, że można pracować lepiej i skuteczniej. Owszem, istnieją szkolenia, mają one jednak najczęściej charakter punktowy: to indywidualizacja, to projekt, to psychologia pracy z trudnym uczniem. Tymczasem konieczny jest przemyślany i kompleksowy system wspierania nauczycieli obejmujący przede wszystkim te elementy, w których radzą sobie gorzej (jak te wymienione wyżej), ale nie w oderwaniu od całości procesu dydaktycznego, bo z drugiej strony trzeba wzmacniać to, co w polskiej szkole robi się bardzo dobrze.
                    BARDZO PRZYDATNE, A NAWET KONIECZNE, BYŁOBY WŁĄCZENIE DO TEGO PROGRAMU WSPARCIA WYŻSZYCH UCZELNI. Nauczyciele, po pierwsze, powinni na bieżąco uzupełniać swoją wiedzę, po drugie jednak, przydatne by było dla nich ćwiczenie umiejętności pod kierunkiem profesorów uniwersyteckich (np. konieczne by było, żeby poloniści szkolni raz na kilka lat weryfikowali swoje umiejętności interpretacji, bo przecież jest rzeczą naturalną, że wpada się w rutynę; to samo dotyczy nauczycieli innych przedmiotów, którzy po prostu od czasu do czasu muszą przechodzić intensywne treningi twórczego myślenia).

                    Nauczyciele podczas szkoleń powinni mieć możliwość dokonania wymiany doświadczeń: jeśli któryś z nich ma osiągnięcia w zachęcaniu do czytania, powinien innym opowiedzieć, jak to robi, jeśli potrafi z powodzeniem uczyć argumentowania, niech się podzieli swoim doświadczeniem. NAUCZYCIELE SAMI MOGĄ TWORZYĆ GRUPY WZAJEMNE WSPARCIA. Może przy pomocy dydaktyków uniwersyteckich lub naturalnych liderów w środowisku.
                    • mid.week Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 19:58
                      I wreszcie: KAŻDY NAUCZYCIEL POWINIEN MIEĆ SWOJEGO OSOBISTEGO DORADCĘ (tutora, superwizora, mentora - jakkolwiek go nazwiemy), do którego miałby zaufanie, nie traktowałby go jak sędziego czy tym bardziej konkurenta. Chodzi o to, żeby mieć możliwość szczerego porozmawiania o problemach, ale też przedstawienia sukcesów (niesłychanie ważne, żeby wzmacniać to, co pozytywne). Dyrektor czy urzędowy doradca metodyczny w małym stopniu pełnią tę funkcję, bo reprezentują system, raczej kontrolują i oceniają. "Mentorem" mógłby być nauczyciel z innej miejscowości lub wykładowca uniwersytecki.

                      Pisałem o słabościach praktyki szkolnej. Na koniec, ale to bardzo ważne, powiedzmy jasno: mamy wielu wspaniałych i twórczych nauczycieli, mamy też nauczycieli, którzy są w niektórych sprawach bezradni, ale po prostu nie znajdują niezbędnego wsparcia. Na nich stawiajmy. Bez nich każda reforma skończy się niepowodzeniem.

                      *Dr hab. Krzysztof Biedrzycki - polonista, historyk literatury, adiunkt w Katedrze Krytyki Współczesnej Wydziału Polonistyki UJ, członek rady naukowej Instytutu Badań Edukacyjnych. Autor prac m.in. o twórczości Miłosza, Herberta, Zagajewskiego i Barańczaka
                      27 czerwca w Toruniu odbędzie się konferencja podsumowującą ogólnopolską debatę o edukacji "Uczeń. Rodzic. Nauczyciel. Dobra zmiana". Minister Anna Zalewska poinformuje na niej, jakie będą kierunki zmian w systemie edukacji - najpewniej poznamy pomysły na nowe programy, ale przede wszystkim dowiemy się, jaki będzie dalszy los gimnazjów. Czy zostaną zlikwidowane? A może przekształcone w szkoły dla młodszych dzieci, te z klas 5-8, a nie, jak dziś, 7-9. Minister Zalewska, podobnie jak prezydent Andrzej Duda, mówiła dotąd, że jej celem jest przywrócenie czteroletniego liceum ogólnokształcącego, a do tego potrzebna jest reforma struktury szkół gimnazjalnych
                      • hemp_plant Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 20:08
                        dzięki! dzięki!
                        ciekawy tekst
    • smoczy_plomien Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 20:12
      Też chętnie dowiem się, co jest na listach lektur w innych klasach.

      W prehistorycznych latach 90., w podstawówce trafiła mi się bardzo mądra nauczycielka polskiego. M.in. wdrożyła jakiś nowy, innowacyjny program, w ramach którego każdy musiał przeczytać tylko obowiązkowe lektury [i mam wrażenie - nie wiem, czy to możliwe - że była to inna lista niż "ta, którą mieli wszyscy"], natomiast z listy lektur uzupełniających uczniowie dobrani w pary-trójki mieli wybrać po dwie, przeczytać i przedstawić reszcie klasy. W efekcie każdy czytał to, co chciał, a jednocześnie wszyscy poznali wiele różnych lektur.
      • smoczy_plomien Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 20:13
        *w innych państwach, ofc.
        • verdana Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 20:48
          Problem nie tylko w tym, co czytają, ale jak. W polskich szkołach nauczyciele masowo odpytują z zapamiętania treści, z drobiazgami włącznie. Uczniowie zaczynają traktowa teksty literackie jak podręcznik - trzeba się nauczyć i zapamiętać. To moze zniechęcić do czytania na wieki.
          • iwoniaw Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 21:03
            W polskich szkołach nauczyciele m
            > asowo odpytują z zapamiętania treści, z drobiazgami włącznie. Uczniowie zaczyna
            > ją traktowa teksty literackie jak podręcznik - trzeba się nauczyć i zapamiętać.


            To niestety prawda - i o ile nie zniechęci to do czytania kogoś, kto już wcześniej się "wciągnął" i trafił na książki, które pokochał, o tyle dziecko, które z domu nałogu nie wyniosło - zniechęci na 100%.
          • menodo Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 23:28
            W polskich szkołach nauczyciele masowo odpytują z zapamiętania treści, z drobiazgami włącznie.

            W szkołach Twoich dzieci tak było?
            W szkołach moich dzieci tak nie było - z wyjątkiem gimnazjum mojej córki, w którym bardzo sensowna zresztą polonistka zwalczała lekturę bryków.
            I zaraz - co może zniechęcić do czytania na wieki kogoś, kto lubi czytać?
            • mikams75 Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 23:37
              > I zaraz - co może zniechęcić do czytania na wieki kogoś, kto lubi czytać?

              najpierw to czytanie dziecko musi polubic.
              • olena.s Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 23:40
                Ano właśnie.
              • menodo Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 26.06.16, 23:50
                Odniosłam się do stwierdzenia verdany:

                "To moze zniechęcić do czytania na wieki.'

                Zniechęcony to moim zdaniem ktoś, kto wcześniej coś coś lubił, ale przestał to lubić, bo został do tego zniechęcony, ale może ja za mało książek w życiu przeczytałam i się nie znam.
                • mikams75 Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 27.06.16, 00:39
                  moim zdaniem zniechecony to rowniez ktos, kto probowal cos robic ale przestal, bo sie zniechecil z roznych powodow zanim dana czynnosc polubil.
    • joa66 Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 27.06.16, 00:01
      off top

      Dla mnie jest to wątpliwe moralnie, ze do rezygnacji z lektur często nawołują ludzie, którzy dbają o to, żeby ich własne dzieci klasykę jednak poznały. A cudze dzieci? Pal licho, prawda?
      • beataj1 Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 27.06.16, 00:31
        Problem polega na tym że te 60% Polaków którzy nie przeczytali w minionym roku ani jednej książki zostało przeciągnięte przez tą klasykę. I co z tego.

        Ja naprawdę rozumiem wagę klasyki, arcydzieł itd.
        ALe nie należy zapominać że czytanie książek to ćwiczenie również innych umiejętności przy okazji tzn umiejętność rozumienia czytanego tekstu, umiejętność wyciągania wniosków na podstawie przeczytanych informacji, synteza tych informacji, zasób słownikowy bierny i czynny itd.
        I sa to umiejętności, które nieużywane zanikają. I dlatego dla społeczeństwa jest zyskowne by ludzie ćwiczyli te umiejętności- nawet jak nie robią to przy użyciu Kodu Leonarda da Vinci zamiast Camusa.

        Bo ci ludzie będą musieli kilkakrotnie w życiu przeczytać jakieś umowy i zrozumieć je, może przeczytać wiadomości w gazecie czy necie i wyciągnąć wnioski.

        Klasyka fajna rzecz - ale przy takich wynikach czytelnictwa trzeba zapobiegać wtórnemu analfabetyzmowi. .
        • joa66 Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 27.06.16, 00:37
          nie ma ŻADNYCH badan, które by potwierdzały związek między lekturami a późniejszym czytelnictwem. Nie ma żadnych badań potwierdzających, że czytanie rysowanek o Barbie ma jakikolwiek pozytywny wpływ na cokolwiek (poza ewentualnie statystykami).

          Tylko głupio kiedy dbamy o w miarę klasyczne wykształcenie naszych dzieci, a innym wmawiamy, że życiorys Barbie im wystarczy.

          dOBRANOC.
          • beataj1 Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 27.06.16, 00:45
            ALe czy ktoś pisze że trzeba równać do poziomu barbie.
            Sukces Harrego Pottera pokazuje że dzieciaki chcą czytać i są w stanie sie to naprawdę zaangażować. Że mają z tego frajdę i wywołuje to w nich emocje.
            Nie twierdze że HP ma trafić do kanonu, ale fajnie by było poszukać czegokolwiek współczesnego co mogłoby zainteresować dzieciaki i sprawić że czytanie będzie fajne a nie jedynie będzie obowiązkiem do odbębnienia.

            Badań nie ma - ale wyniki czytelnictwa mogą być potraktowane jako całkiem mocną wskazówkę że szkoła poległa na polu promocji czytania. Poległa dramatycznie.
            • joa66 Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 27.06.16, 00:47
              Lista lektur to inna sprawa , pomijając już to, że znajda się dzieci, które HP nudzi, jest za trudny itd. Nad listą powinni pracować eksperci a nie politycy.
              • beataj1 Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 27.06.16, 00:52
                No i o to mi chodzi. Nie twierdzę że klasyka ma być wycięta w pień. Niech będzie. Ale poza tym trzeba zaproponować dzieciakom coś co ma szansę potocznie mówiąc chwycić. By dzieciaki były zainteresowane jak dana historia się skończy, co się wydarzy itd. By miały szansę poczuć tą radochę z czytania a nie jedynie by mogły się napawać doskonałością składni czy doborem słów.

                Potem gdy już dzieciaki będą tą chęć do czytania w sobie miały ugruntowaną to nawet Pan Tadeusz (raczej niedoceniany przez uczniów) nie odciągnie ich od czytania.

                Ale jeśli dyskusja wygląda: nie ruszajmy klasyki bo to klasyka, to nic się nie zmieni i za chwile 80% polaków nie przeczyta ani jednej książki w roku.
                • joa66 Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 27.06.16, 01:04
                  przede wszystkim należy zapewnić fajne, przyjazne, szkolne biblioteki. A lektury nie maja z tym nic wspólnego. Jeżeli chcemy , żeby dzieci więcej czytały, to walczmy o to, a nie o brak lektur.
                  • srubokretka Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 30.06.16, 03:27
                    Nie biblioteki, bo sa takie dzieciaki jak ja, ktore sa zbyt wstydliwe, zeby do biblioteki wejsc (atmosfera). W szkolnej bib. bylam raz w zyciu z cala klasa, sama nigdy nie wrocilam. Trzeba te ksiazki wniesc do klas. Tak jest w szkole corki. Dzieciaki moga wybierac, przebierac, moga przyniesc swoje. Maja czas przeznaczony na ciche, wspolne czytanie. Czytaja bardzo duzo.
                    • szarsz Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 01.07.16, 12:03
                      Miałam taki pomysł, żeby w każdej klasie była mini biblioteczka, z której w dowolnej chwili można by wziąć książkę i poczytać pół godziny, ale nie chcieli indifferent
                      • srubokretka Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 01.07.16, 22:22
                        Moze chodzilo o to "w dowolnej chwili"? To nie moze byc w dowolnej, to musi byc czas okreslony (jak sa ciekawe ksiazki, to moze byc to wyznaczony czas w nagrode ). Jak jest opor to moze trzeba zebrac podpisy, namowic dzieci, zeby napisalay list motywacyjny. Przygotowac tez dzieci, zeby umialy z nich odpowiedzialnie korzystac. Nauczycielka musi byc do tego pomyslu przekonana, inaczej bedzie wiecej z tego strat niz korzysci.
                    • mikams75 Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 01.07.16, 22:47
                      w klasie mojej corki jest taka biblioteczka - fajna sprawwa, bo dzieci nie tylko czytaja ale i dyskutuja o tych ksiazkach, poecaja sobie nawzajem itd.
    • kub-ma Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 27.06.16, 00:58
      Mój syn w gimnazjum w minionym roku szkolnym miał kilka lektur obowiązkowych z tzw. klasyki, jedna do wyboru spośród kilku podanych oraz jedną, którą wybierali zupełnie samodzielnie. W sumie niezłe rozwiązanie.
      Dobór lektur nie jest sprawą łatwą. Pamiętam jak syn męczył się z książką "Kajtkowe przygody", bo on już zaliczał "Harry'ego Potter'a". Na szczęście młodszy syn ma lepiej dobrane lektury.
      Wyrobienie u dziecka wewnętrznej motywacji przez szkołę jest sprawą niezmiernie trudną. Nie oznacza to, że nie trzeba próbować, ale dużo łatwiej mają w tej kwestii rodzice.
    • sayyida Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 27.06.16, 12:49
      Zestaw lektur w warszawskiej podstawówce, 5 klasa:
      Harry Potter
      Baśniobór
      Przygody Tomka Sawyera
      W pustyni i w puszczy
      Chłopcy z placu Broni
      Biblioteka pana Lemoncella

      Jak widać, klasyka - przy czym klasyka jak najbardziej strawna, a jeśli niestrawna to milion razy ekranizowana, co ratuje w jakiś sposób szczególnie opornych - i literatura jak najbardziej współczesna, której na dodatek "nie wypada" nie znać.

      Sposoby opracowywania lektur: "Do którego z bohaterów ... jesteś najbardziej podobny i dlaczego?", "Debata oksfordzka na temat...", "Jak byś postąpił w sytuacji X".
    • memphis90 Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 29.06.16, 14:35
      Tak sobie myślę, że idealnie by było, gdyby uczniowie zawczasu wiedzieli DLACZEGO czytają daną lekturę, co powinni z niej wyciągnąć - charakterystyczny dla danego okresu sposób konstruowania powieści? typowa problematyka? jakeś szczególne środki wyrazu? coś kompletnie nowatorskiego w porównaniu z poprzednio omawianą lekturą z innej epoki? A tak- katują się czytaniem czegoś, co zupełnie do nich nie przemawia tylko po to, żeby za chwilę pisać sprawdzian ze "znajomości" lektury z pytaniami typu: jakie portki miał Staś w scenie ze słoniem? Czy nie lepiej byłoby powiedzieć: Szklarski wspaniale opisywał okoliczności przyrody, zaznaczcie sobie kilka opisów podczas czytania i omówimy je potem wspólnie (a poza tym, drogie dzieci, nie przejmujcie się encyklopedycznymi opisami, bo książka pochodzi z czasów, kiedy nie było internetu ani tanich wycieczek samolotowych na drugi koniec świata i rówieśnicy waszych rodziców i dziadków tak właśnie uczyli się świata...). Czy nie lepiej, zamiast katować dzieci budową 13-zgłoskowca i "Litwo, ojczyzno moja", pokazać dzieciakom, że "Pan Tadeusz" to fantastyczna opowieść: jest tam romans, miłość, zdrada, zemsta, konflikt...? Czy nie lepiej byłoby zawczasu powiedzieć "w czasie lektury zwróćcie uwagę na to, co oni tam jedli, czy ktoś zauważył zupę robioną z piwa?". Tymczasem mam wrażenie, że uczeń do samego końca nie wie DLACZEGO właściwie ma to czy tamto przeczytać, poza przyczyną "bo jest w kanonie na ten rok". No naprawdę- czy dla kogokolwiek taka "Antygona" to pasjonująca, wciągająca opowieść...? Trzeba uczniom powiedzieć, że czytają ją nie dla wypieków na policzkach, tylko dla zaznajomienia się ze sposobem konstuowania dramatu antycznego... Ja tam do dzisiaj nie wiem dlaczego kazano mi czytać Pilota Pirxa i cóż w tym było takiego fantastycznego, bez czego moja edukacja byłaby niekompletna...
      • iwoniaw Re: Mój ukochany temat: szkolne (nie)czytanie 29.06.16, 20:42
        memphis90 napisała:

        > Tak sobie myślę, że idealnie by było, gdyby uczniowie zawczasu wiedzieli DLACZE
        > GO czytają daną lekturę, co powinni z niej wyciągnąć - charakterystyczny dla da
        > nego okresu sposób konstruowania powieści? typowa problematyka? jakeś szczególn
        > e środki wyrazu? coś kompletnie nowatorskiego w porównaniu z poprzednio omawian
        > ą lekturą z innej epoki?



        A wiesz, że tak właśnie robią poloniści w podstawówce moich dzieci? Przed rozpoczęciem omawiania konkretnej lektury dostają listę problemów, na które mają zwrócić uwagę przy czytaniu. Znaczy w klasach 4-6, bo u maluchów samo omawianie książki nieco inaczej wygląda.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka