Czytam czasem to forum i kojarzę, ze niektóre z Was miały doświadczenia ze szwami czy innymi sposobami na niewydolna szyjkę.
W poprzedniej ciazy 5 lat temu szyjka skróciła mi sie mocno i rozwala, w związku z czym w 24 tygodniu miałam zakładany szew McDonalda. Ciąże donosiłam, ale cieżko znosiłam to psychicznie.
Teraz jestem w następnej ciazy, dopiero 6 tydzień. Przed ciaza byłam na wizycie u dr Debskiego, który kazał sie bzykać i zachodzić w ciąże, wiec zaszłam
Teraz lekarz z przychodni dr Debskiego proponuje badanie szyjki w 12 tygodniu i założenie szwu profilaktycznie. Bardzo sie boje, jak ta ciaza będzie wygladała. Wiem, ze bywa rożnie, gwarancji nikt nie da (jak powiedział lekarz, nawet w normalnej ciazy mozna nagle w 25 tygodniu urodzić...) ogólnie podobno profilaktyczny szew ma duża skuteczność. I w związku z tym chciałam zapytać o Wasze doświadczenia, czy mozna prowadzić po tym w miarę normalny tryb życia, pomaga to bardzo szyjce?
Zszokowała mnie informacja od lekarza, ze sa kobiety, które po założeniu szwu pracują. Na taka odwagę bym sie nie zdobyła, ale jednak jest to jakaś pozytywna wiadomość.
Zastanawiam sie tez nad jakimś psychologiem, zeby łatwiej było przebrnąć przez te stresy...