adriana.la.cerva
23.07.16, 21:37
Fatalnie czuje sie psychicznie od kilku dni. Jestem zmeczona i zniechcecona do zycia calkowicie. Troche to do mnie niepodobne bo nigdy nie mialam sklonnosci depresyjnych ale obecnie mam potwornie obnizony nastroj, a moja samoocena poszybowala do kompletnego dna.
Kilka czynnikow sie na to sklada:
- praca, niestety zmianowa, piatek,swiatek czy niedziela bo sluzba zdrowia. Nie jest jakos bardzo meczaca ale jej po prostu nie lubie i kazda droge z domu do pracy pokonuje z rzygiem. Uczciwie przyznam, ze jedyne co mnie tam trzyma to zarobki.
- ludzie w pracy, kompletny kosmos dla mnie, nie moje klimaty, co prawda nie mam sytuacji konfliktowych ale jestem uwazana za dosc chlodna osobe - robie swoje, po pracy biore torbe i jade do domu. Nie utrzymuje zadnych kontaktow towarzyskich z ludzmi z pracy.
- w zyciu prywatnym rowniez nie mam zbyt wielu znojomych. Bije sie w piersi moja wina bo niestety dosc wybrednie podchodze do ludzi. Wiem ze brzmi to fatalnie ale dla mnie na prawde musi zaiskrzyc i musze czuc sie wyjatkowo dobrze w towarzystwie. Nie interesuja mnie rozmowy o d... maryni.
- walka z wieczna nadwaga. Bycie szczupla chyba nie jest moim przeznaczeniem. Od kilkunastu dni sie zaparlam i faktycznie sporo robie aby zredukowac wage. Mimo tego czuje sie grubo, zle , nieatrakcyjnie.
- problemy finansowe - nasz wina bo oboje pracujemy i zarabiamy ale tez baaardzo duzo wydajemy i w zasadzie nie wiem na co. Co miesiac tak samo zostajemy na debecie a mnie to bardzo meczy.
-obiecywanki i plany rozlegle a jak dochodzi co do czego to sie rozlazi. Dla przykladu remont sypialni o ktorym mowimy od miesiecy i nic sie nie zmienia. Jakby zapalu w nas nie bylo.
- akurat w zwiazku mi sie uklada (odpukac w niemalowane) i narzekac nie moge.
Przepraszam, tak chcialam sie wygadac. Nienawidze siebie.