issa-a
04.08.16, 16:34
mąż sobie wyjechał z kumplami. Wykorzystałam czas i postanowilam zrobić gruntowne porządki, w tym w jego rzeczach.
Umęczona po sprzątaniu siegnęłam po guinnessa w lodówce. Mężowskiego guinnessa bo ja generalnie piwa nie lubię. Ale nic innego nie było.
Mąż lubi piwo ale, myślę sobie, odkupię mu, co tam.
Nosz q...a, pół dnia spędziłam na odszukaniu tego cholernego guinnessa (z kulką w środku), w Warszawie.
Nigdzie nie ma, stacjonarnie to juz zapomniec można. J końcu odnalazłam (chyba, uwierzę jak będę miała w ręku), w almie. Dostawa jutro.
No i żeby chociaż smaczne było ale gdzie tam... z sokiem pić musiałam to cholerstwo.
A myślałam, że już zaściankiem nie jesteśmy. Przynajmniej duże miasta.
A może powinnam od razu zapytać na ematce?