roksanka_3
19.09.16, 09:13
No nie lubię i już. Moja obecność na każdym ślubie kuzynek, kuzynów, sąsiadów i ludzi, których nie widziałam od dziecka wydaje mi się zbędna. A od pewnego czasu w rodzinie mojej, męża, sąsiadów z domu rodzinnego męża jest normalnie jakiś wysyp. Zdarza się, że po 3 w miesiącu. Wymiguję się jak mogę bo po 1 ( na szczęście) praca męża jest często nieprzewidywanie wyjazdowa, po 2 zwyczajnie mnie nie stać na te wesela, po 3 nie rozumiem idei fundowania innym ludziom weselicha i przyszłego życia (bo trzeba dać tyle ile zapłacili w lokalu żeby im się zwróciło + żeby dać im na nową drogę życia). Jako, że jakaś z powrotem moda nastąpiła organizowania ogromnych, bardzo kosztownych wesel, to koszty są spore. Nie stać mnie (jako, że tylko mąż pracuje bo mamy chore, niepełnosprawne dziecko), żeby wywalać ok 1000zł na każde wesele. Wolnych środków brak, a oszczędzić trudno dla siebie, tym bardziej dla innych i to takie kwoty. Jak wspomniałam mąż często wyjeżdża, więc szczęśliwie omija nas większość wesel. No ale rodzina, bądź sąsiedzi, znajomi są często oburzeni, że jak to nie możemy przyjechać (większość wesel odbywa się ok 200 km od nas), że jak to mąż nie może sobie przełożyć wyjazdu. A no nie może bo nie on ustala terminy i nikt tu nie ma nic do gadania, termin dostaje kilka dni przed i musi jechać, czasem z dnia na dzień, no taka praca. Rodzina oburzona bo dla nich wesele to świętość, jak ostatnio mi powiedzieli pracy jest dużo i zawsze się znajdzie, najważniejsze jest wesele a pracy poszuka sobie gdzie indziej najwyżej...Szczęka mi lekko opadła, praca męża to jedyne źródło naszego dochodu, wynajmujemy mieszkanie, mamy chore dziecko, rehabilitacja itd nikt nie rozumie, że nie możemy sobie pozwolić na utratę dochodu z dnia na dzień. No ale rodzina nieugięta, obrażona. Czeka mnie jeszcze kilka wesel w tym roku, nikomu nie mogę obiecać, że będziemy na pewno, bo jeśli mąż będzie musiał wyjechać to może się to odbyć " z dnia na dzień". I teraz co byście zrobiły? Kajały się przed rodziną? Pojechały z dzieckiem same? Ryzykowały z lewymi zwolnieniami męża, żeby tylko być na weselach? Ja sama robiłam małe skromne wesele, bardziej jako przyjęcie, nie spraszałam kuzynek, ciotek z całej Polski i nie obrażałam się na nikogo jeśli ktoś nie mógł, nie chciał być. No a teraz mam obrażoną dużą częśc rodziny. Przejmować się?