Moja szefowa-kardowa znalazła wczoraj na biurku post-it z notką, żeby sobie włosy pofarbowała, bo ma odrosty i wygląda staro i brzydko, i włosy są ozdobą kobiety i powinna o nie dbać (szefowa po 50, normalna, średnio zadbana kobieta na poziomie) - nie wiadomo od kogo. Tzn ona powiedziała, że się domyśla ale nie powie. Opowiedziała nam to przy lunchu i mieliśy polewkę, no ale imieniem nie rzuciła.
I mamy drugiego. Koleś koło 50, wygląda jak bezdomy, ciągle w szortach - bez względu na pogodę, koszula taka jak na ryby i muszka do tego. Długie włosy, siwe, a dosłownie ma ich 3 na krzyż i brudne jak nie wiem co. I ciągle w sandałach lub na boso a na piętach ma takie dziury jak Wielki Kanion - ochyda... Kiedyś - jak przyjechało szefostwo z Finlandii i była imprezka w biurze - siedział na kanapie, zdjąc te sandały, położył stopę na kolanie i zaczął skubać te pięty i rzucać na podłogę, a potem całą garścia pop-corn ze wspólnej miski wziął. Szefowa marketingu to mało się nie przekręciła. No ale potem miał całą miskę pop-cornu dla siebie. Do tego często się rozbiera(ł) do majtek i szedł spać w holu na kanapie albo na podłodze. W końcu były skargi i kadrowa miała z nim rozmowę to już nie śpi w biurze (tak często), a jak czasem śpi to w spodniach. Ale z gadki wynika, że on się uważa za Sheldona Coopera i że jest takim słodkim ekscentrykiem, że "soft kitty, warm kitty"

A kolejny, też trochę starszy - ma w swoim biurze suszarkę do ubrań (taki wieszak) i tam ręcznik suszy i ubrania, które pierze w ręku w pracy. A na parapecie mydło, szampon. On mieszka daleko i dojeżdża ponad 2 godziny i mówi, że mu szkoda czasu na mycie i pranie w domu to w pracy to robi. A czasem, jak mu się nie chce jechać to nocuje w pracy. No ale przynajmniej się myje i pierze