Znalazłam dziś sprzątając kartkę papieru. Na górze zdanie "zażółć gęślą jaźń" a poniżej kilkanaście podpisów mojego męża. No i patrzę w tą kartkę i zastanawiam się najpierw: wyrzucić, zostawić? Potem chwilkę myślę ale o co chodzi. Jaka jaźń i po kiego ktoś trenował podpisy ślubnego. Chyba nie dzieci? W końcu jednak odkładam kartkę na bok. O sprawie zapominam. Wstaje mąż i patrzę a on siada do stołu i pisze to "zażółć gęślą jaźń" i dalej te swoje podpisy. Patrzę odrobinę zdziwiona a mąż na to, że rozpisuje tylko wkład od długopisu

Ematka by pewnie zajarzyła od razu o chodzi, prawda?