joanekjoanek
29.10.16, 14:17
Już mnie szlag trafia od tych wątków. Wszędzie, ale to wszędzie zawodzą trole pieśnią "czyż mamy prawo zabijać blastocysty", a masa forumek pro-czojs, nie wiadomo po co, uprzejmie tym trolom wykłada, że qwa mamy. Bo wolność, bo prawa człowieka, bo wybór, bo decyzja.
Dlaczego nikt nie zadaje pytania "czy mamy prawo powoływać na świat nowych ludzi, którzy będą ciężko chorzy / upośledzeni / cierpiący"??? Nie mamy na to wpływu przy robieniu (no chyba że produkcja odbywa się na szkiełku laboratoryjnym, ale do tego przecież też "nie mamy moralnego prawa"), ale mamy wpływ po zrobieniu. Zrobimy badania, wiemy, że nam się urodzi dziecko Chazana, czy chociażby człowiek, który będzie bardzo chory, który będzie upośledzony i będzie krzywdzony przez całe życie przez innych ludzi - i co, jakie my mamy moralne prawo zadecydować "aaa, ja sobie urodzę, bo mój bóg tak chce", albo "bo tak mi sumienie podpowiada", albo "bo tacy ludzie wnoszą dobro do społeczeństwa", albo cokolwiek?
Jakie mamy moralne prawo powoływać na świat człowieka, któremu będzie na tym świecie źle, jeśli możemy temu zapobiec na etapie embrionalnym (kiedy mu jeszcze nie jest źle, bo być nie może)?
Jakie to dobro jest w tym prawie do życia, które jest takie znowu strasznie nadrzędne nad prawem do komfortu i unikania cierpienia?
Dlaczego o to nikt nie pyta, tylko wtórujemy tym trolom w mantrze "jakie mamy moralne prawo usuwać embriony"?!