cytrynka3
30.09.04, 20:19
Hej
Właśnie sobie przypomniałam. Pracowałam kiedyś w serwisie znanej firmy
telekominukacyjnej.
Miałam liczne obowiązki między innymi przyjmowanie sprzętu do naprawy wg
określonej procedury. Kiedy ktoś przynosił sprzęt, musiałam np. zapytać jakie
są objawy sugerujące, że rzecz się zepsuła.
Pewnego dnia przyszła elegancka kobieta. Tzn. elegancka z ubioru, bo co do
kultury...
Poprosiłam grzecznie o imię i nazwisko, nr telefonu (wypisywałam kwit), w
końcu zapytałam co się złego dzieje ze sprzętem (to był telefon), czy nie
działa sekretarka, czy przerywa, a może słychać szumy itd. W tym momencie
kobieta nie wytrzymała i wrzasnęła: A co to panią obchodzi?????
Zdębiałam dokumentnie. Zresztą nie tylko ja, ale również inni pracownicy.
Ja oczywiście rozumiem, że nie trzeba się na tym znać, ale skoro uznała, że
telefon nadaje się do naprawy, to musiała mieć jakiś powód. Nic nie dało
grzeczne tłumaczenie (my powinniśmy wiedzieć co nie działa, owszem, ale chyba
można powiedzieć co złego się dzieje). Rozpętała się niezła awantura z
udziałem szefa zreszta, po czym pani została wyproszona z biura (wyzywała mnie
i nie tylko mnie, przeklinała itd.). Nie byłam świadkiem wyjścia połączonego z
trzaskaniem drzwiami, gdyż po prostu zostawiłam kobietę z szefem i innymi
pracownikami i trzęsąc się z nerwów wyszłam na 30 minut z biura aby ochłonąć.
Miałyście kiedyś równie dziwne sytuacje w pracy?
Pozdrawiam
Cytrynka