Choć i tak zrobię po swojemu, to nie lubię, nawet teoretycznie, takich sytuacji.
Jest sobie zaprzyjaźniona (mocno) rodzina.
Wakacje, chrzciny, czasem święta, urodziny - zawsze razem.
I jedna osoba z tejże rodziny wystrzela w kosmos.
Zdrady, długi, szarpanina w sądzie o dzieci, horror.
Mąż nie może patrzeć na żonę, żona na męża. W jednym pomieszczeniu natychmiast jest kwas.
I teraz - kiedy nadal chcemy organizować urodziny i inne spotkania zapraszamy jedno z nich, ponieważ nie chcemy U SIEBIE mieć kwasu.
I zawsze któreś jest obrażone.
Zdradzone - bo nikomu krzywdy nie zrobiło, zdradzające - bo krzywdy nie zrobiło nam lub dzieciom, więc o co chodzi.
To trwa już dwa lata i nikt nie chce przestać nas lubić

Poza tym jesteśmy nawzajem chrzestnymi swoich dzieci i ciągle jest jakaś okazja.
Jak rozwiązujecie/rozwiązałybyście taką sytuację.