hrabina_niczyja
11.12.16, 23:39
Tak się wyżalić chciałam, bo i recepty na to nie ma. Nienawidzę świąt wszelakich, a tych nadchodzących najbardziej. Nienawidzę atmosfery domu rodzinnego, w którym czekają mnie trzy dni udręki z matką, która jak nie pojadę to będzie sama, bo z rodziną kontaktów nie poukładała żadnych, ta depresja w powietrzu mnie zabija. Szczerze to wolałabym zostać w domu sama, zjeść śledzia z pudełka i filmy oglądać niż tam jechać. Koszmar totalny. U ludzi choinki, prezenty, rodzina, a u mnie... wielkie nic. Matka śpiąca o 21, gwar zza ściany i ja sama w świąteczne wieczory nie mam do kogo gęby otworzyć. I wiecie co, mam do niej w tym roku taki cholerny żal, że całe życie nie zadbała, żebym miała choć nitkę rodziny, żebym nie została sama jak palec i uwiązana tylko do niej. W sumie to ja nie pamiętam fajnych świąt. Zawsze robiła cyrki, zawsze jej było źle i zawsze jak nie płakała to uciekała z płaczem od dziadków. Coś we mnie pękło w tym roku...