Właściwie ciamajda, to chyba niewłaściwe określenie, ale chwilowo nie mogę znaleźć bardziej odpowiedniego.
Dzisaj syn mnie rozbawił do łez, ale i wzruszył i trochę mi się go zrobiło żal.
Dostał do szkoły drugie śniadanie. Dwie kanapki, 2 kabanosy, jabłko i na deser dwa racuchy.
Tak, rzuciłam, że racuchy to na deser.No i dziecko potraktowało to poważnie.
Gdy odbierałam syna ze szkoły - o godzinie 12:45 - zajrzałam do śniadaniówki - a tam wszystko wymiecione do czysta. Zdziwionazapytałam, czy az tak głodny był. W odpowiedzi usłyszałam"nie, ale chciałem te racuszki zjeść..."
No i poczułam się głupio. Bo ja to bym pewnie inaczej sprawę załatwiła...
No i teraz mam dylemat. Prostować już syna, czy poczekać aż się sam wyprostuje i zacznie lekko kombinować?
Ps. Dwie kanapki zawsze mu daję, bo czasami, gdy dłużej w szkole zostaje zjada obie. W dni,kiedy kończy wcześniej, zasadniczo obu nie zjada. A jak zjada, to co innego zostaje.