Mam syna niejadka, chodzi do drugiej klasy. Kiedyś jadł wszystko, niestety, z chwilą pójścia do przedszkola poznał co to słodycze, żywność przetworzona i pomału ze swojego jadłospisu wycofywał warzywa, surówki, ziarna, kasze. Głównym problemem są drugie śniadania. Syn nie chce jeść kanapek, jogurtów, owoców. Jedyne, co uznaje do szkoły to batoniki. Próbuję przemycić mu wafle ryżowe, piekę zdrowe muffinki, robię naprawdę pyszne ciasta ze stron wegetariańskich, zawierające warzywa i kasze - w ogóle nie wyczuwa się tych dodatków w smaku. Nie chce. Ostatnio przepyszny jagielnik wylądował w koszu. Piekę pełnoziarniste pieczywo - nie, wydłubuje ziarna. Nie wiem, co dalej, nie może przecież dzień w dzień jeść słodyczy

Do dietetyka jestem zapisana, kolejka, trochę to potrwa. Chciałabym wykorzystać ferie zimowe, żeby popracować nad ograniczeniem, a wręcz wyeliminowaniem słodkich produktów. A może gó...arza przegłodzić, nie dać batoników do szkoły, tylko normalne jedzenie? poradźcie, plis.