Widzę, że tutaj na forum siedzi dość dużo znających się na rzeczy dziewczyn (wąskich specjalistek tarczycowych

), więc też bym się chciała skonsultować, zanim uderzę do endo.
Ogólnie to staram się o drugie dziecko, więc sobie na początku starań zrobiłam badanie TSH i wyszło dość wysoko, ale ciągle w normie 2,4 (wiem, że różne są podejścia zarówno endo jak i ginów, niektórzy twierdzą, że kobiety starające się o ciążę powinny mieć TSH równe 2, inni żę 2,5 to góna granica, a jeszcze inni, że 1 to jest max).
Powtórzyłam badanie po 3 miesiącach, z myślą, że jeśli przekroczyło "magiczną" granicę 2,5 to uderzam do gina i niech coś tym robi, bo nie chcę tracić czasu na bezowocne starania. Ale okazało się, że TSH spadło do 1,4 a fT3 i fT4 też są raczej ok (oba powyżej 30%).
Ale już się umówiłam na USG tarczycy, to poszłam. I wyszło wszystko w jak najlepszym porządku, tylko doktor zauważył, że coś tarczyca mała i że jeden płat jest większy od drugiego, ale to fizjologiczne.
No i na tym by się skończyła moja przygoda z tarczycą, ale wzięłam i z ciekawości porównałam badanie z badaniem które robiłam 3,5 roku temu no i wyszło, że tarczyca mi się zmniejszyła... I teraz nie wiem, czy to normalne i tak się może stać, czy jednak coś jest na rzeczy. Moje wyniki to:
2013
(objętość liczyłam sama na jakiejś stronie internetowej, mam nadzieję, że wynik jest prawidłowy)
płat prawy: 40x15x15 = 4,5 ml
płąt lewy: 40x15x14 - 4,2 ml
2017
pp: 4 ml
pl: 3,25 ml
No i tak sobie myślę, że chyba jednak ta różna wielkość płatów nie jest u mnie fizjologiczna... Mimo że obraz jest prawidłowy. Co o tym myślicie?