Zapożyczam sobie to wyrażenie od danaide, z Jej wątku o pomaganiu, bo mieści się w nim mniej więcej wszystko, o co chciałabym Was zapytać.
Powiem tak, znam raptem może ze 2 samotne matki w realu, jak dla mnie to one mają rozpaczliwy deficyt faceta

. Czyli jedna ma za sobą już 3 nieudane związki, pierwszy z ojcem dziecka, rozgląda się za następnym. Druga co jakiś czas pojawia się z kolejnym "wujkiem" dla syna, ale jakoś niewiele z tego wychodzi. Obie wykształcone, mądre, zadbane, najwidoczniej nie umieją sobie znaleźć kolejny raz chłopa na własnym poziomie, aż mnie samą złość bierze, że takie fajne, w dodatku atrakcyjne, baby i tak chętne na nowy związek są tak kiepsko zagospodarowane (a może to z deficytów wynika

).
Ja sama spotkałam się w życiu kilkakrotnie z uwagami w stylu: to czy tamto dziecko jest zaniedbane w szkole, źle się zachowuje albo ma niedopilnowane lekcje i nie radzi sobie tak super hiper, no bo wiesz, to jest dziecko samotnej matki. I to było mówione mi prosto w oczy, przez osobę, która znała też i mój stan rodzinny. Bardzo przykre, jakby ktoś znienacka strzelił mnie w twarz, ale mniejsza z tym.
Kiedyś z kolei pierwsza wychowawczyni mojej córki, na moją skargę na chłopca, który bardzo fizycznie i nieprzyjemnie zaczepiał dziewczynki, w tym moją, powiedziała coś takiego: No co też, on jest zadbany, ma rodziców na poziomie, w domu nie ma żadnej patologii, nie jest wychowywany przez samotną matkę czy coś! (pani też znała mój stan rodzinny BTW).
Teraz czytam sobie, co pisze danaide o sobie, o jakichś tam znajomych. Pamiętam, jak mi kiedyś inna, udzielająca się w wielu tematach forumka pojechała ze swoim szczęściem rodzinnym, a wybrakowaniem rodziców-singli

. I przyznam, że ten temat wciąż odrobinę we mnie tkwi, wciąż bywają sytuacje, w których sobie myślę, że pewnie ktoś tam po cichu uważa, że ze mną coś nie tak, bo jestem sama - więc na pewno gorsza, dziwna...
Tyle mojego doświadczenia i odczuć w temacie "samotna matka" - to, że w tej chwili czuję się coraz lepiej, wynika raczej ze mnie samej i z nastawienia na pogłębianie kontaktów z życzliwymi ludźmi, a więc jednak jakiegoś tam selekcjonowania otoczenia.
A Wy, co myślicie? Wy, mamy samotne i niesamotne? Sama mama jest wybrakowana, czy nie?