w watku o tym, do czego sie zmuszacie, padlo takie zdanie (od Princess):
"Paszcze trzeba malowac jak sie do roboty idzie jako.manager co by nie straszyc klientow widokiem wyblaklej blondyny."
i zastanawiam sie, czy w tym kontakcie z klientem ten wymuszony "dobry wyglad" jest naprawde taki wazny, czy tylko sie tak pracownikom wmawia. dodam, ze to akurat nie jest i nie byl moj problem, nigdy nie pracowalam "z klientem" i mam nadzieje, ze nie bede musiala. (trzymajcie kciuki!

).
i napisze wyraznie: nie chodzi mi o totalna abnegacje i brak higieny (o to przede wszystkim mi NIE chodzi).
czy dla Was, jako klientow, ten wyglad naprawde tak bardzo sie liczy? czy jednak bardziej kwalifikacje, sposob zachowania, generalnie jakosc obslugi - jakie znaczecze w tym wszystkim ma "umalowana paszcza" i inne "dress code'y" itp? powiedzmy, ze jakos obslugi merytorycznie i personalnie jest dobra - ten wyglad ma dla klienta az takie znaczenie? ta "wyblakla blondyna" az tak zmienia Wasza percepcje? albo ta "bluzeczka z cekinami" u urzedniczki, ktora jest mila, kompetentna, usmiecha sie i zalatwia Wasza sprawe spiewajaco, za to ma zly gust?...
ja nigdy z wygladem innych nie mialam problemow, nie przeszkadza mi wyblaklosc, lubie stroje wyrazjace osobowosc, nawet jak mi sie nie podobaja, lubie ludzi, ktorzy sa mili, znaja sie na swojej robocie, bez znaczenia, czy w garsonce i pieknym makijazu, czy bez. kobiety na szpilkach w olowkowych spodnicach podziwiam estetycznie, ale jako klientce, sa mi dosc obojetne te stroje i oznaki "zadbania".