niu13
30.12.17, 22:01
Nie mogę się rozpisać jak bym chciała, bo tylko tel., ale od czwartku trwa u nas taka atmosfera, że mam najczarniejsze myśli, co ja robię z tym chłopem, dziwię się. Odkąd mamy dziecko psuje się m nami coraz bardziej, teraz jesteśmy na wyjeździe sylwestrowym, wymyślonym przeze mnie, bo nie chciałam siedzieć w domu z niemowlakiem i on sfochowany, jakby mi łaskę robił, że musiał wyjechać. Łącznie z akcją przemocową, że po przyjeździe wyrwał dziecko z fotelika, wrzeszcząc na mnie, żebym go puściła, bo sobie ubzdurał, że przełoży go do wózka. Atmosfera koszmarna, spaceruję sama z wózkiem po lesie i rozmyślam, co zrobić ze swoim życiem. Dopóki dostosowuję się do jego wymagań jestem kochaną żoną. A wymagania są takie: prowadzić dom, dawać mu pracować ile chce ( tzn. nocą, a rano go nie budzić), nie komentować jego przeszłości, nie chcieć niczego dla siebie, bo zaraz będzie żal pieniędzy, świadczyć usługi łóżkowe. Czuję się dramatycznie źle. Wkoło ludzie się bawią, relaksują, a ja jutro też będę osamotniona i będę musiała patrzeć ns jego miny. Nie chce mi się z nim gadać.