Dodaj do ulubionych

Śrubokręt i aborcja

17.01.18, 18:11
Bardzo zainteresował mnie początek tekstu "Szydełko, drut, śrubokręt" do aborcji w Wysokich obcasach. Niestety: "wyczerpałeś już limit..." Czy jakaś dobra dusza zechciałaby wkleić tekst? Nie widzę nic innego, co chciałabym przeczytać w całości, a płacić za cały portal w imię jednego artykułu...
Z góry dziękuję.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 18:12
      Bez czytania mogę powiedzieć, że pewnie znów cytują Boya-Żeleńskiego i Krzywicką z XX-lecia międzywojennego.
    • romans_petitem Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 18:46
      Prześlę jak wrócę do domu smile
    • lauren6 Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 18:59
      Najgorsze dyżury były na oddziale septycznym. Dlatego że tam karetki ciągle podjeżdżały, zwłaszcza nocą, i przywoziły kobiety z krwotokami po pokątnie wykonanych aborcjach - Anna Dziewit-Meller rozmawia z Anną Podstawską-Dziewit, ginekolożką, swoją babcią.

      Jak to się stało, że panienka z dobrego domu postanowiła zostać lekarzem, że wymyśliła sobie najpierw medycynę, a potem, co gorsza, ginekologię?

      Chciałam czmychnąć z domu, z Sosnowca, gdzieś dalej. Złożyłam papiery na medycynę w Łodzi. Na pierwszym roku tak mi się nie podobało, że strasznie żałowałam i myślałam, że to rzucę. Ale podpierał mnie, listownie, mój dziadek. I wytrwałam. Moja grupa to było 11 osób, cztery babki i reszta chłopaków (bardzo fajni) - jakoś dzięki nim przetrwałam pierwszy rok. A jak się już zaczęły zajęcia w klinikach, kontakt z ludźmi, z pacjentami, to mi się zaczęło podobać. A najbardziej podobały mi się oddziały zabiegowe. I neurochirurgia. W to poszłam.

      Skończyłaś studia w 1954 roku i dostałaś nakaz pracy w Chorzowie.

      Dostałam nakaz pracy na Śląsku. W Katowicach szefem wojewódzkiej służby zdrowia był znajomy ojca dr Orłowski. Leczył mnie, jak byłam dzieckiem. Kiedy się z nim spotkałam, miał dla mnie złą wiadomość - okazało się, że w naszym województwie nie było neurochirurgii. Była do wyboru chirurgia albo ginekologia w Chorzowie. Powiedziałam mu, że w takim razie wybieram ginekologię, bo stanowczo wolę pracować z kobietami. Moje doświadczenie było takie, że mężczyźni bardziej histeryzują, jak im coś dolega, albo to lekceważą.

      Zwłaszcza kobietę lekarkę, tak?

      Nie, w ogóle lekceważą proces leczenia. Są trudnymi pacjentami. Wyszukują sobie wiele schorzeń, ale tej dyscypliny w leczeniu jest u nich mało. Natomiast kobieta, jak choruje, to chce jak najszybciej wrócić do domu.

      Czy pamiętasz swój pierwszy dzień w pracy?

      Tak. Nie miałam gdzie mieszkać, więc dostałam pokój przy sali operacyjnej, taką dyżurkę. Mieszkałam tam prawie trzy miesiące. Przyszło nas wtedy trzy osoby - dwóch kolegów i ja. Ja się pierwsza nauczyłam wszystkiego, bo byłam zawsze na podorędziu. W razie czego budzili mnie w nocy i pracowałam. Byłam z tego powodu bardzo zadowolona, bo szybciej wszystko poznałam.

      Tam robiłaś swoją specjalizację?

      Tak. W jednym budynku, na parterze, był oddział ginekologiczny - chirurgiczny, na piętrze porodówka, położnictwo i noworodki, a w drugim budynku był oddział septyczny. Najgorsze dyżury były na septycznym. Dlatego że tam karetki ciągle podjeżdżały, zwłaszcza nocą, i przywoziły kobiety z krwotokami po pokątnie wykonanych aborcjach.

      To był 1954 rok, czyli przed wejściem w życie ustawy, aborcja była nielegalna.

      Tak. I to były nasze najbardziej stresujące dyżury. Jak podjeżdżała karetka pod oddział septyczny, to chwilami mrówki chodziły mi po plecach. Przywozili czasem kobiety łącznie z dwójką czy trójką małych dzieci, bo nie było ich z kim zostawić - mąż miał "nockę" w kopalni albo hucie. Płaczące dzieci zostawały w dyżurce, a ja na fotel brałam kobietę z krwotokiem, wykończoną, z bólami. Trzeba było ją opatrzyć, co robiłam z duszą na ramieniu, bo bałam się, czy od razu nie trzeba będzie jej wieźć na salę operacyjną, bo może być dziura w macicy, albo czy nie trzeba będzie usunąć całej macicy.

      Najczęściej te nielegalne aborcje były przeprowadzane nie lekami, ale jakimś sprzętem kompletnie nienadającym się do tego. A to śrubokręt, a to szydełko, a to druty do robót ręcznych.

      Zajmowali się tym ludzie absolutnie nieodpowiedzialni, brudnymi narzędziami.

      Biorę kobietę na fotel, zakładam wziernik - szyjka otwarta, leci krew, kawałki jakichś tkanek.
      • lauren6 Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 19:00
        Bo to były przeważnie wczesne stadia ciąży?

        Na ogół wczesne, ale bywało, że późniejsze. Ostrożnie wchodzisz do tej macicy odpowiednim, sterylnym narzędziem.

        Patrzysz, że macica podziurawiona i że wchodzi do niej kawałek jelita. Wyciągasz, ona prze, bo to jest taki odruch, i widzisz, że ten kawał jelita jest również podziurawiony. Oczywiście nie chce się taka babka przyznać, kto, gdzie i czym jej to zrobił. To są ekstremalnie bolesne zabiegi, a strach jest ją uśpić. Może się już nie obudzić.

        I tu już na samym początku, jak zaczynam badać, otwieram, dostaję się tam, do macicy - czy dać narkozę? Czy mi się obudzi? No więc to był straszny bicz na młodych lekarzy, bo na dyżurach tego typu byli wówczas przeważnie sami młodzi. No, można było dzwonić po kogoś starszego, ale albo się go zastało, albo nie.

        Wychodzi podziurawione jelito. I co wtedy się dzieje?

        Zostawiasz wtedy tę pacjentkę, żeby jak najszybciej sprowadzić krew dla niej, to w tym momencie kwestia życia i śmierci. Wózek - i pędem na salę operacyjną. Ta pacjentka, którą wspominałam, z trójką ryczących dzieci, to był dla mnie chrzest bojowy. Nigdy w życiu jej nie zapomnę. I tych jej dzieci w dyżurce. Na salę operacyjną musiałam ściągnąć chirurga, bo nie wiedziałam, jak z tymi jelitami działać. Trzeba było usunąć trochę jelita, całą macicę, bo była tak podziurawiona.

        Przeżyła?

        Nie przeżyła. Zakażenie organizmu zabiło ją w trzy dni.

        Mąż tej pacjentki powiedział nam potem, że aborcję robił jej facet, który na portierni dużego zakładu przemysłowego w nocy dorabiał w ten sposób.

        Wiem, że został aresztowany. Bronił się, że przecież on pomagał kobietom, a ten przypadek to po prostu był straszny pech. Trójka dzieci została osierocona, ojciec na zmiany pracował, nie wiem, co tam potem się z nimi działo, mogę sobie tylko wyobrażać. Będę ją pamiętać do końca życia i te jej płaczące dzieci.

        Taką pacjentkę z perforacją jelita, która zmarła, ja osobiście miałam w tym okresie, kiedy obowiązywał całkowity zakaz aborcji, tylko jedną. Ale tych z przedziurawionymi macicami było sporo.

        Ile takich kobiet średnio się u was zjawiało?

        Jak na dyżurze nie było ani jednej z nielegalnej aborcji, to człowiek był szczęśliwy, że udał się spokojny dyżur. Ja miałam w miesiącu 10-12 dyżurów. Były też takie przypadki, że aborcję rozpoczęto, a macica była cała. Rozpoczęto i nie dokończono - też częste przypadki.

        Czasami takie aborcje były robione przez lekarzy, bo zdarzało się, że pacjentka w gabinecie prywatnym, ale nie ginekologicznym, miała zaczętą interrupcję. Lekarz nie mógł sobie dać rady, nie był pewny, czy wszystko usunął, dzwonił, że właśnie w jego gabinecie zaczęła rodzić. No, ale to była nieprawda.

        Czy wówczas wkraczała prokuratura? Jakie były procedury przewidziane dla was - lekarzy?

        Myśmy musieli to tylko opisać w historii choroby i książce zabiegowej. Ale osobiście nigdzie tego nie zgłaszaliśmy dalej. To już do nas nie należało. Tak więc nie wiem, co tam dalej było z tym robione.

        Co się zmieniło po wejściu w życie ustawy łagodzącej przepisy?

        Pamiętam, że wtedy zmarła mi inna pacjentka. Swoją pierwszą ciążę przeleżała u mnie na oddziale, parę miesięcy. Miała bardzo poważną wadę serca. Leżała aż do porodu. Zrobiono jej cięcie cesarskie, bo nie można jej było narażać na poród - jej słabe serce by tego nie wytrzymało. Asystowałam ordynatorowi, bo on to operował. Pamiętam, jak namawiał pacjentkę, żeby zgodziła się na podwiązanie jajowodów podczas operacji, żeby już nie zachodziła w ciążę, nie ryzykowała. Nie zgodziła się.

        Upłynęły dwa lata i ona znów głosiła się do mnie do poradni - była w ciąży.

        Ordynator zasugerował jej usunięcie. Nie zgodziła się. I niestety, zgodnie z przewidywaniami kardiologów serce zaczęło wysiadać. Zmarła razem z dzieckiem. Osierociła to pierwsze dziecko, wówczas prawie trzyletnie.

        Mąż miał do nas ogromne pretensje, żeśmy jej nie przekonali. W takich wypadkach człowiek sam siebie winił. Że jednak za mało się gadało, tłumaczyło, że może by wreszcie zrozumiała.
        • lauren6 Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 19:03
          Gdy weszła ta ustawa - co się działo z lekarzami będącymi głęboko wierzącymi katolikami, dla których aborcja była śmiertelnym grzechem?

          Dyrektor wszystkich nas wtedy wezwał na zebranie i poinformował, że kto nie podda się ustawie, będzie zwolniony ze szpitala. Nie będzie miał możliwości specjalizacji, musi odejść. Nasz cały zespół ze złagodzenia przepisów bardzo się cieszył.

          Oprócz jednej osoby, która rozpaczała, że będzie musiała odejść, bo jest bardzo wierząca itd. I ja wpadłam na taki pomysł: "Jeśli się zgodzicie, to niech bierze zawsze dyżury w Wigilię i sylwestra i będziemy robić te zabiegi za nią".

          I przystała na to?

          Tak. Z radością.

          A nie miałaś nigdy jakiejś takiej refleksji, że trzeba ratować te płody za wszelką cenę?

          Wiesz, pamiętam, że w moim szpitalu pracowały siostry zakonne. Jeszcze zanim ta ustawa weszła, to różne części ciała płodów położne zbierały i paliło się to w kotłowni. Pamiętam, że poszłam do zakonnic i powiedziałam: "Zbierajcie te części i co jakiś czas idźcie na cmentarz, i tam pochowajcie w jakimś grobie". Oj, usłyszałam wtedy - że co ja sobie wyobrażam, że to przecież nie są dzieci! Nigdy tego nie zapomnę. Więc jaki prymat płodu nad kobietą?

          Kiedy weszła w życie owa ustawa w 1956 roku, to właściwie mieliśmy w Polsce aborcję na życzenie?

          Nie, nie na życzenie.

          Co to znaczy?

          Były określone procedury, które kwalifikowały do zabiegu. Najpierw w poradni stwierdzano, że kobieta jest w ciąży. Musiała zgłosić lekarzowi, że chce usunąć z takiego czy innego powodu - bo na przykład została zgwałcona.

          Ja miałam w swej karierze dwie 12-letnie pacjentki w ciąży, które za późno się zgłosiły do lekarza i obie urodziły. Jedna z nich zgwałcona przez ojczyma.

          No więc przychodziły i mówiły, że chcą usunąć z takiego czy innego powodu. Jeżeli tą przyczyną były względy zdrowotne, to taka pacjentka musiała mieć zaświadczenie od lekarza, u którego się leczyła. Oprócz tego musiała napisać stosowne podanie, pod którym byli podpisani ona i mąż - ojciec tego dziecka.

          Aborcję wówczas umożliwiały też tak zwane przyczyny społeczne.

          Na przykład bieda. Każde takie uzasadnienie musiało być potwierdzone przez stosowne urzędy. Z tymi papierami kobieta przychodziła do szpitala, gdzie ją badano, czy aby ta ciąża nie jest już za duża, bo aborcja była możliwa wyłącznie do 12. tygodnia.

          Ustalało się dzień, kiedy pacjentka ma przyjść na zabieg, i wtedy to było zrobione tak, jak powinno być. Ze znieczuleniem, przez fachowców. Nie było powikłań.

          Ale nie mogę się zgodzić na to, by mówić o aborcji na życzenie. Pamiętam taką jedną elegantkę. Nigdy nie rodziła. Przyszła po skierowanie na przerwanie ciąży. Mówiła, że musi usunąć, bo ma wykupione wczasy na wyspie jakiejś na Morzu Śródziemnym i przecież nie może tam się pokazać z brzuchem. Wyrzuciłam ją z gabinetu.

          Jak sądzę, liczba tych aborcji była taka sama, tylko teraz były one robione w warunkach szpitalnych?

          Tak, kobiety były poddawane aborcji w warunkach szpitalnych, nie gdzieś na portierni, zakażane, podziurawione. Nie robiono z nich kalek, które już nigdy nie mogły potem mieć dzieci. Te, które stać było, to nawet w czasach restrykcyjnej ustawy robiły aborcje prywatnie, w gabinetach lekarskich. A biedota najbardziej cierpiała.

          Takie prawo najbardziej uderza w najbiedniejszych ludzi. A jak było wtedy z antykoncepcją? Jak sobie ludzie radzili w latach 50.?

          Było trudno. Najczęściej ludzie sobie radzili stosunkami przerywanymi i kalendarzykiem. Zaczynały się powoli pokazywać tabletki antykoncepcyjne - dużo ich zapisywałam. Z tym że kobiety, jak miały pieniądze, to je wykupiły, a jak nie, to ich nie brały - więc niestety, nie była to skuteczna antykoncepcja.

          Pamiętam moją radość, jak udało mi się dostać przez znajomą z Danii całą wielką pakę spirali domacicznych. Trzymałam je jak największy skarb dla opóźnionych w rozwoju dziewczyn ze szkoły specjalnej, która znajdowała się niedaleko mojego szpitala. Te dziewczyny były często wykorzystywane seksualnie. Zachodziły w ciąże, które potem trzeba było usuwać.

          To, co mi zostało, dawałam biedniejszym kobietom w mojej poradni "K". Pamiętam, że przyszła do mnie taka pacjentka, której założyłam tę darmową spiralę. "Pani doktor, syn idzie do pierwszej komunii i ksiądz mi nie da rozgrzeszenia, dopóki nie wyjmę tej spirali". No to jej wyjęłam. Po tygodniu przyszła, żeby jej nową założyć. Szlag mnie trafił, naprawdę. Więc jej powiedziałam: "Teraz to pani sobie pójdzie prywatnie do innego lekarza i zapłaci za nową spiralę".

          Twój ojciec był bardzo religijny. I co on na to, że ma córkę ginekologa?

          Wiesz, za to mama nie była zbyt religijna. Więc zawsze stała po mojej stronie.
          • lauren6 Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 19:05
            A twój ojciec dyskutował potem z tobą, że robisz zabiegi aborcji?

            Nie. Nigdy się nie wtrącał w moją pracę.

            A jak dzisiaj tego wszystkiego słuchasz, to co sobie myślisz?

            Że zgłupieli. Uważam, że księża nie powinni się do tego wtrącać. Oni ponoszą dużą winę za to, że kobiety szukają pomocy gdzieś nie u specjalistów, narażając swoje zdrowie i życie nawet. Biskupi powinni się zajmować swoim personelem.

            Może gdyby w ustawie zapisać kary więzienia dla mężczyzn zostawiających kobiety w ciąży albo z dziećmi, wówczas aborcja byłaby nie tylko dozwolona, ale wręcz nakazana.

            Zostałabyś ginekologiem po raz wtóry?

            Na pewno. Ta praca dawała mi ogromną satysfakcję od samego początku. Pamiętam, jak w pierwszych dniach, kiedy mieszkałam w tej dyżurce, woła mnie taka najstarsza położna i mówi, że trzeba będzie kleszcze założyć.

            Kleszcze. Rany boskie! Myję ręce, patrzę na te kleszcze ze strachem. Podchodzę do pacjentki. Pokazuje się już kawałek główki, a położna bierze jakąś butelkę z wodą i mówi: "Zaraz, pani doktor, ja tu muszę najpierw ochrzcić. Jakby coś miało pójść nie tak".

            Założyłam te kleszcze, wyciągnęłam dziecko, rozdarło się na cały głos, zdrowe i całe. I już ochrzczone. Raz tylko w życiu te kleszcze zakładałam, bo zaraz potem je wycofano z użycia. Ale to była, pamiętam, dla mnie frajda, że wszystko poszło dobrze. Człowiek był dumny, że mógł zrobić to czy owo dla dziecka albo matki.

            Pierwsze cięcie cesarskie też było dla mnie niesamowitym przeżyciem. Pamiętam. Oczywiście potem to wszystko była już rutyna, ale pierwsze zabiegi zawsze robiły wrażenie na młodych lekarzach.

            Miałam dwóch szefów, których zastępowałam. Któregoś razu poszli obaj na urlop, ale wcześniej przekazali mi pacjentkę z zaawansowanym rakiem. "Tam dużo nie zrobisz - mówili mi przed operacją - bo to już jest taka ostatnia pomoc. Co będziesz mogła, to zrób i zaszyj, żeby trochę ulgi miała".

            No, otworzyłam brzuch, uwolniłam te zrosty, antybiotyk wlałam i taki płyn, żeby się zrosty nie robiły tak szybko, zaszyłam. Babce trochę się poprawiło. Zwolniłam ją do domu, nie miałam z nią kontaktu. Szefowie wrócili z urlopu. Wołają mnie po pewnym czasie i pytają o tę pacjentkę. "Hanka, coś ty tam robiła?" "To, co można było zrobić" - odpowiadam i czuję coraz większe zdenerwowanie. "Co się stało?" "Chodź, ona tu jest, zbadaj ją". W gabinecie babka leży uśmiechnięta, a ja myślałam, że już dawno nie żyje.

            Badam ją. Wyobraź sobie - nie ma zrostów, luz w brzuchu, babka zdrowa.

            Czyli ją wyleczyłaś? Z raka?

            To nie ja. Sama się wyleczyła. Cholera wie, co się stało. Przypadek.

            Jak mi mówią, że cuda się zdarzają, bo się ktoś pomodlił, to ja mówię: "To nie cuda, to przypadek". Bo ja wierzę w przypadek medyczny, a nie w cuda.

            Anna Podstawska-Dziewit - rocznik 1929, absolwentka Akademii Medycznej w Łodzi; lekarka, ginekolog-położnik, wieloletnia pracownica Szpitala Miejskiego nr 3 im. dr. Mielęckiego w Chorzowie

            Anna Dziewit-Meller - pisarka, autorka wydanej niedawno "Góry Tajget", powieści o eksterminacji pacjentów szpitali psychiatrycznych w czasie II wojny światowej
            • jeste_m_sobie Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 20:07
              Dziękuję bardzo.
          • tt-tka Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 20:22

            > Kiedy weszła w życie owa ustawa w 1956 roku, to właściwie mieliśmy w Polsce abo
            > rcję na życzenie?
            >
            > Nie, nie na życzenie.
            >
            > Co to znaczy?
            >
            > Były określone procedury, które kwalifikowały do zabiegu.


            Przede wszystki to trzeba bylo poczekac do roku 1959, kiedy to ustanowiono przepisy wykonawcze do ustawy. Ustawa bez wykonawczych nie funkcjonuje, choc jest sad



            > Takie prawo najbardziej uderza w najbiedniejszych ludzi. A jak było wtedy z ant
            > ykoncepcją? Jak sobie ludzie radzili w latach 50.?
            >
            > Było trudno. Najczęściej ludzie sobie radzili stosunkami przerywanymi i kalenda
            > rzykiem. Zaczynały się powoli pokazywać tabletki antykoncepcyjne

            Na bora i gaja, chyba za duzy skrot ! Tabletka to 1960 rok, w Polsce w aptekach od 1967 !
            A byly jeszcze globulki Zet, kapturki (cokolwiek to bylo), diafragmy, stosowano irygacje...
            To tak dla porzadku uzupelniam smile
    • najstarszy_syn_ksiedza_biskupa Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 19:24
      jeste_m_sobie napisała:

      > Nie widzę nic innego, co chciałabym przeczytać w
      > całości, a płacić za cały portal w imię jednego artykułu...

      Nie bardzo mi się podoba to co robicie, ale nie mnie oceniać. Zastanówcie się jednak czy nie powinniście wspierać walnych mediów? Czy nie warto poświęcić te parę PLN? W niezaleznej.pl czy odreczy.pl nie przeczytacie takiego wywiadu o tym jak było (i jak zaraz będzie).

      Gorąco namawiam kupujcie prenumeratę!

      Xsioonc
      • jeste_m_sobie Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 20:08
        Tak, masz sporo racji, Najstarszy synu... Ale rozgrzeszam się, że to, co bym wydała na prenumeratę i jeszcze więcej, wydałam w tym miesiącu na Owsiaka. A w Wyborczej pracowałam jakiś czas za psie pieniądze, więc są mi dłużni p: Gdybym tu nie przeczytała, i tak bym nie kupiła prenumeraty, raczej przy okazji wyhaczyłabym to w bibliotece.
      • lauren6 Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 20:15
        Z całym szacunkiem do praw autorskich pani redaktor, która przeprowadzała wywiad. Uważam, że w dzisiejszych ciężkich czasach akurat takie artykuły powinny być otwarte. Żeby każdy anti choicowy oszołom sobie przeczytał i wziął do serca jak się kończy zakazywanie aborcji.

        Oh wait, oni pewnie skaczą z radości, że babka opisana w artykule - z przedziurawionymi jelitami wypadającymi przez dziurawą macicę - umierała w męczarniach. Taki właśnie z nich "pro life".
        • livia.kalina Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 22:53
          >Z całym szacunkiem do praw autorskich pani redaktor, która przeprowadzała wywiad. Uważam, że w dzisiejszych ciężkich >czasach akurat takie artykuły powinny być otwarte

          żeby redakcja mogła zatrudniać piszących redaktorów i płacić im za ich pracę a nie być "januszami biznesu wykorzystującymi bezpłatnych stażystów" to najpierw musi skądś te pieniądze mieć.
          • zawsze-w-drodze Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 23:24
            Jasssne. Biedna Agora. Koń by sie uśmiał.
            m.facebook.com/story.php?story_fbid=1984250381601434&id=100000494734328
          • anonim1178 Re: Śrubokręt i aborcja 22.01.18, 00:52
            ale jednak jeśli autorka nie przeczyta tego artykułu to rzuci się na jakieś chłamy modowe z gazety.pl, więc może warto smile
    • zawsze-w-drodze Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 20:30
      Ten artykuł to jest mocno nieświeży odgrzewany kotlet z wiosny 2016. Nic nowego nie udalo sie napisać? Nieroby.
      • livia.kalina Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 20:33
        Napisz lepszy
        • zawsze-w-drodze Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 20:41
          Nie ja usiłuje sprzedawać przeleżałe truchła. Coś cienko przędziecie, że sie nie udało nic nowego wyklepać. Nawet na, i tak juz nędzne, stawki reporterskie szkoda?
          Smuteczek.
          • romans_petitem Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 21:02
            A ja go czytałam wtedy i nadal jest dla mnie interesujący.
          • lauren6 Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 21:14
            Też bym chciała żeby ten artykuł był starym kotletem. Niestety ciągle jest aktualny. Lada dzień cofniemy się w rozwoju do czasów śrubokrętów i szydełek.
            • zawsze-w-drodze Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 22:23
              Jest starym kotletem. Wyblaklą pocztówka z mrocznych dziejów. W dobie tabletek poronnych i paszportów w szufladach, w dobie internetu pełnego ogłoszeń o skrobankach na Słowacji i polskojęzycznych reklam klinik za Odrą, tabletek dzień po i dziesiątek gabinetów „wywołujących miesiączkę” jest co najwyżej tania propaganda dla ubogich intelektualnie. Walka nie idzie o aborcje jako taką. Tą katooszołomy przegraly lata temu. Walka idzie o późne aborcje wynaturzonych płodów. Tych szydełkiem nikt nie usunie. I to jest problem.
              • livia.kalina Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 22:51
                >W dobie tabletek poronnych i paszportów w szufladach
                fakt- to jest myśl- najpierw zdobywasz nielegalną w Polsce tabletkę poronną, następnie w przypadku powikłań, krwotoku np, wsiadasz w prywatny odrzutowiec i lecisz do jakiejś sympatycznej kliniki w Szwajcarii. Że też ja głupia na to nie wpadłam.
                >Walka idzie o późne aborcje wynaturzonych płodów. Tych szydełkiem nikt nie usunie.
                Bardzo mnie zastanawia, skąd ta pewność?
                • zawsze-w-drodze Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 23:18
                  Pozwól, że powtórzę - internet, Schengen, Słowacja,
                  A jak ktos jest na tyle głupi/biedny zw nie umie załatwić śnie tabsów poronnych, to i badan prenatalnych nie ogarnie. I nie bedzie wiedział, że jest szczęśliwym nosicielem arlekina.
                  • livia.kalina Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 23:55
                    "8 milionów Polaków doświadcza ubóstwa i wykluczenia społecznego. 2 mln Polaków żyje w skrajnym ubóstwie - to więcej niż oficjalnie mieszka w Warszawie. Nie stać ich na realizację nawet tych potrzeb, których niezaspokojenie prowadzi do biologicznego wyniszczenia"

                    Czytaj więcej na fakty.interia.pl/raporty/raport-lubie-ludzi/aktualnosci/news-raport-o-biedzie-w-polsce,nId,2469702#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
                    • livia.kalina Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 23:56
                      I GUS

                      www.newsweek.pl/polska/bieda-w-polsce-ponad-16-mln-polakow-zyje-w-niedostatku-,artykuly,398913,1.html
                      • zawsze-w-drodze Re: Śrubokręt i aborcja 18.01.18, 00:20
                        m.money.pl/wiadomosci/artykul/artykul,22,0,2396438.html
                        Dołóż pinceta. Dołóż spadające bezrobocie.
                        Tak. Sa ludzie słabi, niezaradni i po prostu głupi. Sa i beda. Bez zębów (bo go kosztuje), bez leków (to tez kosztuje) i bez opału. Sieroty po poprzednim systemie.
                        A obecny narodowo-socjalistyczny reżim tylko to wzmacnia. Wasi kolesie marksiści tez maja takie plany.
              • najstarszy_syn_ksiedza_biskupa Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 22:51
                zawsze-w-drodze napisała:

                > Jest starym kotletem. Wyblaklą pocztówka z mrocznych dziejów. W dobie tabletek
                > poronnych i paszportów w szufladach, w dobie internetu pełnego ogłoszeń o skro
                > bankach na Słowacji i polskojęzycznych reklam klinik za Odrą, tabletek dzień po
                > i dziesiątek gabinetów „wywołujących miesiączkę” jest co najwyżej tania propag
                > anda dla ubogich intelektualnie.

                Pozwól, że Ci odpowiem cytatem z artykułu:

                "Te, które stać było, to nawet w czasach restrykcyjnej ustawy robiły aborcje prywatnie, w gabinetach lekarskich. A biedota najbardziej cierpiała."

                Xsioonc
                • zawsze-w-drodze Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 23:22
                  Gdzie w dzisiejszej Polsce znajdziesz teraz biedote? Taka której nie stać na tysiaka w sytuacji podbramkowej? W ostateczności chwilówkę mozna wziąć.
                  Chooooojowosc obecnych pomysłów wladY polega na fakcie, że wady płodów wykrywa sie w czasie, gdy ciaza jest na tyle wysoka, że na tabsy i pokątny zabieg juz za późno. Zostaje szpital. A to jiz nie jest ani łatwe ani tanie.
                  • tt-tka Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 23:26
                    zawsze-w-drodze napisała:

                    > Gdzie w dzisiejszej Polsce znajdziesz teraz biedote? Taka której nie stać na ty
                    > siaka w sytuacji podbramkowej? W ostateczności chwilówkę mozna wziąć.

                    Bo ja wiem ? Moze powinnas o to zapytac matke (i ojca) tej piatki ukiszonej w beczce z kapusta ?
                    • najstarszy_syn_ksiedza_biskupa Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 23:33
                      tt-tka napisała:

                      > Bo ja wiem ? Moze powinnas o to zapytac matke (i ojca) tej piatki ukiszonej w b
                      > eczce z kapusta ?

                      Providentu wina! Na pewno odmówili tego tysiaka pożyczyć!

                      Xsioonc
                      • zawsze-w-drodze Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 23:42
                        Akurat by usunęła. To była ofiara wieloletniej przemocy. Z wyuczoną bezradnością. Po tabsy antykoncepcyjne, ani po spiralę jakoś nie dotarła. Sa dostępne. Kosztują grosze. Ale do tego potrzeba pójść do lekarza, do apteki. Do trzeba minimalnej choćby aktywności i samodzielności. Widać nie była w stanie. Piec razy pod rząd. Na skrobanke tez by nie poszła.
                        • najstarszy_syn_ksiedza_biskupa Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 23:48
                          zawsze-w-drodze napisała:

                          > Akurat by usunęła. To była ofiara wieloletniej przemocy. Z wyuczoną bezradności
                          > ą. Po tabsy antykoncepcyjne, ani po spiralę jakoś nie dotarła.

                          Spirale założyć w Polsce, w dużym mieście, to już za I PiS Apokalipsy nie było tak prosto. Więc nie bądź taki hop do przodu z tymi dobrymi radami.

                          Xsioonc
                          • zawsze-w-drodze Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 23:55
                            Tabsy kosztują GROSZE.
                            Proszszsz
                            www.doz.pl/apteka/p1507-Diane-35_tabletki_powlekane_3_x_21_szt
                            Trzymiesięczny zapas za dychę miesięcznie. Z malutkim haczykiem. I co? I nico? Bo ona nie była w stanie zaplanować wizyty i wykupić leków. Wolała kisić efekty mocno spóźnionej aborcji. Aberracja. Zdarza sie.
                            • tt-tka Re: Śrubokręt i aborcja 18.01.18, 00:27
                              zawsze-w-drodze napisała:

                              > Tabsy kosztują GROSZE.

                              > Trzymiesięczny zapas za dychę miesięcznie. Z malutkim haczykiem. I co? I nico?
                              > Bo ona nie była w stanie zaplanować wizyty i wykupić leków. Wolała kisić efekty
                              > mocno spóźnionej aborcji. Aberracja. Zdarza sie.

                              Zdarza sie i duzo czesciej, niz myslisz. Bo gin nie chce dac recepty. Bo aptekarz nie chce sprzedac. Bo maz trzyma kase i nie da na autobus do miasta. Bo ona zle znosi tabsy, a chlop nie chce z gumka. I tak dalej.
                              Witamy w Polsce gminnej. I nie, nie mam na mysli osiedli willowych.
                              • zawsze-w-drodze Re: Śrubokręt i aborcja 18.01.18, 00:45
                                Na autobus do miasta po tabsy nie da. Ale na autobus do miasta po skrobanke da. Hmmm. Pomyślmy.... logiczne.
                                Podobnie ze złym znoszeniem tabsow. Tabsy zle znosi to se bedzie fundować notoryczne ciąże i skrobanki. Przeciez to w sumie jak katar.
                                Ty myślisz jak piszesz?
                                • tt-tka Re: Śrubokręt i aborcja 22.01.18, 00:59
                                  Mysle. Co wiecej, wiem, co mysle i co pisze.
                                  A ty myslisz ? Jak sie kobieta chwyta za szydelko, to ci z tego wynika, ze maz dal na autobus i na skrobanke ?
                  • najstarszy_syn_ksiedza_biskupa Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 23:45
                    zawsze-w-drodze napisała:

                    > Gdzie w dzisiejszej Polsce znajdziesz teraz biedote? Taka której nie stać na ty
                    > siaka w sytuacji podbramkowej?

                    Co ty chcesz za tysiaka załatwić? Owszem sam zabieg w CR może opłacisz. Ale gdzie transport, gdzie ze dwa, trzy noclegi, gdzie pomoc mówiąca w lokalnym języku?

                    Xsioonc
                    • zawsze-w-drodze Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 23:59
                      Nie bredź. Wirtualna pisała o Słowacji ostatnio. Wcieleniowy reportaż był. Za 1800 masz wszystko łącznie z dowozem i odwiezieniem. Po polsku.
                      W Polsce „d” na sto procent bedzie taniej. W końcu ginekolodzy znają zycie i możliwości pacjentek.
                      • zawsze-w-drodze Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 23:59
                        Proszszsz - moze moderacja nie abortuje linku:
                        wiadomosci.wp.pl/bog-sie-rodzi-a-polki-jada-za-granice-usuwac-ciaze-pojechalismy-tam-z-ukryta-kamera-6200713765967489a
                        • najstarszy_syn_ksiedza_biskupa Re: Śrubokręt i aborcja 18.01.18, 00:11
                          zawsze-w-drodze napisała:

                          > Proszszsz - moze moderacja nie abortuje linku:

                          Czytasz czasem to co linkujesz?
                          "W najdroższej opcji wychodzi więc 2600 zł."
                          To jest prawie 3x więcej niż Twój wspomniany na początku tysiak. Ale nadal z połowa tego co w Polsce w cywilizowanych warunkach.

                          Xsioonc

                          PS. "To oznacza, że rocznie tylko w tej jednej klinice ciążę może usuwać ponad 800 Polek"
                          • zawsze-w-drodze Re: Śrubokręt i aborcja 18.01.18, 00:21
                            A ktos każe brać full wypas? W ekonomicznej 1800.
                            • zawsze-w-drodze Re: Śrubokręt i aborcja 18.01.18, 00:24
                              A to 2xwiecej to z sufitu? A tym PS o 800 aborcjach rocxnie w jednej klinice Potwierdzasz moja tezę. Problem „zwykłej” aborcji Polki rozwiązały sobie juz dawno. Kto chce to wie.
                              Problemem sa wysokie ciąże z chorymi płodami.
    • a.va Re: Śrubokręt i aborcja 17.01.18, 21:27
      "Może gdyby w ustawie zapisać kary więzienia dla mężczyzn zostawiających kobiety w ciąży albo z dziećmi, wówczas aborcja byłaby nie tylko dozwolona, ale wręcz nakazana. "

      O, i to jest bardzo dobry pomysł. Plus kary więzienia dla tych, którzy nie przynoszą kasy na dzieci. No to która partia jest pro life i przygotuje projekt poselski? Czekamy!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka