szonik1
07.02.18, 19:08
Tak się zastanawiam nad swoją miłością do moich dzieci i ciekawi mnie, jak jest u innych:
pierwsza córka była owszem od urodzenia słodka, ukochana, noszona, tulona, ale fala matczynych uczuć zalała mnie względem niej jakoś dopiero po roku - wcześniej przyznawałam przed sobą i zresztą innymi też, że jestem do niej przywiązana, ale odczuwałam jakieś zubożenie życia, mimo tego, co głosili znajomi ("dziecko wzbogaca"). Wartość dodaną dziecka odczułam dopiero po upływie właśnie roku.
Z drugą córką było inaczej, od razu praktycznie ta miłość się pojawiła, nie było fazy "dochodzenia".
Obecnie starsza ma ponad 5,5 roku i jest dość trudnym dzieckiem, często mnie irytuje potwornie, zanosi się na neurotyczkę - co zresztą odziedziczyła po mężu. Młodsza ma 3,5 miesiąca i postrzegam ją jako "samą słodycz".
Obydwie kocham oczywiście bardzo, każdą inaczej.
Zastanawiam się, czy ten prostszy początek miłości do drugiej spowodowany jest może tym, że szlaki emocjonalne już przetarte, że drugi raz idę tę samą ścieżką uczuć. A może wiek robi swoje?Doświadczenie pierwszego macierzyństwa?
Jak odczuwacie miłość do swoich dzieci? Jak się u Was to rodziło?