Dodaj do ulubionych

miłość - dzieci

07.02.18, 19:08
Tak się zastanawiam nad swoją miłością do moich dzieci i ciekawi mnie, jak jest u innych:
pierwsza córka była owszem od urodzenia słodka, ukochana, noszona, tulona, ale fala matczynych uczuć zalała mnie względem niej jakoś dopiero po roku - wcześniej przyznawałam przed sobą i zresztą innymi też, że jestem do niej przywiązana, ale odczuwałam jakieś zubożenie życia, mimo tego, co głosili znajomi ("dziecko wzbogaca"). Wartość dodaną dziecka odczułam dopiero po upływie właśnie roku.
Z drugą córką było inaczej, od razu praktycznie ta miłość się pojawiła, nie było fazy "dochodzenia".
Obecnie starsza ma ponad 5,5 roku i jest dość trudnym dzieckiem, często mnie irytuje potwornie, zanosi się na neurotyczkę - co zresztą odziedziczyła po mężu. Młodsza ma 3,5 miesiąca i postrzegam ją jako "samą słodycz".
Obydwie kocham oczywiście bardzo, każdą inaczej.
Zastanawiam się, czy ten prostszy początek miłości do drugiej spowodowany jest może tym, że szlaki emocjonalne już przetarte, że drugi raz idę tę samą ścieżką uczuć. A może wiek robi swoje?Doświadczenie pierwszego macierzyństwa?
Jak odczuwacie miłość do swoich dzieci? Jak się u Was to rodziło?
Obserwuj wątek
    • jem.gluten.i.cukier Re: miłość - dzieci 07.02.18, 19:57
      Jestem farciarą, bo zakochałam się w tym sinofioletowym kartoflu od pierwszego wejrzenia. Co ciekawe, aż do początku porodu ciąża była dla mnie sprawą mocno abstrakcyjną. To znaczy wiedziałam oczywiście, że to się skończy dzieckiem, ale emocjonalnie to, że będę matką do mnie nie docierało.
      Przy tym moją córkę łatwo się kocha, bo jest absolutnie bezproblemowym dzieckiem.
    • edelstein Re: miłość - dzieci 07.02.18, 20:07
      milosc od pierwszego wejrzenia
    • la_mujer75 Re: miłość - dzieci 07.02.18, 20:30
      Starszy - zajęło mi jakieś 6 tygodni, kiedy poczułam, że go kocham. Ciąża - w ogóle o nim nie myślałam, był dla mnie abstrakcyjnym bytem. Młodszy - już na etapie życia płodowego mógł się cieszyć moją miłością wink
      Starszy - "trudny" noworodek, potem lajtowe dziecko, aż do jakiegoś 5 roku życia- zaczęłam widzieć, że się różni od rówieśników, zaczęłam diagnozować i wyszedł nam ZA.
      Młodszy - początki cudowne, przy nim poznałam, co to znaczy radość wczesnego macierzyństwa. Potem gorzej, bo wiecznie jęczący i przy mojej nodze, na sekundę mnie nie spuszczał z oczu...
      Mam różne etapy- raz jest mi łatwiej ze Starszym, raz z Młodszym. Różnią się niczym dzień z nocą. Cecha wspólna - obaj bardzo grzeczni. I obu kocham nad życie.
      Jednak to Starszy jest w centrum moich myśli, pewne dlatego, że ma trudniej w życiu i serce mnie boli z tego powodu. Im bardziej patrzę na nich, tym bardziej widzę, jak niesprawiedliwie los się z nim obszedł sad Cały czas pod górkę, bez wytchnienia i ciągle tak daleko do szczytu... A Młodszy sobie w podskokach, bez wysiłku, z uśmiechem wędruje. Cieszę się, że chociaż Młodszy ma normalny start w życiu.
    • jolie Re: miłość - dzieci 07.02.18, 20:31
      Pierwszy syn - szalałam ze szczęścia od II kresek, nigdy chyba nie czułam większej radości, chodziłam 30 cm ponad chodnikami. Ciąża bezproblemowa, tylko poród mnie rozczarował (?), bo miałam cc ( bardzo chciałam rodzić sn). Syn od urodzenia drażliwy i mało śpiący, miałam problemy na początku z kp, ale na zdjęciach z tego okresu widzę, że tryskałam radością, widać to po oczach. Syn do dziś ( prawie 11 lat) ma raczej trudny temperament, jest moim przeciwieństwem. Kocham go bardzo, ale lecą iskry.
      Drugi syn (2,5 roku po pierwszym)- bardzo trudna ciąża, bo w niej zachorowałam. Chyba przez całą ciążę byłam jakoś bardziej skupiona na sobie niż na ciąży, było ciężko, mnóstwo płaczu. Synek urodził się naturalnie, poród mnie zaskoczył, od urodzenia bezproblemowy, śliczny jak z reklamy, spokojny. Dopiero po porodzie poczułam, że bezgranicznie go kocham, bałam się, że nie wyzdrowieję. On ma mój temperament, lepiej go rozumiem niż najstarszego i jest po prostu łatwiejszy (?) do kochania, jeśli można tak się wyrazić.
      Trzeci synek - ciąża straszna i trudna, do końca martwiłam się o jego zdrowie, a gdy mi go pokazali po wybudzeniu (miałam cc w znieczuleniu ogólnym), to zalała mnie fala miłości - trudno to opisać, wyłam ze szczęścia i uczucia ulgi, że jest ok. Trzyma mnie to do dziś, choć maluch raczej z tych trudnych, z pracy lecę do niego jak na skrzydłach. Uwielbiam to jego tuptanie po domu, śmiech, to, jak cieszy się całym sobą, gdy przychodzę ja czy mąż. Jest teraz w tym najsłodszym okresie małego dziecka.
    • fomica Re: miłość - dzieci 07.02.18, 21:04
      U mnie podobnie jak napisałaś - starszego na początku troche sie bałam, jak go nosić, jak pielęgnować, no wiadomo, jak to z pierworodnym, chwile to zajęło zanim go oswoiłam. Młodszego od pierwszych minut na porodówce już umiałam kochać, od razu było "uwielbiam, chcę tulić bez końca". Miałam więcej pewności siebie, mniej lęku, mniej emocji.
    • szmytka1 Re: miłość - dzieci 07.02.18, 21:04
      mam zupełnie an odwrót przy drugim dziecku odczuwam teraz to samo co ty przy pierwszym
    • semihora Re: miłość - dzieci 07.02.18, 21:08
      Mam tylko jedno i przeżywam to samo, co ty przy pierwszym. W ogóle wolę bardziej kumate dzieci, więc im będzie moje dziecko większe, tym lepiej nam będzie.
    • cosmetic.wipes Re: miłość - dzieci 07.02.18, 21:17
      Z pierwszym się "oswajalam" parę tygodni, zwłaszcza dlatego, że urodził się 10 tygodni za wcześnie i pierwsze dwa miesiące spędził w inkubatorze.
      Przy drugim urodzonym o czasie i po bardzo przyjemnym porodzie (szybki sn ze znieczuleniem) dostałam małpiego rozumy, przez trzy dni byłam na totalnym endorfinowym haju.
      Oboje to fajne, choć skrajnie różne charakterologicznie osoby. Starszy spokojny, logiczny i konkretny, jego wychowywanie to była (ma 21 lat) bajka i przyjemność intelektualna, młoda jest dominującą wariatką, ale ponieważ to mój klon, więc łączy nas więź duchowo-telepatyczna wink
    • zlababa35 Re: miłość - dzieci 07.02.18, 21:24
      Z tego, co opisujesz, niektóre dzieci są po prostu "łatwiejsze", bardziej współczulne z rodzicem, bo np. serdeczne, uczuciowe, łapiące podobne nastroje od samego początku. Do innych trudniej trafić i rozumieć ich reakcje.
      Ja o wiele lepiej rozumiem własne dziecko w miarę, im jest starsze, tak dopiero od IV klasy, czyli od ok. 10 lat wzwyż. Kochałam zawsze, ale świat niemowlęcia, czy małego dziecka, jakoś nie był mój. Najwidoczniej wolę łatwiznę.
      • la_mujer75 Re: miłość - dzieci 07.02.18, 21:42
        Ja tam też- im starsze, tym bardziej kocham smile Ogólnie okres do etapu przedszkolaka strasznie mnie nudził, a zwłaszcza w wydaniu Młodszego, bo juz drugi raz to przerabiałam smile Zabawy mnie nigdy nie pociągały, za to uwielbiam z nimi rozmawiać, a im starsi , tym fajniejsi z nich partnerzy w rozmowie.
        • tsaria Re: miłość - dzieci 07.02.18, 22:33
          Ja właśnie uwielbiałam ze starszym rozmawiać w okresie przedszkolnym, ten sposób patrzenia na świat takiego małego człowieka jest tak inny i zarazem fascynujący, z rozrzewnieniem wspominam jak po powrocie z pracy sadzałam go na blacie w kuchni, szykując obiad, a syn opowiadał mi co tam w przedszkolu było. Opowiadał to z takim przejęciem, ze szczegółami, teraz też bardzo lubię z nim rozmawiać, zadziwia mnie stale, że już wszystko ma tak ładnie w głowie poukładane, ale rozmawia wtedy ze mną jak sam chce, jak ma potrzebę, a nie tak z marszu jak był mały.
    • chocolatemonster Re: miłość - dzieci 07.02.18, 21:27
      U mnie w bolach bo mialam baby bluesa a corka od urodzenia byla 'hihg need' (a teraz asd). Nie wiem kiedy mi 'kliknelo' ale teraz odczuwam zwierzecy niemal instynkt. Jest dla mnie najcudniejsza, uwielbiam ja wachac i tulac, ciesze sie i jestem dumna z kazdego postepu i...zaluje,ze tak szybko rosnie. Czesto jej mowie, ze tak ja kocham,ze ja zaraz zjem i,ze jest najwiekszym szczesciem i spelnionym marzeniem.
      Z drugiej strony nie mam problemu z powiedzeniem corce, ze ma sie soba zajac na chwile bo ja potrzebuje wypic herbate i podumac.
    • chocolatemonster Re: miłość - dzieci 07.02.18, 21:31
      Aaaa...Moja corka jest pod wieloma wzgledami do mnie bardzo podobna ale ja jestem przylepa a ona czasem laskawie pozwala sie przytulic i wycalowac (i pewnie ma to zwiazek z asd). Dopoki nie mialam dziecka nie wiedzialam,ze drugi czlowiek moze az tak wzruszyc i uszczesliwic.
    • 18lipcowa3 Re: miłość - dzieci 07.02.18, 21:39
      ja jestem prosta i w tym temacie nie mam wiele rozkmin
      zaszłam kiedy chcialam , ciaze zdrowe, dzieci zdrowe, od poczatku kochana, zalane miloscia, bez depresji i innych zlych uczuc
      od razu je kochalam i czulam instynktownie jak sie nimi zajmowac i co kazda chce
      są inne, kocham je inaczej ,ale tak samo mocno
      ktora mnie bardziej irytuje? zalezy od dnia.
    • stephanie.plum Re: miłość - dzieci 07.02.18, 22:20
      kiedy go pierwszy raz zobaczyłam, pomyślałam, że jest okropnie brzydki.
      potem okazało się, że muszę o niego walczyć jak lwica, i z tej walki urodziła się miłość.
      chyba poczułam ją tak instynktownie pierwszej nocy, jaką spędziliśmy razem, w szpitalu, gdzie miał przetaczaną krew.
      wciąż jeszcze nie wiedziałam, czy zostanę jego matką (to skomplikowane...), ale czułam, całą sobą, że to moje młode.
      • niu13 Re: miłość - dzieci 07.02.18, 22:34
        Pierwszego pokochałam dość późno, ok po pół roku, byłam bardzo młoda, niegotowa na bycie matką, ale za to jak już mnie tąpnęło, to myślałam, że umrę z miłości, jakoś dotarła ona do sedna mnie. Młodego, późne dziecko, od ciąży taki dobry i bezproblemowy chłopczyk, uwielbiałam go od pierwszego wejrzenia, ciągle jest doskonały i cudny, nie mam z nim żadnych problemów. Mam natomiast problem ze sobą jako matką- nie lubię tej roli i bardzo źle się w niej czuję. Ciągle myślę, gdzie i czym wyrządzam swoim dzieciom jakąś podświadomą krzywdę, bo nie umiem być szczęśliwa w tych pieluchach, klockach i przedszkolnych jasełkach.
    • tsaria Re: miłość - dzieci 07.02.18, 22:25
      Będąc z pierwszym w ciąży on sam był dla mnie abstrakcją. Po porodzie cc jeszcze na sali operacyjnej przyłożyli mi jego buźkę do policzka i szybko go wzięli, a ja miałam taki niedosyt. Jak położna przywiozła mi go na sale to uważałam, że to najpiękniejsze dziecko na świecie. Na drugi dzień mama przywiozła mi książkę o którą prosiłam jeszcze wcześniej, pomyślała że będę sie nudzić. Przez cały tydzień w szpitalu nie doczytałam do końca pierwszej strony, cały czas, całymi godzinami wpatrywałam się w niego. Ogólnie strasznie fajny egzemplarz mi się trafił, jako niemowlę prawie bezproblemowe, potem jako 2-3 latek trochę nam dał w kość, ale był mega przytulny, taki maminy, bardzo mocno ze mną związany i taki jest do tej pory, a ma 8,5 roku.
      Młodszy ma 9 miesięcy. W ciązy tez abstrakcja, po cc przyłożyli mi go do twarzy i długo potrzymali przy mnie, płakałam jak bóbr, bo on po urodzeniu jak go odessali płakał strasznie, a jak mnie poczuł uspokoił się i tak się wtulił.
      Potem przywieźli mi go na sale i w pierwszym odczuciu pomyślałam, że jest brzydki i taki inny od pierwszego, ale już na 3 dzień jak jako tako doszłam do siebie, bo dużo gorzej się czułam niż po pierwszej cc, miłość do niego wybuchła. Jest dużo bardziej wymagający od brata w tym wieku, nie jest tak przytulny, bardziej niż za mamą jest za tatą, ale i tak jak się uśmiechnie to nogi mi mięknął. Uwielbiam ich obu, obaj są tak samo moi i mam nadzieje, że z młodego wyrośnie równie fajny chłopak jak ze starszego.
    • evee1 Re: miłość - dzieci 08.02.18, 07:48
      Jako osoba nie majaca stycznosci z zadnymi dziecmi przed urodzeniem pierwszej potomkini, bylam zaskoczona tym, ze zakochalam sie w niej od pierwszego wejrzenia i byla najpiekniejszym dzieckiem na swiecie, chociaz teraz widze na zdjeciach, ze niewiele piekniejsza od ET byla. Z synem bylo tak samo - cudo nad cudami po prostu. Kwestia jakosci porodu czy latwosci zajmowania sie nimi jak byly niemowletami nie miala u mnie znaczenie (bo i jedno i drugie bylo u nas dosc ciezkie i dalo mocno w kosc).
      Ale mam dowod na to, ze czlowiekowi (przynajmnie nam) cos sie robilo z mozgami po prodzeniu dzieci. Otoz przed urodzeniem pierwszej jak zaopatrywalismy sie w pieluchy, to na paczce pieluch bylo zdjecie takiego slicznego bobaska. I pomyslalm, a nawet mowialm do meza, ze fajnie by bylo gdyby to nasze bylo chociaz takie ladne jak ten bobas. A po urodzeniu, nasza corcia okazala sie (dla nas) slicznotka, a ten bobas na paczce pieluch jakos tak strasznie zbrzydl wink. U mnie to jeszcze moznaby wytlumaczyc to hormonami, ale u mojego meza to nie wiadomo czym, a on mial takie same odczucia.
      • lucyjkama Re: miłość - dzieci 08.02.18, 11:09
        Ha też mam podobnie. Obce niemowlaki są dla mnie brzydkie. Tylko moje są ładne. No poważnie, tylko ja mam ładne dzieci 😂
        • memphis90 Re: miłość - dzieci 08.02.18, 15:24
          Bo nie widziałaś moich 😁
        • jem.gluten.i.cukier Re: miłość - dzieci 08.02.18, 18:29
          Jestem potworem chyba, ale moja córka po urodzeniu wyglądała jak kartofel i to pleśniejący.
    • klaramara33 Re: miłość - dzieci 08.02.18, 09:45
      Od razu pokochałam zarówno po pierwszym porodzi ejak i po drugim.. Czasami jeszcze tęsknię do ich czasu niemowlęcego,gdy były takie przesłodkie. Trudy macierzyństwa miałam wysokie zwłaszcza przy pierwszym dziecku i mimo wszytko tak czuję.
    • lucyjkama Re: miłość - dzieci 08.02.18, 11:06
      Pierwsze dziecko- gadanie do brzucha itp. szaleństwa. Druga ciąża na spokojnie, koncentrowałam się na starszym dziecku. Dopiero po porodzie zachwyt. Trzecia ciąża jak i druga, bez zbytniego rozkminiania że nam maluszek rośnie. Starsze dzieci były do ogarnięcia. I szał ciał jak już się urodziło.
      Przy pierwszy dziecku spojrzałam na to małe urodzone że zdziwieniem, że to ono i pomyślałam że jakieś takie obce. Przy drugim i trzecim od razu było - wow- to cudo, moje, moje, takie bliskie i znajome.
    • sanrio Re: miłość - dzieci 08.02.18, 11:52
      oboje moich dzieci było zaplanowane i bardzo wyczekane. Jak zaszłam w pierwszą ciążę miałam 24 lata, tak jak sobie to zaplanowałam, bo wyczytałam, że kobieta wówczas jest w najlepszym fizjologicznie wieku na rodzenie dzieci. Poród i pierwsze tygodnie z noworodkiem mnie przerosły, w dniu, w którym córka skończyła 3 miesiące i przestała wyć 24/dobę przyszła fala miłości. Syna pokochałam od pierwszego wejrzenia, co było o tyle dziwne, że jeszcze do 3 dni przed porodem miałam depresję z powodu na jego płeć, potem po prostu unosiłam się 5 cm nad ziemią w zachwycie i zalewana tak silnymi emocjami, jakich nigdy wcześniej nie czułam.

      Natomiast teraz..hmm. Córka ma 11 lat, młody 2. To jest całkiem inny level macierzyństwa, córka czasem strasznie mnie denerwuje, irytuje wręcz, a syn daje nam naprawdę popalić. Nie wiem czy któreś ma u mnie ważniejsze miejsce w sercu, raczej nie. Córkę uwielbiam za to, że jest taka spokojna, poukładna, życzliwa, grzeczna, uprzejma, a syna rozumiem bo jest 100% moim charakterem.
    • barefoot_duck Re: miłość - dzieci 08.02.18, 13:27
      Mam jedynaczkę - zaplanowaną, wyczekaną. Ciąża - niełatwa, ale na totalnym endorfinowym haju. Potem cesarka, młoda po moim zszyciu wylądowała na niemal cały dzień na mojej klacie - i to co poczułam...nie wiem, raczej nie fala ogarniającej mnie miłości, ale poczucie, że w obronie tego małego, pomarszczonego stworka spaliłabym cały świat. I jednocześnie przerażenie - bo ona taka maleńka i bezbronna, a świat taki duży, drapieżny i straszny. Fala miłości przyszła po kilku miesiącach. Wcześniej miałam poważne problemy ze zdrowiem, baby bluesa, a młoda okazała się high need baby. Ale dokładnie pamiętam ten moment, kiedy "pyk" - i strzelił piorun sycylijski w dziecięcym wydaniu wink
      Teraz ma 7 lat, z high need baby wyrosło high need child, wkurza czasem niemiłosiernie, ale jednocześnie uważam ją za ósmy cud świata smile Nie jestem religijna, ale patrzę na nią i utwierdzam się w przekonaniu, że Bóg musi istnieć. Bo to niemożliwe, żeby ot tak, bez boskiej interwencji, byłam ja i on, tu chromosom, tam chromosom, jakieś nitki DNA i powstał taki cud. Ale żeby nie było - za taki (mniejszy nieco wink ) cud i absolut wszystkie dzieci uważam.
      Jest starsza i coraz częściej odczuwam do niej nie tylko miłość, bo ona jest, ale i miłość za to jaka jest: mądra, wrażliwa, empatyczna, z ogromną miłością i takim naturalnym szacunkiem i akceptacją dla innych.
      Strach mi nie przeszedł, moja mama mówi mi, że nie przejdzie raczej nigdy. Chyba taka kolej rzeczy, że wraz z dzieckiem rodzi się niepokój.
      • lucyjkama Re: miłość - dzieci 08.02.18, 18:26
        Strach o dziecko to najczarniejsza strona macierzyństwa. Czasem myślę, że jakbym drugi raz miała przeżyć życie to nie zdecydowała bym się na dzieci, żeby uniknąć tego strachu.
      • stephanie.plum Re: miłość - dzieci 08.02.18, 21:10
        ależ piękny tekst!
    • anoresk Re: miłość - dzieci 08.02.18, 20:05
      Gdy położyli mi starszą na klacie pierwszy raz poczułam to co niektórzy nazywają piorunem sycylijskim - zalały mnie emocje tak silne, straszne i piękne , że myślałam , że mnie rozerwą. Następne miesiące były huśtawką - jakaś taka dzika pierwotna miłość z trzewi na zmianę z okropnym lękowymi jazdami , łącznie z wyobrażaniem sobie dziesiątków scenariuszy pogrzebów i rodzajów śmierci mojego dziecka.Minęło tak z 6 miesięcy , dopiero wtedy dałam sobie z demonami radę ale zabrało mi to dużo radości z pierwszego macierzyństwa.
      Gdy urodził się syn dostałam jakieś dziwnej blokady emocjonalnej na 2 tygodnie do obydwu moich dzieci - opiekowałam się nimi jakoś tak z automatu. Zaczęło mi najpierw odpuszczać do córki , trochę potem do syna. Go kocham już nie tak szaleńczo , o wiele spokojniej i bez tego okropnego strachu , który towarzyszył mi na początku.
    • lucerka Re: miłość - dzieci 08.02.18, 21:16
      Trzy lata uczylam sie starszego. Jest trudnym dzieckiem (dla mnie). Im starszy jest tym bardzij sie rozumiemy albo "spotykamy" na innym poziomie, nie wiem jak to opisac. Kocham syna bardzo ale milosc do corki jest wlasnie taka klasyczna i spontaniczna. Milosc do syna rodzila sie dlugo i w jakims dziwnym bolu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka