Jakiś czas temu dołączyłam do pewnej zamkniętej grupie na FB. Ot tak, chwilowy kaprys. Grupa miała być w założeniu satyryczna a okazała się naszą ematką w facebookowej pigułce.
Poruszane są tam wszystkie tematy (tak jak tu) od życia seksualnego, przez narzekanie na teściową, męża, matkę, dzieci, szefa czy sąsiadów. Jest wymiana przepisów, porad okołorodzinnych itd itd. Czy pytania o dziwną wysypkę w wilgotnych miejscach.
Co ciekawe większość ludzi pisze tam ze swoich normalnych kont. No i dzieją się cuda - laska pisze coś na męża. Narzeka ale bez jakiś ekscesów, ot w stylu mąż pali przy mnie, mi to śmierdzi, jak go oduczyć. I nagle dnia następnego dodaje posta: tej francy, co doniosła mojemu mężowi że go na FB obgaduje niech plony w piwnicy zgniją (to moja interpretacja przekleństw). Czyli komuś się chciało wejść na jej FP poszukać męża i mu donieść.
Albo kobieta się żali że jej się w związku nie układa - to za chwile komentarze - weszłam w twój profil, widziałam Twoje zdjęcie - nie dziwię się...
Ematka to jednak lajcik - tam ludzie się sobie rzucają do gardeł pod swoimi nazwiskami, z dostępnymi całymi listami swoich znajomych (bo co to za problem kliknąć i zobaczyć), w większości wypadków z własnymi zdjęciami w profilówkach.
Wyobraźcie sobie jakiego wymiaru mogłyby nabrać przepychanki tutaj
Swoją drogą, ciekawe czy tego typu grupy mają szansę zastąpić działalność forumową.