ewawzywa07
26.02.18, 10:48
Na kanwie sąsiedniego wątku....
Nie mam pewności, ale odnoszę wrażenie, ze psychoterapia jest zdecydowanie nadużywana.
Nieporozumienie w rodzinie- psychoterapia.
Problemy z dzieckiem - psychoterapia.
Kłopoty w pracy, finansowe- psychoterapia.
Nie sądzę, że by psychoterapia wyrządziła jakiekolwiek szkody, no może prócz odchudzenia portfela, ale czy nie jest nadużywania? Czy nie prowadzi do tego, ze zamiast wziąć się w garść ( nie mówię o sytuacji z pogranicza depresji, bo to jest choroba wymagająca nie tylko psychoterapii ale i leczenia) biegnie sie do psycholga zwalniając się tym samym z odpowiedzialności za swoje życie.
Czy nie jest to zachowanie ludzi niedojrzałych, infantylnych , wyznających zasadę, że ktoś za mnie zrobi/pomysli/zdecyduje/wskaże kierunek?
W życiu wszyscy przechodzimy jakies stresy: problemy z dziećmi, finansowe, w pracy, z przyjaciółmi, zdrowotne, rodzinne, umiera lub długo choruje ktos bliski, coś sie wali w życiu. Czy za każdym stresem musi stać psychoterapeuta?
Powtarzam, nie mam na mysli szeroko rozumianych chorób ( depresji, psychoz, schizofrenii, uzaleznień), ale niedogodności związanych z normalnym zyciem.