Do poczytania jakby ktoś był ciekawy. Niedługo wracam po paru miesiącach pobytu. Mieszkałam już kiedyś w Japonii, ale to mój pierwszy raz z dziećmi, wiec teraz widzę ten kraj przez pryzmat posiadania dzieci. Jest kilka fajnych rzeczy, ale tez kilka które ematke lub ebabcie przyprawiłyby o zawał

1. Udogodnienia. Jest masa udogodnien dla matek z dziećmi od małych kibelków i zlewów dla dzieci w toaletach po pokoje do karmienie w centrach handlowych. W większości knajp dostanie się talerze i sztućce dla dzieci lub zabawke, która dziecko może sie zająć żeby nie roznieść lokalu.
2. Brak filozofii wychowania. Nikt tu nie słyszał o RB i innych metodach/filozofiach wychowawczych. Wszyscy idą raczej na żywioł.
3. Nie zwracanie uwagi na skład. Ciezko znaleźć zywnosc dla dzieci (nawet niemowlaków) bez cukru czy ulepszaczy. Glutaminian sodu jest prawie we wszystkim. Podobnie z kosmetykami w których parabeny i inne kwiatki rządzą.
4. Nosidla. Chyba wszyscy rodzice korzystają z nosidel, ale rzadko nosza w nich dzieci poprawnie. Raz widziałam kobietę z nosidłem zaczepionym na wysokości kolan! A dziecko miało twarz w okolicach jej brzucha...
5. Zimny chów. Większość Japończyków wyznaje zasadę, ze dziecko ma nosić jedna warstwę mniej niż rodzic. Zima minęła a tylko moje dzieci i dzieci innych obcokrajowcow chodziły w czapkach

dzieci wiezione w wózkach lub noszone w nosidłach zazwyczaj są bez butów nawet jak jest zimno. Najbardziej ekstremalna sytuacja to dziecko na oko 1-2 letnie w nosidle bez skarpetek przy temperaturze 7 stopni... i dwójka dzieci w koszulce na ramiączka przy temperaturze 10 stopni - co prawda było słońce, ale mój syn wyglądał przy nich jak Eskimos. Niezależnie od pory roku dzieci chodzą w domach i salach zabaw bez skarpet.
6. Super wózki. Maja super lekkie i kompaktowe wózki. Rzadko widzę wózek który wazy więcej niż 4kg. Niestety kolka małe, wiec w polskich warunkach raczej by się nie sprawdziły

7. Nieokazywanie uczuć. Nie widziałam, żeby rodzice tulili czy całowali dzieci publicznie.
8. Brak helikopterowych rodzicow. Nie placu zabaw nie asekurują dzieci na każdym kroku. Matki zazwyczaj gadają a dzieci się bawią. Tylko przy maluchach powtarzaja jak mantrę:”kolejka!”(czyli czekaj na swoją kolej).
9. Super sale zabaw. Sale zabaw są ogromne z masa atrakcji. Polskie sale z kulkami to przy japońskich syf i malaria. Sale tutaj są utrzymane w czystości i oferują różnorodne atrakcje: trampoliny, gokarty, hamaki, rownowaznie, pojazdy, sklepiki, domki, mini restauracje, konstrukcje do wspinania i zjeżdżania z placów zabaw, ścianki wspinaczkowe, lepienie z ciastoliny, kulodromy, specjalne przestrzenie z zabawkami i fotelikami dla niemowlaków itd. I to wszystko w jednej sali zabaw! Chodzimy 1-2 w tygodniu a dzieci zdrowe. Wada są ceny. Zazwyczaj godzina w takiej sali kosztuje około nas (3osoby) 90 zł, ale zarobki są tu inne.
10. Malo placów zabaw w porównaniu z Polska. U nas plac zabaw jest chyba w większości parków, tutaj często nawet wielkie parki nie maja placu zabaw.
Ciekawie tak sobie poobserwować inne podejście niż u nas. Zyskuje się wtedy wiele dystansu.