Aż założyłam osobny wątek, bo temat jest moim zdaniem ciekawy i szerszy. Jestem zszokowana, jak wiele z was uważa za całkowicie normalne, że dziecka powinno się móc zrzec anonimowo. Podobnie z dawstwem spermy - anonimowy dawca jest ok.
Co z prawami tego żyjącego dziecka? Czy ktoś jest w stanie sobie wyobrazić koszmar dorastania bez jakiejkolwiek wiedzy o swoich rodzicach? Serio myślicie, że dziecko nigdy nie będzie się chciało dowiedzieć? Nawet jeśli nie nawiąże potem z biologicznymi rodzicami żadnych więzi (tak najczęściej się dzieje) czuje ulgę WIEDZĄC. Dlaczego mamy decydować za nie?
Jeszcze inna kwestia, która mnie szokuje, to anonimowość dawcy spermy. Wydawałoby się, że tu anonimowość jest konieczna, ale okazuje się, że nie. Dzieci szukają swojego przyrodniego rodzeństwa po całym świecie, nadal chcą wiedzieć.
Teraz wyobraźmy sobie gościa, który od lat jest dawcą, i z jego nasienia poczęło się kilkaset dzieci. Sporo z nich pewnie na terenie tego samego kraju. Czyli możesz się związać, nie wiedząc o tym, jeśli jest zapewniona anonimowość, z własnym przyrodnim bratem. Oczywiście zawsze masz takie prawdopodobieństwo, jeśli tatuś hulał na boku

ale w momencie wielokrotnego dawstwa ta nikła szansa nagle wzrasta.
To wszystko wcale nie jest takie proste.