wstyd-zesie
19.04.18, 11:07
Czasami wszystko spływa po mnie jak po kaczce. A czasami mam potrzebę "niech mnie ktoś przytuuuuuuuuli" i wszystko urasta do niebotycznych problemów. A im bardziej się martwię i dzielę zmartwieniem z innymi (no żeby przytulił) tym te problemy wydają się straszniejsze. I robi się zaklęty krąg.
Obiektywnie mam kłopoty wychowawcze, dość poważne. Ale zamiast coś robić, użalam się nad sobą i dopustem Bożym, który mnie spotkał, boję się, że nic już nie pomoże, i wyobrażam sobie najczarniejsze scenariusze (choć obiektywnie najgorsze, co mnie może spotkać, to to, że dzieciak pójdzie do branżówki, i dopiero potem wyrośnie, poukłada mu się, pójdzie po rozum do głowy, zda maturę i skończy studia