al_sahra
21.05.18, 19:04
Taka smutna refleksja w związku z dyskusjami wokół wiadomego ślubu.
Rozumiem, że może się nie podobać sukienka, fryzura, uroda panny młodej, albo stroje uczestników imprezy. Że można mieć zastrzeżenia co do samej instytucji monarchii (chociaż w takim wypadku dobrze jest mieć rzeczowe argumenty). Można też kompletnie nie interesować się całym zamieszaniem i ignorować transmisje w telewizji i zdjęcia w plotkarskich mediach.
Co wzbudziło mój niesmak, to wypowiedzi osób, które najwyraźniej przestudiowały całe wydarzenie w szczegółach, żeby potem wylać hektolitry żółci na nieznaną sobie osobiście parę młodą i jej rodzinę. I to wybiegło znacznie poza przewidywania jednej z forumowiczek (że ematki napiszą, jak to sukienka była źle skrojona, a Meghan wyglądała na zmęczoną). Dowiedzieliśmy się, że pan młody i jego brat wyglądają jak żule, sukienka od Givenchy to masakra, fryzura była niechlujna, po matce młodej widać tanie kosmetyki (co za wzrok sokoli), panna młoda jest unurzana w rodzinnym bagnie i do tego brzydka, sztuczna, manipulantka, której nie powiodła się kariera (WTF?), więc udaje miłość, żeby żerować na rodzinie królewskiej (WTF x 2) i jeszcze "narobi im gnoju". Nawet gest zaoferowania obolałym stopom gości wygodnych kapciuszków (bynajmniej nie przymusowo), entuzjastycznie przyjęty przez uczestników imprezy, doczekał się na forum komentarza, że to "kosmiczne chamstwo".
Jaki jest powód - i sens - tego plucia żółcią? Wiem, to nie pierwszy raz na forum i powinnam była wygasić trolle. Nie zrobiłam tego na czas i niesmak został… należy dziękować Opatrzności, że wątki nie wylądowały na głównej stronie.