Już po balu, skoro wątek miał 200 wpisów, to napiszę jak się skończyla historia.
po wizycie posłańca ( o której syn do końca nie wie) dzień przed balem przycisnęłam syna do kontaktu, do rozmowy nie zmusiłam, ale zapytał jej mesendżerem, czy spotykają się na balu w szkole?
na odpowiedź czekał kilka godzin i od niej wprost dostał odpowiedź że chciałaby, by on po nią przyszedł do domu(również w celu obfotografowania)
no to poszedł, do mieszkania nie wchodził, podobno poczekał pod blokiem i razem poszli do szkoły.
dodatkowo - koleżanka poprosiła o kwiatki z konkretnej kwiaciarni, chciała bransoletkę ale chyba było już za późno i musiała zadowolić się różą(była wymieniona jako pierwszego wyboru)
i to by było na tyle tej historii.
i tak jak podejrzewałam, nasze sugestie odnośnie pójścia po pannę były wyśmiane, tak prośba od niej okazała sie wystarczająca.
ps. chciałam go podwieźć, bo był straszny upał, ale się wił jak piskorz i poszedł pieszo, stąd do końca czułam że coś kombinuje, ale matka potwierdziła, że odebrał córkę z domu. to jasne jest teraz, że kombinował z kwiaciarnią, przyznał się do tych kwiatków dopiero po balu.
przyznał się też do jednego tańca z koleżanką, oprócz poloneza. do domu po balu nie odprowadził, bo każdy miał być odebrany osobiście na oczach ochrony.
także dziewczyna miała wymarzony bal, ale - bez posłańca by się to chyba nie udało, bo nikt by na to nie wpadł