Dodaj do ulubionych

Jak pomóc komuś kto sie stacza

09.07.18, 20:35
Mężczyzna lat 58 na kierowniczym stanowisku, w firmie w której ma udziały. Niestety nie sprawdza się na tym stanowisku i firma nie przynosi zysków, przez co główny inwestor zaczyna naciskać. Mężczyzna zaczyna nie wytrzymywać presji. Robi się zgorzkniały, agresywny, zaczyna pic coraz więcej alkoholu. Jakiekolwiek próby rozmowy wywołują agresje (rozmowy nie na zasadzie: ale Ty jesteś głupi, ale: widzę ze w pracy masz teraz ciężki okres).
Okazuje się ze podpisywał jakieś kwity bez wiedzy zony. Nikt nie wie co się dokładnie dzieje, ani zona ani dzieci. Finansowo tez nikt nie ma pojęcia.

Mężczyzna 'nie widzi' żadnych problemów. ALe z boku wygląda, ze stracił chęć życia, postępuje u niego alkoholizm a sytuacja wyjaskrawiła wszystkie najgorsze cechy charakteru.

Czy można w jakikolwiek sposób pomóc?
. Zmiana pracy na nie kierownicza wiąże się ze koniecznością spłaty ok. miliona złotych. Przez co straca oba mieszkania (maja jeszcze na nie kredyty), oszczędności + konieczność spłaty 400-500 tys.
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: Jak pomóc komuś kto sie stacza 09.07.18, 20:43
      Wychodzi na to, że najlepiej by było gdyby pan wziął na siebie długi, zrobił rozdzielność majątkową z żoną, a potem skorzystał z eutanazji.
      Znaczy, jako współwłaściciel na kierowniczym stanowisku nie ogarnia, ale nie może przestać, bo wtedy z tajemniczego powodu skończyłby z rodziną jako zadłużony bezdomny?
      • zlababa35 Re: Jak pomóc komuś kto sie stacza 09.07.18, 20:58
        Hm, ta kasa jest z firmy, jakieś obciążenie karty albo coś i kończąc pracę będzie musiał ekspresowo oddać...
        • matude Re: Jak pomóc komuś kto sie stacza 09.07.18, 21:09
          Na razie długów jeszcze nie ma.

          Rozdzielności majątku nie ma bo 'nie ma' według niego problemu.
          Zona nic nie zrobi, bo się mąż jeszcze zdenerwuje.
      • matude Re: Jak pomóc komuś kto sie stacza 09.07.18, 21:12
        > Znaczy, jako współwłaściciel na kierowniczym stanowisku nie ogarnia, ale nie mo
        > że przestać, bo wtedy z tajemniczego powodu skończyłby z rodziną jako zadłużony
        > bezdomny?

        Tak to niby wygląda.
    • tt-tka Re: Jak pomóc komuś kto sie stacza 09.07.18, 21:20
      Szczerze mowiac nic nie rozumiem, i dysponujac tylko taka wiedza, jaka podalas, nie podjelabym sie doradzac ani pomagac.

      Co najwyzej doradce finansowego mozesz im doradzic smile, ale pewnie i tak nie skorzystaja, skoro on nie widzi problemu, a ona nie chce go denerwowac.
      • matude Re: Jak pomóc komuś kto sie stacza 09.07.18, 22:23
        Cala ta sytuacja jest tez dla mnie niezbyt zrozumiała uncertain

        Pieniądze to możliwy jeden problem, którego ja tez nie rozwiąże, bo nie mam na tyle szczegółowych informacji.

        Ale to ze problemy w pracy tak bardzo zmieniły charakter jest przerażające. Po pracy jak przychodzi to piwo i zostawcie mnie w spokoju... Moze nigdy nie był demonem aktywności ale teraz jest zero aktywności lub inicjatywy. Jakby przełączył się w tryb pasywny.
        Byc może to depresja albo wypalenie zawodowe...
        • bazia8 Re: Jak pomóc komuś kto sie stacza 09.07.18, 22:28
          Jesteś żoną?
          • matude Re: Jak pomóc komuś kto sie stacza 09.07.18, 23:43
            Nie, ale to prawie najbliższa rodzina
    • kamyk-555 Re: Jak pomóc komuś kto sie stacza 10.07.18, 03:13
      Znam trochę podobną sytuację - bliski znajomy.

      Wykształcony, zdolny, ale już 62 lata. Lekarz.

      Widzi i czuje, że życie mu nie wyszło.
      Dzieci brak (żona nie mogła, choć były starania, badania i operacje), na adopcję nie chciał się zdecydować, choć żona chciała (może trafi się patologiczne dziecko?), rozwodzić też się nie chciał (gotowanie, sprzątanie, pranie i prasowanie).

      Różne ambicje i aspiracje z żoną, trudny charakter i specyficzna osobowość (egoista nastawiony na swoje potrzeby).
      Ma swoje pieniądze (osobny rachunek i brak wspólnego konta) i wydaje je na swoje potrzeby bez konsultacji - samochody (już 7 - 4 osobowe i 3 terenowe - niby na awarię, bo dojeżdża), żona ma jeden i on nie pozwala jej korzysta ze swojego , ubrania, książki, muzyka, czasopisma, narzędzia, elektronika. Zbiera wszystko i całą sypialnię zawalił tymi skarbami (poza autami - te na podwórku) i żona przeniosła się do innego pokoju.
      Problemy z rozliczaniem wspólnych wydatków - jedzenie, zakupy chemii, mediów (wykręca żarówki, bo płaci za prąd), oleju opałowego (wyłącza ogrzewanie rano i wracają do zimnego mieszkania zimą), choć sam sobie niczego nie żałuje.
      Od lat nigdzie z żoną nie chodzi i nie wyjeżdża. Nie daje prezentów i życzeń. Na rodzinne uroczystości tylko żona kupuje prezenty, nawet na święta trzeba od niego wycisnąć ze 200 zł na wydatki, ale wciąż razem mieszkają, prawie jako obcy ludzie.
      Dla mnie - horror. Dawno bym się rozwiodła, ale ona nie ma gdzie pójść i ma na miejscu dobrą pracę.

      Innych nie czepia się i nie spodziewa się pomocy, ale i super zasadniczy stosownie do swoich poglądów, bez empatii dla innych.
      Według siebie jest O.K. - jest taki przepis i stosuję go, nie ma zrozumienia na wyjątkową sytuację, błąd czy emocję pacjenta.
      Trzeba było pomyśleć, poznać przepisy, a do innych - "skończyłeś studia i nie wiesz?, poczytaj sobie".

      Sam z siebie nie pomoże, nie doradzi bez usilnej prośby. "Ja ciebie nie pytam, więc i ty nie pytaj mnie, a co cię to obchodzi, po co mi 7 samochodów?, Moja sprawa jak żyję" - do rodziny.

      Stracił wszystkich przyjaciół i znajomych. Nawet rodzina odseparowała się od niego po takich odzywkach, a żona bzikuje. Nawet w awaryjnej sytuacji on nie ma do kogo zadzwonić, chyba, że po płatną usługę.

      Z żoną prawie nie rozmawia, ma swoje pieniądze (osobne konto i brak wspólnego rachunku) i wydaje je jak chce na samochody i gadżety.
      Od kilku lat po powrocie z pracy wypija sam butelkę wina lub kilka piw albo połowę wódki i wodę i o 20-21 kładzie się spać, by rano, otrzeźwiony, móc autem pojechać do pracy. Nie sprawdza się alkomatem, ale twierdzi, że akurat bardzo pilnuje, by jeździć na trzeźwo.

      Napominania rodziny, sugestie, że ma problem i powinien skorzystać z pomocy psychologa lub psychiatry - odbijają się od ściany.

      Chłop naprawdę z dużą wiedzą, zdolny w wielu kierunkach, ale według mnie zaburzony i zagubiony, bardzo pewny swoich racji.

      Ewidentnie stacza się, choć jeździ na trzeźwo, pije wieczorem i wsiada trzeźwy. Po alkoholu agresywny w towarzystwie lub od razu wali się do łóżka.
      Jeszcze trocę i ręce zaczną mu się trząść i koniec z pacjentami, bo specjalizacja zabiegowa i kiedyś wyda się telepanie rąk.

      Według mnie tu są trzy problemy:
      - charakter
      - depresja
      - postępujący alkoholizm.

      Czy jest szansa, żeby uratować tego człowieka, który wie, że pogrąża się i stacza (codziennie zabezpiecza sobie dawkę alkoholu i o tym pamięta), a odmawia kontaktu z fachowcem?

      Akurat nieźle znam środowisko medyczne i wiem, że to dość częsty problem, a do tego dziwny bezkompromisowy charakter.

      • tt-tka Re: Jak pomóc komuś kto sie stacza 10.07.18, 03:27
        Byc moze antydepresanty by pomogly ... (mowa o panu z postu autorki, nie o alkoholizujacym sie lekarzu) - choc z drugiej strony znam uroczego psychiatre, ktory od zawsze twierdzi, ze nonsensem jest przepisywac pigulki komus, komu nalezaloby zalecic zmiane wspolmalzonka, pracy lub ideologii. I, psiakostka, nie potrafie znalezc dziury w tej argumentacji sad
    • rosapulchra-0 Re: Jak pomóc komuś kto sie stacza 10.07.18, 05:52
      Nie pomożesz dopóki on sam tego nie zechce. Alkoholizm to okrutna choroba, bardzo ciężka i powodująca wielkie straty zarówno u pijącego, jak i jego najbliższych. Facet musi dojść do ściany, dopiero wtedy jest szansa, że się ocknie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka