mildenhurst
17.07.18, 18:38
Byłam na tzw proszonej kolacji u modego małżeństwa. Dzieciaki 30 lat, kilka lat w korpo. Podano : przystawka ser pleśniowy na ciepło z warzywami. Danie główne to owoce morza ostrgi i kalmary. Wszystko okropne. Jak nie jadam to kebaba zapragnęłam. Taki trend jest, że łosoś, krewetki, pleśniowe sery muszą być daniem zdecydowanie elegantszym (bo nie smaczniejszym) niż klops czy gołąbki. Wiem, że nikt na codzień nie jadą wyłącznie suszi. Skąd więc pomysł, że na proszony posiłek trzeba zaserwować takie okropności.