nangaparbat3
05.08.18, 13:53
przez ostatnie lata mialam jednego ucznia. Trzyletnie liceum realizowal w ciągu czterech lat z powodu bardzo powaznej niepelnosprawności. te cztery lata są wazne, bo mialam dużo więcej czasu.
I przez te cztery lata realizowalam z nim licealny program rozszerznego jezyka polskiego.
Ponieważ polskiego uczylam ostatnio jakieś 8 lat wcześniej, wszystkie lektury czytałam rownolegle z uczniem.
I to było nie do wytrzymania (choć jednoczesnie bardzo przyjemne, bo to jednak w większości naprawde arcydzieła, warte wielokrotnego i w rożnych momentach życia czytania) - poza urlopem prawie nie miałam czasu na czytanie czegokolwiek innego.
A przecież ja przygotowywalam sie tylko do jednego przedmiotu - nasi uczniowie przygotowują sie do w pierwszej klasie 14, w maturalnej 7 róznych przedmiotów.
Jaki to ma sens?
Czy można w ten sposób zachęcić kogoś do czytania?
(oczywiście sama znam mlode osoby, które mimo wszystko czytają bardzo duzo, przyzwyczajone przez rodziców od urodzenia niemal do kontaktu z ksiązką. Ale to w skali kraju wyjątki i wydaje mi się, że czytanie sprawia im przyjemnośc wbrew szkole czy co najwyżej niezależnie od niej).